Alinka.B(L)OOK.pl – Dzień piąty. Święto księgarza – idziemy na kiermasz
Przegląd
- Typ: Alinka.B(L)OOK.pl
Wszyscy mnie wypytują czy będę na targach książki. Jasne, że będę ale nie targach tylko na kiermaszu. Kiermasze książek w Polsce nazywane są targami tylko przez osoby, które nigdy nie były na targach. Będę na kiermaszu, chociaż co roku sobie obiecuję, że to ostatni raz. Może nawet coś sobie kupię z rabatem wyższym niż w mojej księgarni. A jak już pewnie wiecie moja księgarnia słynie z wysokich rabatów, gdzie promocja cenowa goni promocję, jak w TV Markecie. Ale i tak pewnie żadna księgarnia w tym względzie nie pobije wydawców. Oni na kiermaszach potrafią przebić nawet rabaty, które udzielają hurtownikom i dystrybutorom. Pewnie w cztery dni kiermaszowe wykręcą obroty równe miesięcznym obrotom wszystkich warszawskich księgarni. Dlatego nie lubię kiermaszy książek. Jak mi powiedział Napoleon, jeden księgarz z Zagrzebia swego czasu wykręcił wydawcom niezły numer. Zabrał ze sobą książki ze swojej księgarni i rozdawał je za darmo czytelnikom na kiermaszu. A wydawcom, co sprzedawali swoje książki z rabatami przekraczającymi rabat jaki od nich dostaje, powiedział, że nigdy im za nie nie zapłaci. Zbankrutował biedaczyna. I tak miał zbankrutować, ale co namieszał na koniec, to namieszał.
W tym roku znikający w oczach Warszawski Kiermasz Książki postanowił połączyć się z Kiermaszem Akademia. Niektórzy złośliwcy mówią, że to ich ostatnia szansa. Ja jednak twierdzę, że nie. Zostali jeszcze katolicy. Za rok będzie się można z nimi połączyć. A za 2 lata z historykami. A za 3 lata z ….. kto by tam planował co będzie za 3 lata. Dobrze będzie. Może nie dla warszawskich księgarzy, ale będzie dobrze.
Chociaż historia może się potoczyć także innymi torami. Głód gotówki wśród wydawców jest tak wielki, że część z nich może całkowicie zrezygnować ze sprzedaży poprzez księgarnie i skupić się tylko na sprzedaży podczas kiermaszy. Można przecież kiermasze organizować co tydzień, w coraz to innym miejscu w Polsce, a nawet po kilka edycji w tym samym terminie w różnych miejscach. W poniedziałki można zrobić sobie wolne, bo przecież nikt nie lubi poniedziałków. Jeden dzień na zmianę miejsca kiermaszu wystarczy. I tak przez cały rok. Przed Bożym Narodzeniem można zrobić jeszcze więcej kiermaszy w tym samym czasie, bo to przecież najlepszy okres. W dużych miastach akademickich kiermasze można by było organizować raz w miesiącu a może nawet częściej. Czytelnicy szybko by się przyzwyczaili do tego sposobu zakupu książek. Zdecydowanie polepszyłby się cash flow i tym samym uzdrowiony by został rynek wydawniczy (patent na uzdrowienie: copyright@Alina Morszczuk). Wszyscy poza księgarzami będą zadowoleni. Ale księgarzy przecież nie szkoda bo i tak dzielą się na tych co nie płacą i na tych co płacą od czasu do czasu.
Więcej już nie napiszę na ten temat, bo jeszcze mnie wyleją z pracy za podsyłanie nowatorskich pomysłów wydawcom. Chyba, że dadzą mi Nobla z ekonomii. Wtedy do końca życia nie będę już musiała sprzedawać książek. Będę mogła je tylko kupować. Na kiermaszach książki oczywiście. Niestety zapewne bez atrakcyjnych rabatów, które znikną, jak wydawcom zniknie konkurencja w postaci księgarni.
Wasza Przyszła Noblistka Alinka
Artykuły powiązane:
O autorze
Skomentuj
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.






