Jan Stolarczyk – Związać życie z książką to było chyba jedyne i niewyspekulowane wyjście..

Wirtualny Wydawca: Jan Stolarczyk – Redaktor Naczelny Wydawnictwa Dolnośląskiego
Jan Stolarczyk: Urodziłem się 21.08.1947. w Wojcieszowie Górnym (niem. Kauffung) na Dolnym Śląsku. Na strychu naszego domu zostało mnóstwo niemieckich książek. Godzinami  przeglądałem pięknie wydane i oprawione  tytuły drukowane “gotykiem”. To były Księgi i godziny wtajemniczenia we wrogie (niemieckie), ale też fascynująco bliskie znaki otwierającego się dla dziecka świata. Urzekały mnie stare atlasy: potężne, starannie rytowane, z odcieniami brązów, zieleni,żółci, błękitów. Za oknem, wychodzącym na stary ogród i z widokiem na rozległą górską łąkę, szumiała kamienista Kaczawa. Stary strych  był sceną, na której  jawiło się piękno i groza. Pragnąłem, żeby te doznania nigdy nie utraciły swej pierwotnej siły. Związać życie z książką to było chyba jedyne i niewyspekulowane wyjście.. Tak więc mogę powiedzieć śmiało: jestem dzieckiem niemieckich wydawców.
Potem była szkoła podstawowa, Technikum Górnictwa Rud w Bolesławcu, dwa lata szkoły oficerskiej, dwa lata żwirowni, pięć lat studiów polonistycznych na Uniwersytecie we Wrocławiu, trzy lata jako komendant straży przemysłowej w Centrali Rybnej, trzy i pół roku w “Kalamburze”- nie jako aktor ale redaktor, a od 1987 roku – Wydawnictwo Dolnośląskie. Wcześniej pisałem recenzje, szkice, eseje, głównie zamieszczane w “Odrze”.
WW: W Wydawnictwie pracujesz od jego początków?
JS: Niemal, choć od samego początku, jeśli myślimy o programie wydawniczym.

WW: Wybrałeś drogę redaktora nie krytyka.
JS: Tak, stwierdziłem, że jednak milszy mi jest związek z literaturą poprzez jej wydawanie.
WW: Wolisz być blisko słowa pisanego, ale samemu nie tworzyć?
JS: To jest zarówno sprawa wyboru, jak i predyspozycji. Na pewno nie należę do klubu niespełnionych artystów. Mam w sobie pęcherz pławny, który wypycha mnie na powierzchnię zdrowego rozsądku.
WW: A jak to było z Wydawnictwem Dolnośląskim?
JS: Któregoś dnia stwierdziłem, że jestem już zmęczony pracą w miłym sercu “Kalamburze” i postanowiłem odejść. Jesienią 1986 roku zadzwonił do mnie Andrzej Adamus, który został dyrektorem nowego wydawnictwa, z pytaniem, czy chciałbym z nim pracować. Spotkaliśmy się kilka razy, omówiliśmy warunki polityczne i merytoryczne ewentualnej współpracy. Polityczne, bo Andrzej przyszedł z Komitetu. Ja zaś nigdy nie byłem tzw. działaczem opozycji, ale to i owo robiłem po drugiej stronie muru i SB próbowało mnie grzesznego nawrócić. Zgodziłem się, że przechodzę do wydawnictwa, przy czym zapominamy, że mogę być elementem przydatnym PZPR. Andrzej odpowiedział mi, że jego interesuje wydawanie książek, a nie ideologia. Miał opinię życzliwego, krytycznego człowieka, co stanowiło dobry punkt wyjścia do rozmów. Uzgodniliśmy także warunki miru: on będzie ciął zagrażające dobru oficyny  działania z lewej strony, ja z prawej. Program wydawniczy ma być, na ile tylko okoliczności pozwolą, niezależny od  wszelkiej doraźności.
WW: Co byś uznał za swój największy sukces w pracy zawodowej?
JS: Najbardziej mnie cieszy, że mogłem przez lata współpracować z Tadeuszem Różewiczem, ze Zbigniewem Herbertem (który do śmierci wydawał u nas), z Tymoteuszem Karpowiczem. Na przykład  Tadeusz Różewicz nie należy do pisarzy, którym bardzo zależy na nowej książce. Trzeba się trochę natrudzić, przekonać go, żeby  zgodził się na druk tomu. Wydawca jest pośrednikiem,  powinien inspirować autorów, wyczuwać koniunktury w kulturze, ze społecznych lęków i potrzeb modelować tematy…
Najbardziej cieszy mnie seria ” A to Polska właśnie”, wzorowana na  przedwojennej polskiej serii “Cuda Polski” i “Decouvertes Gallimard”. Udało nam się chyba jeszcze kilka rzeczy, np. “Biblioteka Klasyki”, unikatowa “Biblioteka Pisarzy Żydowskich”, sześciotomowe dzieło “Polska. Dzieje cywilizacji i narodu”.
WW: Jan Stolarczyk – prywatnie. Mieszkasz we Wrocławiu w nowo wybudowanym domu?
JS: : Mieszkam w domu, który buduję od wielu lat, nie oszczędzam własnych rąk. Muszę i lubię dużo czytać, to jest obowiązek  i wyznanie wiary. Dwoje dzieci, żona, która też pracuje od kilku lat w Wydawnictwie Dolnośląskim.
Moim hobby jest włóczenie się, wędrówki. Uważam to za pracę twórczą. Wałęsanie się po górach, gdzieś w terenie, rozmowy z ludźmi. Nie obchodzi mnie czy to jest profesor, czy  przypadkowo spotkany “prawdziwek”. Jestem zawsze ciekaw różnych ludzi, jak żyją, co myślą,  cieszy mnie ich   nieudomowiony, niedomyty język. A wiesz dlaczego?
To bierze się chyba z takiego religijnego stosunku do świata. Że niemal wszystko, co się dzieje, jest niesłychanie ważne w “planie zbawienia”.
WW: Wędrujesz sam, czy wolisz towarzystwo?
JS: Najczęściej sam. Ostatnio niestety rzadko, bo mam mało czasu. Ale zamierzam podczas (more…)

Ta strona jest dostępna tylko dla zalogowanych osób. Jeżeli masz konto, to się zaloguj, a w innym przypadku zarejestruj się.

Logowanie użytkownika
 Remember Me  
Rejestracja nowego użytkownika
*Pole wymagane
Kategorie: Wywiady

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Wpisz hasło by zobaczyć komentarze.