Paweł Kozber – rachunek sumienia czasami się przydaje

Paweł Kozber – rachunek sumienia czasami się przydaje

Przegląd

Rachunek sumienia czasami się przydaje

Paweł Kozber, z-ca dyrektora ds. marketingu i sprzedaży w wydawnictwie Lektor Klett.

Wykształcenie : Uniwersytet im.Adama Mickiewicza – mgr politologii
Wyższa Szkoła Bankowa w Poznaniu – podyplomowe studium marketingu
oraz kursy, m.in. marketing wydawniczy (BMR).

Przebieg pracy zawodowej
1990-1995 Wydawnictwo ” W drodze” dział handlowy
1995-2000 Wydawnictwo Media Rodzina , specjalista ds. handlowych,
01.1999 do 08.2000 kierownik działu marketingu
od 09.2000 Wydawnictwo LektorKlett Z-ca dyrektora ds. marketingu i sprzedaży.
od sierpnia 2007 Wydawnictwa Zielona Sowa, dyrektor zarządzający

 

Stan cywilny : żonaty od 9 lat (żona Dorota) , trójka dzieci Martusia 7,5 lat ; Marcinek 6 lat ; Kasia 2 latka)
WW: Lubi Pan zmiany?
P.K.: Nie za bardzo, z trudem mi one przychodzą. Dotyczy to zwłaszcza zmian miejsca pracy. Wydaje mi się, że widać to po okresie jaki przepracowałem w poszczególnych wydawnictwach.
WW: Kiedy się tak spojrzy na przebieg Pana pracy zawodowej można powiedzieć, że zaznacza się tzw. system pięciolatki. Jest jeszcze parę wydawnictw w Poznaniu więc w jakiej firmie mamy szansę się spotkać za 3 lata?
P.K.: No nie, raczej nie planuję kolejnych zmian, uważam że bardzo dobrze trafiłem. Zresztą jak wspominam pracę w wydawnictwie W Drodze to również nie mogę narzekać. Ceniłem ją szczególnie za świetną atmosferę i ludzi. Zresztą pracowałam tam w szczególnym okresie, kiedy dyrektorem Wydawnictwa był Maciej Zięba OP, obecny prowincjał zakonu. Wiele się w tym czasie nauczyłem, zwłaszcza jeżeli chodzi o podejście do pracy.
 
WW: Czyżby księża okazali się tak wymagającymi pracodawcami?
P.K.: Raczej nie o to chodzi. Można powiedzieć, że zastałem pewną atmosferę do której starałem się dopasować i spełnić oczekiwania. A sytuacja w Media Rodzinie za moich czasów na pewno wiele różniła się obecnej. Pamiętam jak na początku siedziałem w jednym pokoju z Robertem Gamblem, Bronisławem Kledzikiem i Markiem Torzewskim. Byliśmy małym zespołem, któremu wtedy do głowy nie przyszło, że sprawy się potoczą w takim kierunku. W ofercie wydawnictwa były wtedy 3 tytuły.
 
WW: To żyć, nie umierać?
P.K.: Tak, mógłbym tam do końca życia pracować, ale w pewnym momencie poczułem że się za bardzo zasiedziałem. Musiałem jakoś podreperować swoje ambicje.
 
WW: Obecne stanowisko też może się w pewnym momencie okazać „ciepłą posadką”.
 
P.K.: U każdego przychodzi w końcu taki moment, że chce się określić i ustabilizować. Pracę w wydawnictwie Lektor Klett traktuję właśnie w ten sposób.
 
WW: To znaczy, że nie pozostały już żadne marzenia?
 
P.K.: Teraz moim marzeniem jest wybudowanie domu dla mnie i mojej rodziny. Mam już nawet działkę na ten cel.
 
WW: Ma pan trójkę dzieci więc dom się przyda. Jak Pan sądzi, gdyby dzieci miały Pana określić jednym słowem, to jakim? 

P.K.: Trudne pytanie, ciężko mi na nie odpowiedzieć, ponieważ często nie ma mnie w domu.

 
WW: To może, byłoby to – nieobecny?
P.K.: Hm.. Staram się brać udział w życiu rodziny, np. za każdym razem byłem przy porodzie.
 
 
WW: Płakał Pan?
P.K.: Nie płakałem i nawet nie zemdlałem, chociaż na pewno byłem wzruszony.
 
 
WW: Mając mało czasu ciężko jest Panu realizować zalecenia pt. czytaj dziecku 20 min. dziennie. Ile czasu spędza Pan w ten sposób z dziećmi?
P.K.: Zdarza się, że 5 min. dziennie. Z młodszym dzieckiem trochę więcej, ale starsze już mogą same czytać.
 
WW: To wygląda na to, że nie jest Pan idealnym ojcem?
P.K.: Staram się być, ale rachunek sumienia czasami się przydaje.

 

Kategorie: Wywiady

O autorze

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.