Interesik się kręci – Katarzyna Szoch-Jędrys i Jurek Jędrys.

Interesik się kręci – Katarzyna Szoch-Jędrys i Jurek Jędrys.

Przegląd

Katarzyna Szoch- Jędrys i Jurek Jędrys, właściciele księgarni Interesik, Wydawnictwa Krakowskiego, Krakowskiego Wydawnictwa Medycznego, Wydawnictwa Turystycznego, Prawniczej Księgarni Wysyłkowej, a do niedawna także wydawnictwa Zakamycze.

Jurek Jędrys Ur. 14.X.1959 w Krakowie
Do 1990 roku bezrobotny
Wykształcenie: średnie, a właściwie niepełne wyższe – ukończone 5 lat wydziału Filozofii Chrześcijńskiej ATK w Warszawie /brak dwóch egzaminów oraz dyplomu/
Od kwietnia 1991 r. zaangażowany w rozwijanie księgarni Interesik. Interesik to księgarnia o profilu prawniczym, mająca swoje oddziały w Urzędach Skarbowych i Sądach. Od 1994 roku działa Prawnicza Księgarnia Wysyłkowa, od 1996 r. również Internecie; www.pkw.pl, www.interesik.pl. Hobby: fotografia i podróże

Katarzyna Szoch-Jędrys
1988 – poznanie z Jurkiem  (wspólne studia na ATK)
1992 – początek czynnego udziału w życiu księgarni
1994 – założenie Zakamycza
1995 – pierwsza, wydana nakładem Zakamycza książka, z którą byli związani emocjonalnie – bezpośrednie zaangażowanie w korektę, redakcję, itd… czyli „Gospodarka gruntami i wywłaszczanie nieruchomości. Komentarz” autorstwa prof. E. Drozda i Z. Truszkiewicza.
1998 – „fuzja” Zakamycza z PWP
lipiec 2001 zakończenie bezpośredniego udziału w zarządzaniu wydawnictwem, pozostaje funkcja doradcy
hobby: półroczna Zuzia i trzyletni Jędrek.
Z zapałem, od niedawna, bierze udział w czatach internetowych.

Obrót roczny Interesika to ok. 6 mln zł. Motorem rozwoju księgarni poza Krakowem była Katarzyna Szoch-Jedrys, żona. Ona również była inicjatorką i główną założycielką Kantoru Wydawniczego Zakamycze, wydawnictwa prawniczego, obecnie w grupie Polskich Wydawnictw Profesjonalnych. Obok księgarni Interesik próbują obecnie rozwijać Wydawnictwo Krakowskie /beletrystyka/, Krakowskie Wydawnictwo Medyczne oraz Wydawnictwo Turystyczne.

WW: „Wszystko co dokonałem przez ostatnie 10 lat jest nierozerwalnie związane z żoną”. Co Pan zawdzięcza żonie?

J.J.: Pierwszą księgarnię w Krakowie otworzyłem sam, natomiast to że się ona rozwinęła poza Kraków jest całkowicie zasługą żony.
K. Sz.-J.: Ja dzięki mężowi uwierzyłam w siebie, mogłam się dzięki niemu kształtować. Zakładanie kolejnych księgarni nie traktowałam w kategoriach biznesu, był to czysty pragmatyzm. Po dwóch księgarniach krakowskich kolejną była księgarnia w Łodzi. Pochodzę z Łodzi i chętnie odwiedzam to miasto. Wiedziałam jednak, iż jeśli nie będę miała konkretnego powodu nie znajdę na to czasu. Tak też powstała księgarnia w Gdańsku – lubię spacery nad morzem i miałam motywację by tam jeździć. 

 

WW: Czy bycie bezrobotnym okazało się na tyle deprymujące, iż zaowocowało pomysłem na własną działalność gospodarczą?

J.J.: Tak. Uznałem, że traktowanie bezrobotnych jest bardzo upokarzające. Miałem stać w ogromnej kolejce do odebrania zasiłku, którego wysokość wystarczyłaby na jednorazowe zatankowanie malucha. Chciałem coś robić i dlatego zgłosiłem się do Urzędu Skarbowego, aby zarejestrować działalność. Wtedy właśnie zauważyłem jak duże jest zapotrzebowanie na informację prawną. Praktycznie na zasadach czystego przypadku postanowiłem założyć księgarnię, która byłaby odpowiedzią na te potrzeby.

WW: Jaka jest obecnie Państwa rola w Zakamyczu?

K.Sz.-J., J.J.: Teraz już praktycznie żadna. Założyliśmy Zakamycze i kierowali nim przez cztery lata. Powstało, ponieważ znajomi wydawcy, którym podsuwaliśmy pomysły związane z publikowaniem konkretnych tytułów ignorowali nas. Stwierdziliśmy więc, że zrobimy to własnymi siłami. Spędziliśmy wiele nocy na nauce redakcji i korekty. Obecnie po włączeniu Wydawnictwa do PWP nasza rola w nim została zakończona. Mąż już wcześniej pożegnał się z Zakamyczem (w 2000 roku), natomiast ja od 1998 r. miałam kontrakt menadżerski, który właśnie wygasł. Nadal jestem konsultantem Wydawnictwa, ale dalej poprowadzi je p. Alicja Pollesch.

WW: Przestaliście się Państwo angażować w pracę w Zakamyczu, ale to przecież nie znaczy że nie ma innych projektów?

K.Sz.-J., J.J.: Tak, tworzymy obecnie Wydawnictwo Turystyczne i to zajmuje nam najwięcej czasu. Oprócz tego założyliśmy Krakowskie Wydawnictwo Medyczne, Wydawnictwo Krakowskie. To ostatnie powstało z inspiracji Jana Goślickiego. Dzięki niemu zdecydowaliśmy się na TĘ przygodę, i jak na razie jest to głównie ryzyko i nasza skarbonka. Jurek w tej chwili bardzo mocno się zaangażował w jego rozwój. Przyszły rok może być dla tej firmy bardzo ważny. Wcześniej wydawało się, że będziemy wydawać 1-2 książki rocznie. Tymczasem okazuje się, że będzie ich zdecydowanie więcej. Chcemy, aby jego logo i marka były kojarzone z książkami dobrymi i ambitnymi.

WW: A skąd pomysł na wydawnictwo medyczne?

K.Sz-.J., J.J.: Mechanizmy rządzące rynkiem medycznym wydają się być podobne do tych obowiązujących w świecie książki prawniczej. Możemy w nim wykorzystać swoje wcześniejsze umiejętności. Naszym marzeniem jest aby w przyszłości powieliło losy Zakamycza. To, że podejmujemy tyle działań jest w dużej mierze kwestią naszych osobowości.

WW: Jak Państwo oceniacie z perspektywy kilku lat działalność PKW?

K.Sz-.J., J.J.: Bardzo zadowoleni na pewno nie jesteśmy. Można powiedzieć, że się rozwija, ale nie jest to coś co „rzuca na kolana”. Jest to inwestycja bardzo długoterminowa. Obrazowo można to ująć w ten sposób, że na początku działalności realizowaliśmy kilka zamówień tygodniowo, a w tej chwili kilkanaście do kilkudziesięciu dziennie.

WW: Zakładacie państwo kolejne wydawnictwa o różnorodnej ofercie. Czy myślicie, aby założyć też księgarnię internetową z szerokim wyborem książek, nie tylko prawniczych?

J.J.: Takich planów na razie nie będziemy zdradzać.

WW: Co Państwa najbardziej niepokoi lub drażni na rynku książki?

K.Sz-.J., J.J.: Nie można rynku książki traktować zupełnie jako coś zupełnie oddzielonego od sytuacji gospodarczej i warunków prowadzenia działalności gospodarczej w ogóle. Przede wszystkim są to mało precyzyjne i niekiedy absurdalne wręcz przepisy prawne. Państwo żąda od drobnych przedsiębiorców lepszej znajomości prawa, szczególnie podatkowego niż od swoich własnych urzędników i specjalistów prawników. Dlaczego?
Dzienniki ustaw z rozporządzeniami dotyczącymi prowadzenia książki przychodów i rozchodów, i nie tylko, ukazują się w sprzedaży zazwyczaj ok. 15 stycznia; przedsiębiorca musi stosować zawarte tam wskazania od 1 stycznia i to stosować je dokładnie tak jak to w ciągu następnych pięciu lat objaśnią interpretacje MF, pisma okólne, lub wyroki NSA czy Trybunału Konstytucyjnego.

Inne ważne ustawy i przepisy zostawiają równie mało czasu na zapoznanie się z nimi , a towarzyszy im najczęściej pohukiwanie, że jeśli ktoś się nie zastosuje to sankcja minimum 5000 zł go spotka nieuchronnie. Za błędne stosowanie niejasnych przepisów przedsiębiorca może zostać ukarany nawet zamknięciem firmy; natomiast za wymyślenie tych przepisów Prawodawca otrzymuje diety / z podatków płaconych przez przedsiębiorców/ i immunitet gdy prowadzi po pijanemu… no i tak dalej.

Co mnie najbardziej niepokoi lub drażni na rynku książki? Chyba przepisy dotyczące sprzedaży wysyłkowej książek /nb. przepisy te znajdują się w ustawie odnoszącej się w tytule do materiałów niebezpiecznych/. Kto to wymyślił, że można do 10 dni oddać książkę? I to na koszt wysyłającego? I to bez podawania jakiejkolwiek przyczyny. Przez 10 dni każdy może przeczytać lub skserować każdą książkę. Przepisy te nie dotyczą natomiast kaset i filmów video; ponoć ze względu na ochronę praw autorskich.

 

Kategorie: Wywiady

O autorze

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.