Zbigniew Czerwiński – w Polsce książka historyczna zawsze znajdzie grono czytelników

Zbigniew Czerwiński – w Polsce książka historyczna zawsze znajdzie grono czytelników

Przegląd

Bellona (…) szybko dostrzegła potrzebę dostosowania własnych działań do wyzwań rynku – rozmowa ze Zbigniewem Czerwińskim dyrektorem ds. wydawniczych Domu Wydawniczego Bellona (pod rozmową CV)
 
WW: Pracuje Pan już kilkanaście lat jako wydawca, można więc mówić o sporym doświadczeniu i licznych obserwacjach. Jak Pan ocenia zainteresowanie książką historyczną w tym czasie?

 

Z.Cz.: W lutym bieżącego roku minęło właśnie 15 lat od czasu, gdy jako absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Warszawskiego rozpocząłem pracę w redakcji historycznej ówczesnego Wydawnictwa MON (od 1990 r. Bellona). Moje spojrzenie na książkę historyczną ma zatem długą historię. Najogólniej mogę powiedzieć tak – w Polsce książka historyczna zawsze miała liczne grono czytelników. Zainteresowanie czytelników miało swoje „mody”, będące często efektem odreagowywania (tzw. białe plamy, historia najnowsza) przekładające się na wielkie nakłady sprzedanych egzemplarzy. Początek lat dziewięćdziesiątych, kiedy odrabialiśmy kilkudziesięcioletnie zaległości w dostępie do literatury światowej, trochę zepchnął literaturę historyczną z księgarskich lad. Jej miłośnicy mieli utrudniony dostęp do swoich książek, stąd tak duży sukces korespondencyjnej sprzedaży w ramach Klubu Miłośników Książek Historycznych. Obecnie mogę powiedzieć, że książki historyczne (także nie zawsze te najwyższej jakości) przetrwały konfrontację z prawdziwym rynkiem i mają się dobrze, zwłaszcza na tle widocznego załamania rynku książki. Dowodem na to jest chociażby fakt, że obok tradycyjnych wydawców książek historycznych (Bellona, PWN, Rytm) także oficyny, które do niedawna nie były zainteresowane tego typu literaturą, do swoich planów wydawniczych coraz chętniej włączają książki historyczne. Oczywiście tylko nieliczne książki z tej tematyki trafiają na listy bestsellerów, ale większość udaje się sprzedawać w średnim, przyzwoitym nakładzie.
WW: W jakiej roli czułby się Pan lepiej: redaktora czy osoby odpowiedzialnej za sprzedaż i dystrybucję książek?
Z.Cz.: Pracując w Bellonie miałem możliwość dogłębnie poznać arkana sztuki wydawania książek. Do czasu wprowadzenia zasad gospodarki rynkowej redaktor – edytor nie musiał zbytnio martwić się o ich sprzedaż. Bellona była jednym z nielicznych dawnych wydawnictw państwowych, która szybko dostrzegła potrzebę dostosowania własnych działań do wyzwań rynku. Miałem szansę, co było jednocześnie wielkim wyzwaniem, współodpowiadać w firmie za obszar dystrybucji, sprzedaży i reklamy. Pozwoliło mi to dość wszechstronnie poznać – często niestety na własnych błędach – prawidła rządzące tą sferą działalności wydawniczej. Wydawanie książek jest sztuką, kreacją, a jednocześnie odkrywaniem nieznanego i ten rodzaj działalności jest dla mnie bardziej inspirujący. Z drugiej strony skuteczna sprzedaż także ma swoje wyzwania i w tym obszarze także można się realizować, nie tylko jako dobry rzemieślnik. Dzisiaj, gdy współdecyduję o obliczu edytorskim naszej oficyny mniejszy wpływ mam na kształt konkretnych projektów wydawniczych i trochę mi tego brakuje.
WW: Wydaje się Pan być zaangażowany całym sercem w wydawanie książek historycznych. Czy dla Pana jest to ważne, że publikuje Pan książki historyczne, czy mógłby Pan pracować w wydawnictwie o dowolnym profilu?
Z.Cz.: To co mam robić staram się robić najlepiej jak potrafię, albo nie robić wcale. Nie lubię pracy na niby, na pokaz. Nie lubię też prac bezużytecznych, przysłowiowego „młócenia słomy”. Z tego chyba wynika przekonanie o moim oddaniu wydawaniu książek historycznych. Po prostu jestem szczerze zaangażowany w to co robię, a że teraz wydaję także książki historyczne – stąd takie pani przekonanie. Moim zamiarem było także skrócenie drogi książki historycznej do czytelnika – stąd moje zaangażowanie – myślę, że słowo „oddanie” byłoby przesadą – w pracę na rzecz Porozumienia Wydawców Książki Historycznej. Czy mógłbym pracować w wydawnictwie o innym profilu ? – myślę, że tak, ale pod warunkiem, że nie byłoby to sprzeczne z moim systemem wartości i musiałbym być przekonanym, ze moja praca ma sens.
WW: Jakie książki Pan czyta – oprócz historycznych?
Z.Cz.: Książek historycznych ostatnio czytam coraz mniej. Sięgam po nie głównie z racji zawodowych obowiązków. Będąc współodpowiedzialnym za stosunkowo duże wydawnictwo zmuszony jestem ciągle podnosić swoje kwalifikacje zawodowe, więc na mojej półce z lekturami, które czekają na przeczytanie, wiele jest książek poradnikowych dla menedżerów, trochę książek konkurentów. Są tam także książki, które czytam dla przyjemności, ale te często przegrywają z potrzebą chwili. Na szczęście pozostają urlopy. W przeszłości przechodziłem różne okresy fascynacji literackich. Lektury szkolne nie należały do tych ulubionych, ale chyba jak każdy młody człowiek sięgałem po książki podróżniczo-przygodowe, bardzo interesowała mnie fantastyka naukowa (przeczytałem chyba wszystko co do końca lat osiemdziesiątych ukazało się na naszym rynku, także tym nieoficjalnym) i trochę ulegałem czasowym modom. Często moja żona, polonistka z wykształcenia i nauczyciel z zamiłowania i zawodu, podkłada mi coś z literatury pięknej, najczęściej tej ambitniejszej. W ten sposób poznałem ostatnio trochę twórczości Stefana Chwina, Olgi Tokarczuk, Marii Nurowskiej. Przyznam się, że po przeczytaniu kilku książek Paulo Coelho i Williama Whartona nie rozumiem fenomenu ich popularności wśród czytelników. Za to do myśli i filozofii księdza Józefa Tischnera mogę sięgać prawie zawsze.
WW: Jak Pan widzi przyszłość wydawnictwa Bellona za np. 10 lat – czy snuje Pan już długoterminowe plany i marzenia, czy wystarczy Panu utrzymanie dotychczasowej pozycji wydawnictwa?
Z.Cz.: Może to zabrzmi dziwnie, ale jeszcze nie czyniłem tak dalekosiężnych planów. Obserwując tendencje na rynku, śledząc nowości technologiczne, kreując potrzeby i nawyki czytelników staramy się nie wypaść z grupy liderów rynku. Mam świadomość, że sukces na rynku osiągną tylko firmy stabilne, które wcześniej przewidzą (bądź skutecznie wykreują) przyszłe potrzeby klientów. Jestem przekonany, że na pewno będziemy wydawali książki. I te tradycyjne na papierze, ale także zapewne na nowych nośnikach (e-booki, DVD, internet itp.). Myślę, że można powiedzieć, że będziemy uczestniczyli w wymianie myśli i dokonań twórczych między twórcami i odbiorcami w każdej dostępnej formie.

 

 

 

WW: Jakie cechy swojego charakteru uważa Pan za najbardziej pomocne w wykonywanej pracy?
Z.Cz.: Spokój i opanowanie, ale także upór w sprawach sensownych. Myślę, że potrafię skutecznie analizować sytuacje, a zdobyte doświadczenie pozwala mi często podejmować właściwe decyzje. Nie boję się podejmowania, nawet trudnych decyzji i oczywiście ponoszenia odpowiedzialności za nie. W biznesie (podobnie jak i w życiu prywatnym) kieruję się zasadą lojalności i uczciwości. Wychodzę z założenia, ze oszukać można tylko jeden raz, a na szacunek i uczciwość trzeba pracować bardzo długo. Dla firm takich jak Bellona, której tradycje liczą się na dziesiątki lat, pozytywny wizerunek w oczach kontrahentów i klientów jest bardzo ważny. Także ważna jest umiejętność słuchania ludzi i znajdowania z nimi wspólnych rozwiązań, bo przecież przywództwo dotyczy sfery emocjonalnej człowieka, a nie kolejnych technik zarządzania siłą roboczą. Najbardziej w pracy przeszkadza mi chyba moja wrażliwość, choć jak się głębiej zastanowię, to w dłuższej perspektywie nie jest to taka wielka wada.
 
WW: Czy zgodzi się Pan z opinią, że to Pan jest twórcą sukcesu Bellony?
 
Z.Cz.: Nie. Bellona swój sukces zawdzięcza całemu zespołowi. Ja jestem jednym z elementów tego zespołu, na którego spada może trochę więcej odpowiedzialności za podejmowane decyzje, za bycie liderem zmian, ale nic więcej. Sukces firmy tworzą ludzie w niej pracujący, ale zgadzam się z opinią, ze niekiedy wąska grupa liderów sprawia, że pozostali aktywnie podejmują wyzwania i skłonni są do większych wyrzeczeń. Cieszę się, że mogę z tak ukształtowanym zespołem (na którego kształt miałem oczywiście wpływ) współtworzyć sukces Bellony. Jestem mądry zbiorową mądrością moich kolegów, a wśród współtwórców sukcesu Bellony muszę wymienić dyrektora płk. dr. Józefa Skrzypca, którego konsekwencja, upór w osiąganiu celów, świetne radzenie sobie w sytuacjach kryzysowych, a jednocześnie zdolność adaptacji do zmieniającej się rzeczywistości wielce się przysłużyła Bellonie w trudnym dla niej okresie transformacji gospodarczej. Już od ponad 9 lat wspólnie kierujemy tą oficyną.
 
WW: Przyznał Pan, że lubi podróże, gdzie się Pan wybiera w najbliższym czasie?
 
Z.Cz.: Razem z żoną preferujemy średnio aktywny wypoczynek. To znaczy – nie jesteśmy typem globtroterów, którzy z plecakiem na plecach przemierzają nieprzetarte szlaki, ale nie lubimy też monotonnego leżenia na plaży lub sączenia drinków nad basenem. Ponieważ ciężko pracujemy i dla najbliższych nie zawsze mamy wystarczająco dużo czasu urlop staram się spędzać zawsze z rodziną i od kilku już lat staramy się dzielić go na dwie części. Dwa tygodnie lipca spędzamy nad Bałtykiem w okolicach Kołobrzegu (od 8 lat w tym samym ośrodku), a na dwa tygodnie sierpnia wyruszamy na jakąś zagraniczną wycieczkę. Dwa lata temu podróżowaliśmy całą czwórką (żona Bożena, córka Alicja i syn Piotr) po Szwajcarii (polecam, choć drogo). W ubiegłym roku przez dwa tygodnie przemierzaliśmy Hiszpanię i Portugalię (bardzo polecam – ciepło i tanio). Nadchodzące wakacje będą – mam nadzieję – podobne: w lipcu – Bałtyk, w sierpniu – wycieczka po Grecji i krótki pobyt na wyspie Thasos. Wypoczynek staramy się łączyć z przyjemnościami poznawania ciekawych i ważnych dla naszej tożsamości kulturowej miejsc. Osobiste doświadczenie i poznanie pozwala pełniej odbierać doznania życiowe. Dostrzegam to w postawie i zachowaniu naszych dzieci.
 
 
 
Rozmawiała Katarzyna Głódkowska
Zbigniew Czerwiński
Dyrektor ds. wydawniczych
Domu Wydawniczego Bellona 

 

 
 
Zbigniew Czerwiński urodzony w 1960 r. w Zakrzówku w województwie lubelskim, absolwent znanego Liceum Ogólnokształcącego im. S. Czarnieckiego w Chełmie i Uniwersytetu Warszaw-skiego (1984). Z wykształcenia jest historykiem, choć poza kilkoma drobnymi pracami opublikowanymi w końcu lat osiemdziesiątych tę pasję zaniedbał.
Zainteresowania książką sięgają lat licealnych, kiedy jako szef sekcji bibliotecznej samorządu uczniowskiego organizował wyjazdy na targi książki do Warszawy. Także w czasie studiów współpracował z uniwersyteckimi wydawnictwami. Niespełna roczny okres pracy w Muzeum Wojska zakończył, gdy okazało się, że nie ma szans, aby przy muzeum powstał wydział wydawniczy.
W 1986 r. rozpoczął pracę jako redaktor w redakcji historycznej Wydawnictwa MON, które w 1990 r. przyjęło nazwę Wydawnictwo Bellona. Tu od osiemnastu lat zdobywa doświadczenie zawodowe na różnych szczeblach zarządzania – od redaktora merytorycznego, przez kierownika redakcji historycznej, sekretarza wydawnictwa, zastępcę dyrektora odpowiedzialnego za sprawy handlu i promocji po dyrektora odpowiedzialnego za całą sferę wydawnictw książkowych. Jak sam podkreśla – szansa jaka była mu dana w początkowym okresie pracy poznania różnych sfer działania wydawnictwa, życzliwość i pomoc starszych kolegów oraz własna praca samokształceniowa (m. in. ukończenie organizowanego przez brytyjską Fundację „Know-How” Kursu Zarządzania Wydawnictwem w 1990 r. oraz podyplomowych studiów z zarządzania przedsiębiorstwem w 1994 r.) była bardzo przydatna w procesie restrukturyzacji firmy. Współuczestniczył jako wicedyrektor w procesie restrukturyzacji Wydawnictwa Bellona w latach 1990 – 1993, przystosowując je do działań w warunkach gospodarki rynkowej. Wydawnictwo ze skraju upadłości  w 1991 r. zostało doprowadzone do grona 10 największych pod względem obrotów oficyn w kraju. W 1997 r. kierując Wydawnictwem Bellona  przeprowadził proces połączenia dwu przedsiębiorstw państwowych (Wydawnictwa Bellona i Wydawnictwa „Czasopisma Wojskowe”) w Dom Wydawniczy Bellona. Dziś oficyna dysponuje własną lub powiązaną z wydawnictwem siecią dystrybucyjno-handlową, ugruntowaną pozycją  wśród kooperantów krajowych i zagranicznych, cieszy się uznaniem czytelników.  Jest jednym z nielicznych przykładów, że także przedsiębiorstwo państwowe – o ile jest dobrze kierowane – może mieć swoje aktywne miejsce na rynku wśród podmiotów prywatnych.
Innym obszarem aktywności Zbigniewa Czerwińskiego jest społeczna praca w ruchu wydawniczym. Był współtwórcą i jedynym jak dotychczas prezesem Porozumienia Wydawców Książki Historycznej, które od z górą piętnastu lat stara się integrować działania kilkudziesięciu wydawców. Przy jego aktywnym udziale powołano – jeszcze przed pojawieniem się „Świata Książki” i  księgarni wysyłkowej Prószyńskiego – Klub Miłośników Książki Historycznej z księgarnią wysyłkową. Od piętnastu lat jest współorganizatorem dorocznych Targów Książki Historycznej – najstarszych targów tematycznych, a także organizatorem i sekretarzem Jury Nagrody KLIO – przyznawanej autorom i wydawcom najlepszych książek historycznych.
Od 2002 r. jestem współzałożycielem i członkiem rady nadzorczej Stowarzyszenie Autorów i Wydawców „Polska Książka”, którego celem jest zbiorowe zarządzanie prawami autorskimi, ochrona autorskich praw majątkowych, prowadzenie działań na rzecz rozwoju literatury i nauki oraz działanie na rzecz upowszechniania wiedzy o prawie autorskim, w szczególności wśród przedsiębiorców.
Wśród odznaczeń, które otrzymał najwyżej ceni odznakę Zasłużony Działacz Kultury.
Obowiązki dyrektorskie mało czasu pozostawiają na prywatne pasje – filatelistykę  i  podróże.
Kategorie: Wywiady

O autorze

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.