Zakończyły się Mini-Targi EMPiK-u

Zakończyły się Mini-Targi EMPiK-u
Mini-Targi EMPiK-u – Falenty Jesień 2005
                                         
Chociaż cykliczne spotkania z kierownikami salonów EMPiK nazywane są potocznie Mini-Targami, mają więcej wspólnego z prawdziwymi Targami niż największe Kiermasze Książek w Polsce nazywane potocznie Targami.
 
Większość stoisk wyglądała skromnie, ale może tak powinno być. Przecież zwiedzającymi Mini-Targi nie są czytelnicy z ulicy tylko ludzie z branży, którym fajerwerki na ekspozycji mogłyby przeszkadzać w negocjacjach (pierwszą nagrodę za najlepsze stoisko tagowe otrzymała Firma Księgarska Jacek Olesiejuk).
 
Za to ilość notebooków na 1 metr kwadratowy spełniała wszystkie normy światowe aby Mini-Targi zaliczyć do prawdziwych targów książki.
 
 
 
                                           
 
 
Byli też wydawcy stosujący tradycyjne narzędzia pracy jak notes i długopis, ale jak mówią tradycjinaliści: osobistego uroku handlowca nie zastąpi nawet najzgrabniejszy komputer.
 
 
 
 
                                             
 
 
Oprócz uroku osobistego, wydawcy wykorzystywali najprzeróżniejsze formy agitacji. Na kierowniczki salonów EMPiK napuszczali chłopaków na kierowników urodziwe pracownice działów handlowych. Każdy z kupców otrzymywał drobny upominek (zazwyczaj ksiązki lub inne załączniki dla ducha i ciała:). Niektórzy wydawcy zaprosili  nawet swoich autorów, którzy na stoiskach podpisywali swoje książki, dedykując je pracownikom EMPiK-u. 
 
 
                                             
 
 
Jednak pierwszą nagrodę PR powinni otrzymać przedstawiciele Wydawnictwa Demart, którzy w swoich gustownych krawatach wyglądali jak dobrze zorganizowana partia robotniczo-chłopska w trakcie kampanii wyborczej:-))))) Myślcie co chcecie, ale nie dało się przejść obok nich obojętnie.
 
 
                                             
 
 
W Mini-Targach wzięło udział 45 wystawców w tym kilku dystrybutorów reprezentujących większą grupę wydawców. Lecz nie zastawiajmy się kogo nie było a raczej kto był. Pomijając wydawców edukacyjnych i specjalistycznych (np. wydawnictw prawniczych) byli wszyscy Ci, którzy się liczą oraz kilku takich którzy chcą się liczyć w przyszłości. I jedni i drudzy mieli równe szanse przy „obtańcowywaniu” kierowniczek salonów podczas wieczornej dyskoteki. Tańce, hulanki swawole trwały do białego rana. Napojów i jadła nie zabrakło. Większość wydawców z którymi rozmawialiśmy nie miała poczucia straconych pieniędzy za stoisko targowe.
 
                                             
 
 
 
                                             

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.