Wciąż traktuję to zajęcie jako wyzwanie. Andrzej Kaflik o sobie

Wciąż traktuję to zajęcie jako wyzwanie. Andrzej Kaflik o sobie

Przegląd

Wirtualny Wydawca: Od kiedy związany jest Pan z rynkiem książki?

Andrzej Kaflik: Zacząłem w 1984 roku jako korektor w Wydawnictwie Ośrodka Dokumentacji i Studiów Społecznych, małym katolickim wydawnictwie, zajmującym się szeroko pojętą społeczną nauką Kościoła. Nie było to moje pierwsze zajęcie. Po ukończeniu studiów (filozofia w Akademii Teologii Katolickiej) w 1980 roku, najpierw pracowałem w dziale kultury miesięcznika Życie i Myśl, gdzie moim szefem i mentorem był tłumacz przygód Harry`ego Pottera p. Andrzej Polkowski. Wiele mu zawdzięczam. Pracowałem tam do stanu wojennego. Później prowadziłem dział kultury w katolickim tygodniku Ład. Miałem także własną rubrykę z recenzjami filmowymi i teatralnymi. Polityka zadecydowała, że w tamtym czasie uprawianie zawodu dziennikarza stało się zajęciem dwuznacznym. Zrezygnowałem, gdyż zdecydowanie wolę sytuacje jednoznaczne. Zostałem więc korektorem w wydawnictwie książkowym OdiSS. Zupełnie inny świat. Tam nauczyłem się rzemiosła wydawniczego. W ciągu 5 lat przeszedłem wszystkie stopnie wtajemniczenia od korektora właśnie, przez redaktora technicznego, redaktora, po redaktora naczelnego. Na tym etapie moim mistrzem był p. red. Jerzy Skwara, któremu winien jestem słowa szacunku i wdzięczności.. Na przełomie lat 1988/1989 przeżyłem epizod z firmą zagraniczną Tesco, której właściciel miał pomysł na wydawanie książek w Polsce. Był to czas tworzenia się prawdziwie wolnego rynku wydawniczego. Nakłady 300 tysięczne nie należały do rzadkości, a porażką była sprzedaż poniżej 30 tysięcy egzemplarzy. Kolejnym krokiem było stworzenie – od podstaw – czegoś własnego. Wraz z kilkoma przyjaciółmi znaleźliśmy inwestora w Anglii i założyliśmy wydawnictwo Marba Crown. – to był rok 1990. Wtedy po raz pierwszy spotkałem się z nieuczciwością hurtowników, zwykłym złodziejstwem i ogólnie mówiąc z czystymi przejawami ludzkiej chciwości – nie generalizuję – takie były moje doświadczenia. W 1994 zaproponowano mi pracę dyrektora programowego w Świecie Książki, wydawnictwie, klubie wysyłkowym Bertelsmanna, który właśnie wchodził na polski rynek. I znów, zupełnie inne doświadczenia, inny rynek, inny klient, inne możliwości i wymagania. Mogę powiedzieć, że był to niezwykle intensywny kurs biznesu, na którym w bardzo krótkim czasie musiałem nauczyć się podstaw controlingu, budżetowania, raportowania itp. Mimo sukcesu, z przyczyn czysto osobistych zrezygnowałem z tego kursu w roku 1999. Od 2000 roku jestem dyrektorem programowym w Klubie dla Ciebie, firmie, której właścicielami są Weltbild  – lider sprzedaży wysyłkowej w krajach niemieckojęzycznych i Bauer -niemiecki potentat prasowy. I wciąż traktuję to zajęcie jako wyzwanie.

WW: Jakie musiał Pan spełnić kryteria aby pracować dla Weltbildu ?

AK: To jest trochę pytanie nie do mnie, raczej do tych, którzy zdecydowali się mnie zatrudnić. Myślę sobie jednak, że decydującym elementem były moje doświadczenia wyniesione z Bertelsmanna. Rynek wysyłkowy jest bardzo specyficzny i tak naprawdę ludzi, którzy mają doświadczenie na tym polu jest niewielu.
WW: Andrzej Kaflik – prywatnie (rodzina, zwierzęta)

AK: Prywatnie jestem uciekinierem z Warszawy. Mieszkam w lesie, nad rzeką. Mam dwie dorosłe córki, pięknego wilczura, dorodną kotkę i duży ogród. Cenię sobie swoją prywatność i nie udzielam się towarzysko. W swoim świecie czuję się dobrze i bezpiecznie.

WW: Jak Pan spędza wolny czas (hobby) ?

AK: Zdaje się, że nic oryginalnego. Lubię – i chyba to jest moje hobby – pracować w ogrodzie. Sadzić, pielęgnować, podlewać i widzieć jak rośnie. Efekt pracy namacalny i oczywisty. Lubię teatr, kino, telewizję. Kolekcjonuję – choć to za dużo powiedziane – książki i płyty z jazzem i klasyką. Lubię też długie i szybkie spacery z psem po lesie – staram się to robić codziennie. Czasem łowię ryby. Mam też – sprawiający dużo radości – nawyk czytania, choć niektórzy się dziwią, że po całym dniu pracy w wydawnictwie mam jeszcze ochotę na czytanie.

WW: Jakie książki lubi Pan czytać najbardziej ?

AK: Trudne pytanie – bo odpowiedź pewnie mało satysfakcjonująca. Rożne. Teraz czytam “Trufle” J. Grzegorczyka. Skończyłem właśnie “Śmierć w Lizbonie” R. Wilsona i “Sprawę honoru” – mam zwyczaj czytania kilku książek w tym samym czasie. Czeka na mnie biografia Czyngiz Chana. Generalnie lubię książki sensacyjne, biograficzne, historyczne, psychologiczne i eseistykę filozoficzną. Kiedy jestem głodny czytam książki kucharskie. Wspaniała gra wyobraźni.

WW: Marzenia i plany.

AK: Nie mam zbyt wyszukanych ani planów ani marzeń. Chciałbym założyć sad, chciałbym, aby moje córki znalazły swoje miejsce na ziemi, chciałbym jak najdłużej rozumieć to, co czytam, chciałbym nie stracić tych paru (more…)

Ta strona jest dostępna tylko dla zalogowanych osób. Jeżeli masz konto, to się zaloguj, a w innym przypadku zarejestruj się.

Logowanie użytkownika
 Remember Me  
Rejestracja nowego użytkownika
*Pole wymagane
Kategorie: Wywiady

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Wpisz hasło by zobaczyć komentarze.