(…) na pewno milej jest promować i sprzedawać książki niż np. spawarki – Dorota Madejska

(…) na pewno milej jest promować i sprzedawać książki niż np. spawarki – Dorota Madejska

Przegląd

WW: Kilkakrotnie zmieniała Pani branżę. Czy praca w Becku jest końcem poszukiwań?
 
D.M.: Mimo, że zmieniałam branże, to zawsze udawało mi się wykorzystać zdobyte wcześniej doświadczenia. Prawo jest kierunkiem, na którym można uzyskać wiedzę z bardzo różnych dziedzin, a przede wszystkim uczy szybkiego docierania do potrzebnych informacji. Gdybym dzisiaj wybierała kierunek, prawdopodobnie nie zmieniłabym decyzji sprzed lat. Zajmując się handlem zagranicznym bez obaw przeglądałam kilkunastostronicowe umowy z kontrahentami.
 
Od pierwszej pracy stykałam się też z problematyką marketingową. 10 – 12 lat temu w niewielu firmach były działy marketingu i sprowadzając jakiś towar musieliśmy – opierając się na własnym rozeznaniu rynku, a często też na intuicji – decydować czy znajdzie on nabywców na rynku, w jakiej ilości i w jakiej cenie. Umiejętność podejmowania tego typu decyzji, jak również umiejętność prowadzenia negocjacji są jednymi z podstawowych elementów marketingu. Dlatego też zdecydowałam się na uzupełniający kurs marketingowy w Anglii.
 
Kolejna praca była już konsekwentnym krokiem do celu, którym rzeczywiście było zajęcie się wszystkimi aspektami marketingu. W C.H. Beck pracuję już 5 lat, ale pojawiające się nowe techniki powodują, że cały czas uczę się czegoś nowego i moja praca wydaje mi się bardzo ciekawa.
 
WW: Ma Pani bogaty życiorys – zajmowała się Pani prawem, ekonomią, marketingiem. Co chciałaby Pani jeszcze dodać do tej listy?
 
D.M.: Kierowanie marketingiem w dynamicznie rozwijającej się firmie zmusza do interesowania się innymi zagadnieniami jak np. zarządzanie czy finanse. Mam wrażenie, że codziennie dowiaduję się czegoś nowego i siłą rzeczy wspomniana lista poszerza się.
 
WW: Co Panią „wyleczyło” z marzeń o wykonywaniu zawodu adwokata?
 
D.M.: Przysłuchiwałam się kilku rozprawom i za każdym razem miałam wrażenie, że jestem na boisku, na którym grają dwie drużyny, a adwokat po prostu ma koszulkę jednej z tych drużyn i zrobi wszystko, żeby wygrać. Wcześniej wolałam sobie wyobrażać adwokata jako jeźdźca na białym koniu, który ratuje niesłusznie oskarżonego. Oczywiście nadal widziałam wiele zalet tego zawodu, ale przestał być moim marzeniem.
Postanowiłam podjąć pracę i ewentualnie zdawać po roku na aplikacje adwokacką, ale praca mi się spodobała, dostałam wspomniane wyżej stypendium, no i nigdy nie żałowałam, że tak potoczyły się moje losy. Wśród adwokatów mam przyjaciół i szanuję zarówno ich, jak i ich zawód.
 
WW: W CV wspomniała Pani o znajomości technik sponsoringu. Jakie metody promocji wykorzystuje Pani w wydawnictwie. Która z nich najlepiej się sprawdza w promocji książki prawniczej?
 
D.M.: Konkurencja jest bardzo duża, więc musimy korzystać ze wszystkich możliwych metod, zwłaszcza że w ofercie oprócz książek posiadamy tytuły wymiennokartkowe, czasopisma i CD-romy. Najwięcej energii poświęcamy oczywiście na wysyłki adresowe, wrzutki i telemarketing, ale zamieszczamy też ogłoszenia, sponsorujemy różne wydarzenia i organizacje, bierzemy udział w targach, wykorzystujemy internet – trudno wszystko wymienić. Ogólnie rzecz biorąc, staramy się docierać tam, gdzie są nasi potencjalni klienci. Każdego roku próbujemy wymyślić też coś nowego. Na przykład dla studentów prawa nowością jest „promocja rowerowa” . W kwietniu będziemy ją robić po raz drugi – w kilku wybranych księgarniach za każdą zakupioną książkę Wydawnictwa C.H. Beck będzie można otrzymać kupon uprawniający do udziału w losowaniu rowerów.
 
WW: Wielu naszych rozmówców podkreśla, że już w bardzo młodym wieku marzyło o pracy związanej z książkami. Czy w Pani przypadku było podobnie czy zadecydował o tym raczej zbieg okoliczności?
 
D.M.: Nie mogę powiedzieć, że od dziecka marzyłam o tym, aby pracować w wydawnictwie prawniczym, ale na pewno milej jest promować i sprzedawać książki niż np. spawarki albo beton (nie obrażając ich producentów). Najważniejsza dla mnie jest chyba świadomość, że pracuję w wydawnictwie mającym renomę. Nie muszę oszukiwać ani siebie, ani naszych klientów, że nasze publikacje są dobre i to stwarza mi komfortowe warunki pracy.
 
WW: Czy myślała Pani o tym, żeby opublikować własną książkę z dziedziny marketingu.
 
D.M.: Nie mam takich planów.
 
WW: Co oprócz zdobytej wiedzy przydaje się na stanowisku szefa marketingu?
 
D.M.: Mogę najzupełniej poważnie powiedzieć, że w moim zawodzie wszystko może się przydać. Intuicja jest niezbędna. Ale każde, nawet codzienne zdarzenie może zaowocować jakimś nowym pomysłem np. rozmowa ze spotkanym na ulicy kolegą czy koleżanką albo zakupy w hipermarkecie. Trzeba cały czas mieć otwartą głowę.
 
WW: Jak Pani sądzi, co jest przyszłością książki prawniczej? Czy zgodzi się Pani z opinią, że Internet zastąpi druk?
 
D.M.: Jak na razie nigdzie na świecie nic takiego się nie wydarzyło. Internet współistnieje z drukiem i może wpłynąć na wielkość rynku ale nie sądzę, żeby druk miał zniknąć przez internet. Tak samo, jak nie zniknął teatr, kiedy pojawiła się telewizja.
 
WW: Napisała Pani o bliskim związku ze swoją córką. Czy były momenty, że trudno było Pani pogodzić pracę, naukę i opiekę nad dzieckiem? Czy dokonywała Pani tak powszechnego wyboru między pracą i domem?
 
D.M.: Oprócz 15-letniej córki mam też 6-letniego syna. Nigdy nie miałam istotnych problemów z pogodzeniem pracy z domem. Mam cudowną mamę, która pomagała mi bardzo dużo, kiedy Asia była mała, a teraz też mogę na nią zawsze liczyć i cudownego męża, który jako fotograf ma wolny zawód i poświęca dzieciom dużo czasu. Dzięki temu mogę pracować bez specjalnych obciążeń, że w domu wszystko się wali, a dzieci siedzą same, głodne i zasmarkane. Staram się tak organizować pracę, żeby jak najszybciej wracać do domu i na przykład z reguły nie wychodzę na lunch, sporadycznie wyjeżdżam służbowo itd.
 
Cały wolny czas spędzamy razem. Po moim powrocie z pracy siadamy w czwórkę przy wspólnym obiedzie – nawet jeśli udaje się to dopiero o siódmej wieczorem – i każdy opowiada, co się wydarzyło w ciągu dnia. Urlopy też spędzamy rodzinnie. Często rezygnujemy z mężem ze spotkania ze znajomymi, żeby spędzić piątkowy, czy sobotni wieczór z dziećmi. One i tak za szybko dorastają i niedługo nie będą dla nas miały czasu, więc warto wykorzystać każdą chwilę, żeby być razem.
 
 
 
 
 
 


Dorota Madejska – CV

Urodziłam się w roku 1965 w Warszawie. Edukację w szkole podstawowej rozpoczęłam mając 6 lat, ponieważ chciałam jak najszybciej przeczytać samodzielnie ukochaną lekturę mojego dzieciństwa „Dzieci z Bullerbyn”. Udało mi się to już w pierwszej klasie, tyle że kiedy docierałam do końca zdania, zapominałam co było na jego początku. 

W następnych latach z równym zapałem „połykałam” lektury mojego – starszego o dwa lata – brata czyli np. Winnetou, Old Surehanda, Łowcę z Sacramento, Przygody Hucka Finna, a nawet tzw. Tygrysy.

W roku 1979 zaczęłam uczęszczać do Liceum Ogólnokształcącego im. B. Prusa. Niestety w szkole tej nie było klasy o profilu humanistycznym i mimo zauważanych u mnie przez niektórych zdolności w tym kierunku, zdecydowałam się na profil biologiczno – chemiczny. Wspomniana szkoła znajdowała się naprzeciwko domu moich rodziców i perspektywa wychodzenia na lekcje z tzw. pierwszym dzwonkiem, czyli parę minut przed ósmą była zbyt kusząca, żeby przejmować się tym, że przez parę lat będę się uczyć wzorów chemicznych, które nic mnie nie obchodzą.

W cztery lata później zdałam na Wydział Prawa i Administracji UW. Miałam wtedy 18 lat i raz na miesiąc dostawałam w dziekanacie kartki na czekoladę, a w głowie miałam dość wyidealizowaną wizję zawodu adwokata, który chciałam w przyszłości wykonywać (jak prawie każdy prawnik).

Po ukończeniu studiów zweryfikowałam nieco swoje plany, zwłaszcza że wtedy musiałam decydować już nie tylko o swoich losach, ale również mojej córki (obecnie – moja najlepsza przyjaciółka!). Zaczęłam pracę w firmie „Rolmex”, gdzie zajmowałam się handlem zagranicznym. Dzięki pracy tej miałam możliwość zwiedzenia wielu krajów, jak również otrzymałam stypendium w angielskim Silsoe College z zakresu marketingu i zarządzania ( w roku 1990). Zdobytą wiedzę ugruntowałam w USA, jako stypendystka Fundacji Cohrana i w roku 1995 postanowiłam definitywnie porzucić handel zagraniczny na rzecz marketingu.

Przez pół roku pracowałam w firmie „Lang Team” organizującej imprezy sportowe, co pozwoliło mi zetknąć się z – mało wówczas znaną – problematyką sponsoringu, a od ponad pięciu lat jestem szefem marketingu w Wydawnictwie C.H. Beck publikującym książki, czasopisma i CD-Romy z zakresu prawa, podatków i ekonomii. Tutaj mogę wykorzystywać wiedzę zdobytą podczas studiów prawniczych oraz marketingowych, jak również umiejętności negocjacyjne nabyte dzięki pracy w handlu zagranicznym. Kierowanie marketingiem w tak dynamicznie rozwijającym się wydawnictwie, jak C.H. Beck daje możliwość uczestniczenia w wielu ciekawych projektach i daje mi wiele satysfakcji.

Czas wolny najchętniej spędzam z rodziną uprawiając sporty: narciarstwo, windsurfing, a w tym roku podjęłam rzucone mi przez męża wezwanie i zrobiłam pierwsze kroki (a może raczej pierwsze skręty) na snowboardzie (oj, bolało!).

Kategorie: Wywiady

O autorze

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.