Anna Włodarczyk – marzyłam o księgarni na Rynku Głównym

Anna Włodarczyk – marzyłam o księgarni na Rynku Głównym

Przegląd

Marzyłam o księgarni na Rynku Głównym

Anna Włodarczyk o sobie:

Skończyłam technikum księgarskie i moja pierwsza praca (w zasadzie praktyka) miała miejsce w Domu Książki na Placu Centralnym w Nowej Hucie. Następnie pracowałam w księgarni na osiedlu Uroczym. Jednak ze względów zdrowotnych przeniosłam się do pracy w biurze Domu Książki przy ul. Wróblewskiego. W międzyczasie urodziłam dziecko i dyrektor Domu Książki na os. Uroczym zaproponował mi pracę w swojej księgarni; tam pracowałam kilka lat pod kierownictwem p. Lidii Miłek.

Po kilku latach dostałam propozycję objęcia stanowiska kierownika księgarni na os. Złotego Wieku. W tym czasie na świat przyszła moja druga córka Jagoda. W czerwcu 1985 roku zostałam kierownikiem księgarni Domu Książki na Placu Centralnym.

W 1990 roku stanęłam przed dylematem: albo zostanę kupiona albo sama kupię księgarnię. Dzięki finansowej pomocy rodziny i całego zespołu księgarni zostałam właścicielką dawnego Domu Książki nr 44 i od tamtej pory księgarnia nosi nazwę „Skarbnica”. Jestem także właścicielką księgarni medycznej na ul. Św. Krzyża oraz od pięciu lat księgarni przy ul. Wiślnej w Krakowie. Moim marzeniem było mieć księgarnię na samym Rynku Głównym, niestety nie udało mi się to.

WW: Jak sprzedaje się książki w Nowej Hucie?

A.W.: Sprzedają się takie same tytuły jak w księgarni przy ul. Wiślnej oraz jeszcze inne pozycje. Sądzę, że wynika to z tego iż „Skarbnica” jest jedyną dużą księgarnią w tym rejonie i obsługuje klientów także z okolicznych wsi i małych miasteczek.

Klienci są przekonani, że szukając konkretnej książki najszybciej znajdą ją u mnie. Mam też wielu klientów ze Starego Miasta, ponieważ utarło się, że jeżeli nie znajdą książki w Księgarni na Podwalu przyjeżdżają prosto do „Skarbnicy”.

WW: Prowadzi Pani księgarnię medyczną, czy zgodzi się Pani z opinią, że coraz więcej wydawców medycznych sprzedaje przez Internet i wysyłkowo?

A.W.: Tak, całkowicie się z tym zgadzam — księgarnie medyczne tracą klientów. Chociaż akurat moja księgarnia przy ul. Św. Krzyża bardzo dobrze prosperuje. Wynika to z tego, że w tym miejscu wcześniej była księgarnia medyczna Domu Książki i klienci przyzwyczaili się do tego.
Poza tym w Krakowie często odbywają się sympozja medyczne i zjazdy naukowe, a studenci przechodzą koło księgarni udając się na zajęcia.

WW: Skąd Pani bierze książki?

A.W.: Szacuję, że około 80 % tytułów zamawiam bezpośrednio u wydawców, ponieważ jest wtedy taniej. Pracujemy także z hurtowniami: Liber, Światowid, Sezam, Lubelska Składnica Medyczna i Arka.

WW: Czy boi się Pani klubów książki – jest ich coraz więcej?

A.W.: Nie jest to dla naszego środowiska obojętne. Nie mam wątpliwości, że tracimy klientów. Ale sądzę — być może jestem zarozumiała — że dobra księgarnia zawsze będzie miała klientów. Kluby książki oferują głównie pozycje poradnikowe i beletrystykę, a w księgarni można znaleźć każdy rodzaj literatury. Poza tym trzeba stale się rozwijać, ja np. myślę bardzo intensywnie o otwarciu księgarni internetowej.

WW: Jaki był to dla Pani rok, jeżeli chodzi o sprzedaż?

A.W.: Na pewno odczuwam realny spadek. Najlepszy dla mnie miesiąc to był wrzesień, w którym było tylko 10 % wzrostu obrotu w stosunku do ubiegłego roku. Myślę, że jest to odbicie ogólnego kryzysu, społeczeństwo ubożeje. Jak zaczynałam samodzielną pracę miałam nadzieję, że po 10 latach wszystko będzie ustabilizowane, proste i przyjemne. Niestety jest coraz bardziej skomplikowane.

WW: Czy pracując nieprzerwanie od ponad 30 lat w jednej branży nie ma Pani czasami ochoty, żeby spróbować czegoś innego?

A.W.: Ja już chyba nawet nie jestem księgarzem. Jestem właścicielem firmy, który dba m.in. o zaopatrzenie księgarni. Bardzo rzadko mam kontakt z klientem. Czasami mam dość tego wszystkiego, ciągłych nakazów — zakazów, ale ja już nic innego nie mogłabym i nie chciałabym robić.

Kategorie: Wywiady

O autorze

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.