Szanowni Państwo – Wydawcy i Sprzedawcy książek

Szanowni Państwo – Wydawcy i Sprzedawcy książek

Przegląd

Co pisze pan Sławomir Osuch w Notesie Wydawniczym 6, 32-33 ?

Pan Osuch napisał artykuł ze swojego punktu widzenia, który niewątpliwie i przysłowiowo zależy od tak zwanego miejsca siedzenia. Przeczytawszy go, nie mogłem opędzić się wrażeniu, że jakby dotyczył on jakiegoś nieznanego mi kraju, nader egzotycznego. Nijak bowiem nie rozpoznaję w nim takiego rynku, z jakim mamy do czynienia. Podobno wydawca może przebierać w hurtownikach i księgarzach jak w ulęgałkach, podobno wydawcy są głusi na głos księgarzy, podobno wydawcy nie potrafią liczyć, podobno też o niczym innym nie marzą jak o tym, by było tylko kilku wielkich dystrybutorów.

Zaiste interesujące. Ale gdzie tak jest? Toć to przecież byłaby kompletna katastrofa. Na ten pesymistyczny opis nakładają się dążenia przedstawione przez PIK: obowiązkowo drukować ceny, obowiązkowo stosować ustalone odgórnie marże, obowiązkowo jeszcze parę innych rzeczy.
A przecież rynek książek wcale znów nie jest aż tak bardzo specyficzny, by zachwalając zdobyczne wolnego rynku akurat do książek stosować prawidła nakazowe. Wydawca chce sprzedać swoje książki. Zakłada się także, że chce je sprzedawać hurtownik i księgarz, bo przecież z tego żyje. To ogólne “chcenie” powinno stanowić podstawę porozumień.

Problem rodzi się w momencie, w którym wydawca chce sprzedać inne książki, niż hurtownik i księgarz. Znaczy, książek niskonakładowych i trudnych, których można sprzedać w księgarni dwie na rok, a na których wydawcy z jakichś tam powodów zależy, nie ma gdzie wystawić; nasze wydawnictwo ma takich parędziesiąt tytułów rocznie.
Hurtownicy ich nie chcą, a jeśli już, to na MM (lub WZ), nie opłaca im się zabierać ich ze sobą, gdy jadą do księgarń, leżą więc po kątach w zapomnieniu. Można by w takich wypadkach pominąć hurtowników i dać książki bezpośrednio do księgarń, ale często się nie da, gdyż wiele księgarń ma monopolistyczne umowy z jakąś hurtownią i bez jej pośrednictwa książki nie weźmie. Pat. Ani rabaty do tego nic nie mają, ani to, czy cena jest na książce wydrukowana, czy nie. Przecież w krajach, gdzie ceny się drukuje istnieje powszechny obyczaj zalepiania jej inną ceną, wyższą lub niższą, w zależności od przemyślności księgarza. Tak byłoby i u nas, i bardzo dobrze, gdyż rynek powinien być wolny; w tym punkcie jestem zdecydowanym zwolennikiem liberalizmu.

Nie wierzę, by jakiekolwiek obowiązkowe ustalenia coś na to pomogły, gdyż problem leży nie w braku ustaleń, ale po prostu w pieniądzach. Oprócz “chcenia”, o którym wyżej, to jest drugi filar porozumienia. Bez odwołania się do tego fenickiego wynalazku nie będzie żadnej współpracy handlowej, ani “w butach” ani “w książkach”. Handel zaś odwiecznie polega na tym, by taniej (jak najtaniej) kupić i drożej (jak najdrożej) sprzedać. Ale kupić, a nie przejąć lub zabrać bez żadnych zobowiązań, gdyż taki proceder nazywa się “czasowym zaborem mienia”.

Z wielu moich obserwacji i konsultacji z księgarzami wynika, że w księgarniach, w których jest mniej niż 3.000 tytułów, jeden tytuł odpowiada mniej więcej 80 groszom utargu dziennie. Jeśli księgarnia ma do 10.000 tytułów, każdy da jej jakąś złotówkę dziennie, a następnie im więcej, tym każdy tytuł droższy. Dotyczy to wszystkich tytułów w księgarni, łącznie z tymi, które tam miesiącami czekają na amatora.

Tutaj dotykamy skromnego elementu, o którym milczą propozycje ustaleń PIKowskich i większość Notesowych artykułów o rynku księżek: KLIENTA.
Jemu jest obojętne, czy cena jest wydrukowana czy naklejona, czy księgarz ją ma na fakturę otwartą czy zamkniętą. On po prostu chce “znaleźć coś dla siebie”. Książka, jakiej szuka, nawet o tym nie wiedząc, z całym prawdopodobieństwem została już wydana. Idzie tylko o to, by była w księgarni.

Nieuchronne jest, by księgarnie się specjalizowały, gdyż żadna nie pomieści wszystkich wydawanych tytułów i pewnie o to nawet nie chodzi. Jest jednak niewątpliwie interesem księgarza, by klient do niego przyszedł, a przyjdzie jeśli będzie miał nadzieję znaleźć książkę, jakiej szuka.
Oczywistą jest rzeczą, że inaczej trzeba ustalić warunki płatności dla książek powolnego sprzedawania, niż można to zrobić dla hitów. Nakazowo się tego określić nie da. Jeśli jednak oba podmioty, wydawca i księgarz, trwają w “chceniu”, takie warunki sobie ustalą.

“Gdyby tylko chcieli chcieć!” Pan Osuch pisze, że to wydawcy podobno w tym kraju dyktują warunki i “łamią wszelkie umowy”. A słyszał już ktoś o wydawnictwie, które zbankrutowało na koszt (more…)

Ta strona jest dostępna tylko dla zalogowanych osób. Jeżeli masz konto, to się zaloguj, a w innym przypadku zarejestruj się.

Logowanie użytkownika
 Remember Me  
Rejestracja nowego użytkownika
*Pole wymagane
Kategorie: Rynek Polski

Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/wirtua/domains/wirtualnywydawca.pl/public_html/wp-content/themes/waszww-theme/includes/single/post-tags.php on line 4

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Wpisz hasło by zobaczyć komentarze.