Wydaj się sam!
Przegląd
- Typ: Nowe technologie, Self Publishing
- Marka: Book Marketing Research
Na stronie Polskiego Radia 24 pan Damian Bielecki w artykule “Wydaj się sam” pisze o self publishingu.
Według Damiana Bieleckiego, atutami przemawiającymi za publikowaniem utworów bez udziału wydawnictwa są:
Brak umów z wydawnictwem, hurtownią, dystrybutorem, a także niewielkie koszty oraz pełna kontrola nad własnym projektem. Oto jedne z wielu pozytywnych cech self-publishingu, który w prosty sposób pozwala na wydanie swojej książki lub płyty bez wsparcia wydawnictwa czy wytwórni płytowej.
Czy jednak wszystkie te stwierdzenia są prawdziwe? Co jest prawdą a co fałszem. Spróbowałem przeanalizować poszczególne punkty.
“Brak umów z wydawnictwem, hurtownią, dystrybutorem, a także niewielkie koszty oraz pełna kontrola nad własnym projektem”.
1. “Brak umów z wydawnictwem” – PRAWDA
2. “Bark umów z hurtownią, dystrybutorem” – FAŁSZ.
Chyba, że autor sam będzie sprzedawał swoje publikacje. Najlepiej wśród rodziny i znajomych. Wskazane zakupienie rozkładanego łóżka, z którego będzie można sprzedawać swoje książki. Każda próba wejścia do księgarni (z pominięciem hurtowni lub dystrybutora) będzie wiązała się z kosztami dotarcia o rabatach nie wspomnę. Brak dystrybutora to także koszty logistyczne: magazyn książek w piwnicy a rower na balkonie (książek z piwnicy przynajmniej nikt nie ukradnie bo po co), pakowanie książek (najlepiej w łazience), poczta lub kurier oraz oczekiwanie na przelewy. Taki self-publisher na pewno znajdzie się na końcu łańcucha płatniczego bo detaliści w pierwszej kolejności płacą swoim największym dostawcom czyli dużym wydawcom (z którym nie mamy przecież umowy), hurtowniom i dystrybutorom (których self-publisher olewa bo przecież jest niezależny).
3. “Niewielkie koszty” – FAŁSZ.
Bezpośrednie koszty produkcji będą identyczne z tymi jakie ponoszą wydawnictwa. Zakładając, że self-publisher potrafi określić rynkową cenę detaliczną swojej publikacji to będzie ca 20-25% ceny detalicznej. Rabatów dla hurtowników lub dystrybutora (ca 50-55% od ceny detalicznej) nie ma bo ich pomijamy. Rabatów dla sieci księgarskich (45-50% od ceny detalicznej) oraz dla księgarzy (30-35% rabatu od ceny detalicznej) też nie ma bo to by podważyło niezależność self-publishera. Zostaje tylko koszt rozkładanego łóżka, koszt transportu tego łóżka z jednego miasta do drugiego oraz oczywiście koszty podróży i wyżywienia self-publishera. Koszty noclegów możemy pominąć bo zawsze self-pub może się przespać na tym rozkładanym łóżku. Dochodzi jednak koszt zakupu namiotu bo nie zawsze będzie świecić słońce. Self-publisher może oczywiście skupić się tylko na wersji elektronicznej swojej publikacji. Wtedy odpada piwnica, łóżko i namiot. Pozostaje jednak dystrybucja e-booka. Sprzedaż przez platformy e-bookowe odpada bo to wiąże się z 40% rabatem jaki trzeba udzielić platformie o utracie niezależności nie wspominając. Czyli pozostaje własna strona www lub blog, którą wystarczy tylko wypromować.
4. “Pełna kontrola nad własnym projektem” – PRAWDA.
Self-publisher codziennie może sprawdzać ilość niesprzedanych książek. Nie musi się martwić o niezapłacone rachunki od księgarzy (bo ich nie ma) od hurtowników lub dystrybutora (bo ich nie ma). Jego jedynym zmartwieniem pozostaje promocja. Ale media tylko czekają na zrecenzowanie jego książki bo przecież promują self-publishing uważając wydawców za zdzierców i złodziei, którzy tylko czyhają na biednych autorów aby ich oszukać.
Jacek Włodarczyk – Book Marketing Research
Artykuły powiązane:
O autorze
Artykuły powiązane
Skomentuj
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.






