Zielona Sowa poleca Fabrykę strachu

Zielona Sowa poleca Fabrykę strachu
Nigdzie nie jest bezpiecznie… Nawet jeśli to tylko sen

 

 

Premiera: 15 kwietnia

http://www.zielonasowa.pl/ksiazki/zapowiedzi/Fabryka_strachu/
Co gdyby nasze najgorsze koszmary stały się rzeczywistością? Gdyby można było porywać dzieci ze snów i przenosić je do innego wymiaru? Gdyby dało się wysysać z ludzi ich strach, a następnie zamieniać go na złe sny przeznaczone dla innych mieszkańców Ziemi?
Głównym bohaterem książki jest trzynastoletni Andrew. Ten na pozór zwyczajny chłopiec ma jednak dar, który czyni go wyjątkowym. Andrew niczego się nie boi. Niczego, z wyjątkiem ognia. Od jakiegoś czasu dręczą go nocne koszmary, w których musi uciekać przed olbrzymim mężczyzną. Jest to Wezuwiusz, uosobienie zła, osoba odpowiedzialna za złe sny wszystkich ludzi.
Pewnego dnia Andrew i jego siostra Poppy budzą się w innym wymiarze, w krainie Nusquam, a konkretnie w Fabryce Strachu – miejscu zarządzanym przez Wezuwiusza, któremu służy armia cieniostworów. Stworzenia te żywią się ludzkim strachem i pomagają swemu mistrzowi wydobywać z porywanych dzieci pokłady lęku. Ich ostatecznym celem jest pozyskanie strachu Wyzwoliciela, który pozwoli Wezuwiuszowi przemienić najstraszniejsze ludzkie koszmary w rzeczywistość. Andrew dowiaduje się, że według przepowiedni sprzed stu lat, to właśnie on jest Wyzwolicielem i to od niego będzie zależała przyszłość świata i ludzkości. Ta bitwa zaważy o losach świata.

Prolog
Andrew biegł wzdłuż alejki, a serce wyrywało mu się z piersi. Słyszał pulsującą w głowie krew i z trudem łapał oddech. W gardle czuł ból i suchość. Przystanął na
moment, położył rękę na boku, w którym poczuł kłucie, i wykorzystał tę chwilę, aby przyjrzeć się lepiej goniącemu go mężczyźnie.
Był to starszy wychudzony człowiek, miał pomarszczoną skórę, a jego kruche ciało okrywała peleryna z cienia. Blada twarz mężczyzny oraz długie, potargane włosy odbijały jasne światło księżyca, lecz jego czarne głodne oczy były tak samo mroczne jak zawsze i wpatrywały się z pożądliwością w Andrew.
– Kim jesteś? – krzyknął Andrew. – Czego ode mnie chcesz?
Tajemnicza postać nie odpowiedziała. Usta nieznajomego otworzyły się w przerażającym uśmiechu, obnażając rząd zepsutych zębów. Z mroku wyłoniło się więcej niewyraźnych postaci nadchodzących ze wszystkich stron.
Zbliżały się do chłopca, otaczając go jak rozwijający się czarny dywan. Andrew wpatrywał się w ich zakapturzone twarze, przypominające gołe czaszki, oraz żółtawe kościste ręce. Nagła fala przeraźliwego zimna przyprawiła
go o dreszcze.
Gdy starzec wszedł w krąg światła rzucany przez księżyc, oczom Andrew ukazały się wszystkie najdrobniejsze zmarszczki na jego skórze. Był bardzo wysoki. Górował
nad chłopcem niczym pomnik. Miał na sobie staromodny garnitur i cylinder, a w ręku trzymał laskę zakończoną małą ludzką czaszką. Powolnym ruchem wyciągnął przed
siebie blade dłonie.
Chwycił Andrew za nadgarstek, a chłopiec poczuł, jak krew ścina mu się w żyłach.
– Nareszcie – wychrypiał mężczyzna.
Po chwili jednak puścił chłopca. Uniósł dłonie i zakrył nimi uszy, gdy w alejce ze wszystkich stron rozległo się głośne dzwonienie. Dźwięk miał tak wysoką częstotliwość, że przecinał powietrze jak świst ostrza. Zakapturzone postaci z powrotem wycofały się w ciemność i rozmyły w cieniu równie szybko, jak z niego wcześniej wyszły.
Z wolna wszystko wokół Andrew zaczęło odpływać coraz dalej.
Wszystko minęło. Na razie.
Dziwaczne stworzenia chciały jednak czegoś od Andrew. Pytanie tylko: kiedy po to wrócą?

ROZDZIAŁ 1

Kiedy Andrew się obudził, nie mógł złapać oddechu, a w uszach rozbrzmiewał mu nieprzerwanie sygnał budzika.
Przycisnął ręce do głowy, w której kotłowały mu się myśli. Może to tylko sen? Rozejrzał się po pokoju. Ale dlaczego wydawał się taki prawdziwy?
Chłopiec zauważył, że na nadgarstku ma czerwony ślad po dłoni wyglądający tak, jakby został w jakiś sposób wypalony na jego skórze. Andrew zatoczył się do tyłu i przeszedł go dreszcz, gdy powiódł palcami po znamieniu. Wyglądało jak prawdziwe oparzenie, dlaczego więc było lodowate w dotyku?
Jak to możliwe, że coś, co zdarzyło się we śnie, przeniosło się do rzeczywistości? Chyba że… Chyba że jakimś cudem sam sobie to zrobił przez sen. To jedyne wyjaśnienie…
…ale czy na pewno?
Drzwi otworzyły się gwałtownie, co spowodowało, że Andrew aż podskoczył. Do pokoju weszła szybkim krokiem mama i uciszyła ciągle dzwoniący budzik.
– Nie masz zamiaru go wyłączać? – powiedziała przy tym.
– Wyjdź z mojego pokoju! – krzyknął chłopiec, zrywając się z łóżka. Wypchnął mamę ze swojej sypialni i kopnięciem zatrzasnął za nią drzwi.
Usiadł z powrotem, głęboko oddychając.
– W porządku, po prostu się uspokój – powiedział do siebie.
– Zachowuj się normalnie, a wszystko będzie dobrze.
Szybko założył dżinsy i koszulkę z długim rękawem, po czym zbiegł na dół po schodach.
Mama siedziała przy kuchennym stole ubrana w szlafrok i kapcie i przeglądała poranną gazetę. Jego siostra bliźniaczka, Poppy, usiadła obok i zaczęła jeść tosta.
– Hej, braciszku – uśmiechnęła się na jego widok.
– Dzieńdoberek – przywitał się, po czym zwrócił się do mamy. – Przepraszam za tamto. Kiepsko spałem. Popatrzyła na niego, leniwie gładząc swoje siwiejące
włosy, i uśmiechnęła się.
– Nie przejmuj się, skarbie. Usiądź i zjedz śniadanie.
– Co to za zapach? – spytał, wciągając powietrze nosem. Mówiąc to, zakrył twarz dłonią. Od czasu pożaru zapach spalenizny wywoływał u niego odruch wymiotny.
– Przepraszam, przypaliłam tosta – mama aż się skuliła. Po chwili podała mu kubek z herbatą. – Co tu robisz tak wcześnie? Zwykle muszę cię zwlekać z łóżka siłą.
– Tak, ale tylko w czasie roku szkolnego – Poppy uśmiechnęła się szeroko. – Zapomniałaś, że są wakacje?
– Racja – to mówiąc, mama uderzyła się ręką w czoło. – Jak mogłam o tym zapomnieć? Możesz podać mi portfel? Andrew popatrzył na nią ze zdziwieniem, po czym wręczył jej to, o co prosiła. Mama wyjęła z portfela dwa wymięte banknoty dwudziestofuntowe.
– Macie i pobawcie się w końcu jak należy – oznajmiła. Poppy przestała jeść i podniosła wzrok.
– Dobrze się czujesz, mamo? – spytał z uśmiechem Andrew.
– Tak! Bierzcie, zanim się rozmyślę.
– Ojej, dzięki!– rzekła Poppy i wzięła jeden banknot, po czym zwróciła się do brata. – Chodź, Andrew! Kupimy coś sobie.
Oboje wybiegli z domu, a kiedy byli już na końcu ulicy, przy której mieszkali, Andrew wziął siostrę na stronę.
– Poppy, posłuchaj. Muszę ci coś powiedzieć.
– O co chodzi? – Poppy zatrzymała się, marszcząc brwi. Brat pokazał jej dziwne znamię na ręce i opowiedział o swoim śnie.
– Hmm, niesamowite – rzekła Poppy, obejrzawszy ślad po dłoni. – Musiałeś sam to sobie zrobić przez sen. Może spałeś niespokojnie i zaatakowałeś sam siebie?
– Masz rację – przytaknął Andrew z ulgą. – Też tak pomyślałem.
A teraz chodźmy do miasta.
Nad Londynem unosiło się parne powietrze, a miejscowe targowisko pękało w szwach. Brukowany plac wypełniały rzędy kramów, w których można było kupić
wszystko: od przecenionych torebek po antyki. Poppy pospieszyła ku stoisku z używanymi książkami, podczas gdy Andrew udał się w kierunku półek z grami komputerowymi i płytami DVD. Właśnie płacił za nowy horror, kiedy usłyszał zduszony krzyk i szybko się odwrócił. Przemknął wzrokiem po tłumie zabieganych ludzi. Zauważył wysokiego umięśnionego chłopaka o szerokich ramionach,
który przyparł Poppy do rogu za stoiskiem z rybami.
– Puszczaj! – krzyknęła Poppy.
– Nie puszczę, dopóki nie oddasz mi tej dwudziestki – odparł chłopak, uśmiechając się złośliwie. Cały czas trzymał ją za ramię.
Andrew poczuł narastającą złość i zaczął przepychać się przez tłum w kierunku siostry.
– Nie ma mowy. Zostaw mnie, przerośnięty idioto! – Poppy nie ustępowała i próbowała wyrwać się z uścisku napastnika.
– Jesteś zadziorna jak na dziewczynkę! Jeśli nie oddasz mi pieniędzy, będę musiał sam je sobie wziąć – to mówiąc, wyrwał banknot z dłoni Poppy.
– Ej, ty! Oddaj jej to! – zawołał do niego Andrew.
– Tak? A jeśli nie, to co?
Andrew wyrwał mu z ręki dwudziestofuntowy banknot i chowając go do kieszeni, rzekł:
– To.
Chłopak wbił wzrok w Andrew, a jego policzki trzęsły się ze złości. Następnie parsknął sarkastycznym śmiechem.
– To nie było zbyt mądre, palancie – to mówiąc, chwycił Andrew za kołnierz. Chłopiec z trudem złapał oddech.
Wokół zaczął zbierać się tłumek gapiów. Napastnik przystawił do twarzy Andrew zaciśniętą pięść. Chłopiec przygotował się na ból.
Wtedy stało się coś naprawdę przedziwnego. Pięść zbliżała się do głowy Andrew w zwolnionym tempie. Chłopiec zerknął na ściśnięte strachem twarze zebranych wokół
ludzi. Czas zdawał się płynąć nienaturalnie wolno, a słowa wychodzące z ust łobuza brzmiały jak długi, niezrozumiały ryk.
Co się dzieje?
W oczach Andrew każdy najdrobniejszy ruch składał się z milionów elementów. Chłopiec nie miał pojęcia, co jest tego powodem, ale nie mógł przepuścić takiej okazji.
Chwycił rękę chłopaka i wykręcił mu ją za plecami. Następnie mocno pchnął go w klatkę piersiową.
Czas znowu biegł normalnie, a Andrew z niedowierzaniem patrzył, jak chłopak przelatuje przez plac. Przerażenie na twarzach gapiów ustąpiło miejsca zdumieniu.
Wśród tłumu rozległo się kilka stłumionych okrzyków zdziwienia, ale najgłośniejszy wydał z siebie sam Andrew.
Jak ja to zrobiłem?
Przyglądał się, jak jego przeciwnik z trudem podnosi się z brudnej kałuży i chwyta ręką obolałą kostkę. Jego policzki płonęły z zakłopotania. Zerknął na Andrew
oczami wąskimi niczym u jaszczurki, a w jego spojrzeniu strach mieszał się z nienawiścią.
Wszyscy gapili się na Andrew. Kilku handlarzy zaczęło nawet klaskać w dłonie i wiwatować. Poppy stała bez ruchu ze zmarszczonym czołem. Odgarnęła pasmo brązowych włosów za uszy i chwyciła brata za rękę.
– Co się stało przed chwilą? – wyszeptała.
– Nie… nie mam pojęcia – wyjąkał Andrew. – Tylko go lekko popchnąłem.
– Nie powiedziałabym, że lekko – Poppy zmarszczyła brwi. – Poleciał prawie na drugą stronę ulicy. Jak ty to zrobiłeś?
Nie mam pojęcia – pomyślał Andrew. Nigdy wcześniej nie przydarzyło mu się nic podobnego.
– Może to był…
Uciął w pół zdania, zauważywszy obok młodą kobietę.
Mogła mieć ze dwadzieścia parę lat, ale między jej czarnymi włosami widniały siwe pasemka. Mimo upału była ubrana na czarno od stóp do głów. Choć Andrew był stałym bywalcem targowiska, nigdy wcześniej jej tam nie widział.
– E …Mogę w czymś pomóc? – spytał.
– Niezły masz refleks – odparła z uśmiechem kobieta.
– Nie wyglądasz na tak silnego – zmierzyła wzrokiem jego chudą posturę – muszę przyznać, że popisałeś się nie lada odwagą, stając w szranki z takim łobuzem. Można by powiedzieć, że jesteś… nieustraszony.
– Bo to prawda – wtrąciła się Poppy. – Wszyscy w szkole o tym wiedzą. Mój brat niczego się nie boi.
– Przestań, Poppy! – upomniał siostrę Andrew, szturchając ją łokciem w bok. Poczuł, że jego twarz oblała się rumieńcem.
Pokryte czerwoną szminką usta kobiety ułożyły się w uśmiech.
– Naprawdę? Zatem zapraszam do mojego stoiska. Jest tam ktoś, kogo chciałabym ci przedstawić.
– Ma pani tutaj stoisko? – zdziwiła się Poppy. – Dlaczego nigdy wcześniej pani nie widzieliśmy?
– Jestem tu nowa – kobieta znów się uśmiechnęła. – To mój pierwszy tydzień na targowisku. Chodźcie za mną.
Andrew otworzył usta, żeby odmówić, ale kobieta już zmierzała szybkim krokiem do swojego kramu, a on czuł dziwną pokusę, by za nią podążyć.
Jego oczom ukazał się stolik pełen kart tarota i świeczek na sprzedaż. Za nim stał cygański wóz na czterech złotych kołach wysokich prawie na metr. Główna część wozu była wykonana z dębowego drewna, w którym wyryto fascynujące wizerunki elfów i wróżek. Andrew uznał, że to wszystko sprawia magiczne wrażenie. Wzdłuż górnej krawędzi wozu zamocowany był drewniany drążek, na którym wisiały dziwnie wyglądające okrągłe przedmioty z wikliny. Okręgi były z sobą splecione w środku i tworzyły niezbyt ścisłą sieć. Przystrajały je pióra i koraliki. Andrew dotknął kilku z nich, zastanawiając się, do czego mogą służyć.
– Kogo chciała nam pani przedstawić? – spytała Poppy, przypominając kobiecie, w jakim celu za nią podążyli.
– Starego przyjaciela – odparła nieznajoma. Odwróciła się, po czym zapukała trzykrotnie w drzwi wozu.
– Wyjdzie do nas za minutkę. Nazywam się Tiffany Grey – przedstawiła się, wyciągając dłoń. Andrew już miał ją uścisnąć, gdy nagle wóz zaczął drgać, jakby przeszło pod nim trzęsienie ziemi. Po chwili ze środka wygramolił się mężczyzna z długimi siwymi włosami, a wychodząc, uderzył głową o dach. Potem stanął nad Andrew i potarł czubek swej głowy. Mierzył grubo ponad dwa metry, miał długie białe włosy i kilkudniowy zarost.
Gdy Andrew popatrzył na stojącego przed nim człowieka, ogarnęło go niepokojące uczucie. Przypomniał mu się jego sen i nie miał wątpliwości, skąd zna olbrzyma.

 

Kategorie: Fantastyka

Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/wirtua/domains/wirtualnywydawca.pl/public_html/wp-content/themes/waszww-theme/includes/single/post-tags.php on line 4

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.