Należy szybko uczyć się korzystania z nowych technologii – wywiad z Beatą Stasińską

Należy szybko uczyć się korzystania z nowych technologii – wywiad z Beatą Stasińską

Przegląd

Łukasz Dymanus (Wirtualny Wydawca): Naszą rozmowę zacznijmy od przypomnienia, że w 2007 roku Forum Media Group przejął 40% udziałów w wydawnictwie W.A.B. Z tego co pamiętamy umowa zakładała sfinalizowanie przejęcia pozostałych 60% udziałów w ciągu kolejnych 3 lat. Czy od tamtego czasu nastąpiły jakieś zmiany w strukturze udziałów? Kiedy FMG dokończy proces przejęcia?

Beata Stasińska (W.A.B.): Forum Media Group nie zwiększyło udziału w naszym Wydawnictwie, gdyż nie przewidywała tego umowa inwestycyjna.  Zgodnie z nią proces przejęcia pozostałych udziałów rozpocznie się na początku przyszłego roku. Po finalizacji tej transakcji Forum Media Group będzie posiadało wszystkie udziały w Wydawnictwie W.A.B. przez co stanie się jego jedynym właścicielem.

Mateusz Włodarczyk (Wirtualny Wydawca): Czy pierwszy etap przejęcia Wydawnictwa W.A.B przez Forum Media Group, jakim był zakup 40% udziałów w firmie, wpłynął w jakikolwiek sposób na profil i dotychczasową działalność wydawnictwa? Czy działania o charakterze kapitałowym wpłynęły w jakiś sposób na działalność wydawniczą?

Beata Stasińska: Do tej pory sprzedaż 40% udziałów firmy do Forum GMBH w żaden sposób nie wpłynęła na funkcjonowanie Wydawnictwa W.A.B. Zarówno zarząd jak i cala firma funkcjonują zgodnie z wypracowanymi wcześniej procedurami. Nasz inwestor jest zainteresowany wynikami finansowymi firmy, przygląda się jak funkcjonuje wydawnictwo literackie na rynku otwartym i – jak rozumiem – potrzebuje czasu na zdobycie doświadczenia w nowym dla niego sektorze. Należy pamiętać, iż Forum GMBH kupiło pewien „brand” i powinno być zainteresowane w jego utrzymaniu i rozwoju. Tylko wówczas inwestycja taka ma sens. Przez 3 lata od 2007 do końca 2009 Forum ma czas, by nauczyć się specyfiki działania wydawnictwa książkowego i być może inwestować dalej w ten sektor.

Łukasz Dymanus:
Jaka była wartość transakcji sprzedaży udziałów do Forum Media Group?

Beata Stasińska: To tajemnica, ale mówiąc najkrócej: nie płaczemy, świadomie podjęliśmy taką decyzję. Prawnicy, którzy nam doradzają, dobrze ją ocenili. Doradcy Forum uznali inwestycje w Polsce w tym sektorze rynku za najciekawszy ruch  inwestycyjny konsorcjum w roku 2007.

Na zdjęciu: Beata Stasińska (redaktor naczelna Wydawnictwa W.A.B.)
 
Mateusz Włodarczyk: Jak obecnie wygląda struktura oferty W.A.B.? Wydawnictwo znane jest ze światowej sławy prozy, jednak działacie również w innych segmentach takich jak literatura dziecięca.

Beata Stasińska: Literatura dziecięca jest u nas stosunkowo nowym polem działania. Wierzymy, że ta część rynku będzie się stopniowo w Polsce rozwijać. Póki co mamy w ofercie 70 tytułów dla dzieci i młodzieży. W końcu nie tylko chcemy mieć dzieci, ale nie chcielibyśmy, by były one we współczesnym świecie pariasami. Kluczem do tego, by nie były, są dobra edukacja i kontakt z książką, sztuka rozumienia tekstu od najwcześniejszych lat życia. Obecnie nasza oferta wydawnicza składa się z ponad 10 serii,  z których najbardziej znane to „archipelagi”, „Don Kichot i Sancho Pansa”,  seria literackiego reportażu ‘terra incognita”, seria prozy pisanej przez kobiety „ z miotłą” czy pierwsza w Trzeciej Rzeczpospolitej seria kryminałów zwana u nas „mroczną”. W ‘archipelagach” – serii współczesnej prozy polskiej przez dekadę ukazało się blisko 100 tytułów. Prestiż tej serii budowali tacy autorzy jak Magdalena Tulli, Olga Tokarczuk, Henryk Grynberg czy Wojciech Kuczok,  debiutantów – seria nobilituje. Ukazuje się w niej maksymalnie sześć tytułów rocznie, gdyż nie chcemy doprowadzić do wewnętrznej konkurencji między autorami i książkami. Drugim powodem takiej strategii jest przyjęta przez nas droga eksperymentów mająca na celu wyszukiwanie i wydawanie twórczości nowych autorów. Nie jest sztuką postawić walizkę z pieniędzmi przed znanym i wypromowanym autorem. Sztuką jest znalezienie nowego talentu. A wielką przyjemnością w tym zawodzie patrzeć jak ten talent się rozwija i podbija czytelników.

Mateusz Włodarczyk: Chodzi tu głównie o dobrze przeprowadzoną promocję nowego autora?

Beata Stasińska: Nie, nie chodzi tylko wyłącznie o promocję. Wydawnictwo W.A.B. znane jest z sumiennej pracy edytorskiej i pomaganiu autorowi w pracy nad tekstem. Często uczestniczymy w powstawaniu jego paru wersji, zwłaszcza gdy autor jest niedoświadczony. Takie działania budzą czasem zdziwienie wśród konkurencji. Były nawet głosy w prasie, iż jest to „urabianie” autora. Nie zgadzam się z taką opinią, co więcej – jest coraz więcej pisarzy, którzy cenią pracę z wydawcą nad tekstem. Zdarzają się tacy, którzy z tego powodu chcą u nas wydać swoją książkę. Promocja jest drugim etapem pracy nad książką i do niej od samego początku istnienia W.A.B przywiązujemy duże znaczenie. Pamiętam, gdy w latach 90-tych, polska prasa pisała, że dobra literatura powinna sprzedawać się sama… Nie będę tutaj przytaczać autorów tych światłych myśli. Dziś jesteśmy skazani na działania promocyjne i marketingowe. Pytanie o ich koszta i skuteczność. A te nie zawsze, jak wiemy, są przewidywalne. Debiut Littela (blisko półtora tysiąca stron maszynopisu) leżał u kilku wydawców francuskich póki jeden z redaktorów Gallimarda nie ulitował się nad autorem i zajrzał do tekstu.Łukasz Dymanus: Wspomniała Pani o literaturze dziecięcej. Jak wygląda działalność wydawnictwa W.A.B. w tym segmencie rynku?

Beata Stasińska:  Z pełnym przekonaniem inwestujemy w ten segment. Od tego zależy czy wydawcy będą mieli za kilkanaście lat dla kogo wydawać książki, a autorzy pisać. Dziś w ofercie mamy 70 tytułów. Dorobiliśmy się osobnego Katalogu Książki dla młodszych i starszych.

Łukasz Dymanus: Jak wygląda struktura oferty W.A.B. w segmencie książki dziecięcej?

Beata Stasińska: Wydajemy kilkanaście tytułów rocznie. Najbardziej udanym eksperymentem, który przeprowadziliśmy w tym roku była seria kryminałów dla dzieci tzw seria z kotem. Nie natknęliśmy  się jeszcze jak wielu ambitnych wydawców książki dziecięcej na opór dystrybutorów,  którzy jak wieść niesie wolą tzw tytuł masowy czyli tandetny i tani. W naszej ofercie mamy cykle autorskie Eoina Colfera, Silvani de Mari, Michelle Paver czy Pierra Bottero, kryminały autorów polskich i zagranicznych  i książki”szczególne” z ciekawą oprawa graficzną. Duże zainteresowanie czytelników  budzi proza obyczajowa dla młodzieży Henninga Mankella.

Mateusz Włodarczyk: A co można powiedzieć o bestsellerach Wydawnictwa W.A.B.?

Beata Stasińska: Z powodu takiej, a nie innej polityki dystrybutorów na polskim rynku, tudzież miejsca dla książki w mediach lista bestsellerów wygląda w Polsce tak jak wygląda. Praktycznie nie znajdziemy w żadnej topce ambitnej literatury.  A jeszcze 10 lat temu było inaczej. Pojawiają się zatem na niej kryminały i książki robione wokół seriali. Rzadziej dobra powieść i literatura faktu.

Łukasz Dymanus: No tak, ale akurat książki Wydawnictwa W.A.B. dość często pojawiają się na listach bestsellerów największych sieci księgarń w Polsce.

Beata Stasińska: Ja bardziej się cieszę z tego, że W.A.B. ma coraz więcej tytułów o stabilnej sprzedaży. Osiem tysięcy Wasilija Grossmana w ciągu pół roku, 6-7 tysięcy pozostałych tytułów w serii „Nowy Kanon” wydawanej od wiosny 2009 – to powody do zadowolenia. Podobnie sprzedaż książek Wojciecha Jagielskiego czy książki Andy Rottenberg Proszę bardzo. Mimo, iż te tytuły nie wskakują na listy bestsellerów, to sprzedają się dobrze przez cały czas. Czytelnicy ich poszukują. Przychodzą tłumnie na spotkania z autorami i komentują lekturę w internecie.

Mateusz Włodarczyk: A w jakich nakładach sprzedają się te wspomniane tytuły zapewniające równomierną, stabilną sprzedaż?

Beata Stasińska: W skali dłuższej niż rok są to nakłady w granicach 10-25 tys. egzemplarzy, a bywa że i więcej. Kiedyś mieliśmy 40-50 tytułów rocznie i kilka tytułów na liście bestsellerów. Dziś wydajemy przeszło 120 nowych tytułów w roku o znacznie bardziej zróżnicowanej skali i dynamice sprzedaży. Nie jesteśmy już jak to ktoś kiedyś powiedział „sympatycznych maluchem mającym dużo bestsellerów”. Czasy te się skończyły nie dlatego, że gorzej pracujemy, ale dlatego że mamy znacznie większą ofertę. Poza tym polityka kreowania bestsellerowego wydawnictwa ma swoje dobre i złe strony. Musimy dbać zarówno o wybrednego czytelnika, jak i pożeracza fabuł. O autora potencjalnego arcydzieła i autora powieści serialowej.

Mateusz Włodarczyk: Wydawnictwo W.A.B. znane jest w branży z dość dużych nakładów na akcje promocyjne. Jakiej wielkości środki zaangażowane są w działania promocyjne Państwa Wydawnictwa?

Beata Stasińska: Najlepiej byłoby porozmawiać na ten temat z odpowiedzialnym za to w zarządzie Adamem Widmańskim. Ja mogę powiedzieć, że wcale nie przesadzamy z pieniędzmi wydawanymi na reklamę i nasz budżet promocyjny mieści się w podręcznikowych normach. Staramy się wykorzystywać w 100% dostępne kanały przekazu informacji o książce. Bardzo często wolimy wybrać barter od reklamy płatnej, a nade wszystko cenimy sobie współpracę z recenzentami. Informacje na temat książek, które mają się ukazać lub już się ukazały cały czas są aktualizowane i wysyłane do mediów. Z różnym skutkiem. Żyjemy w kraju, w którym ani polityk, ani celebryta nie pojawia się z książką tak, jakby obawiał się, że książka spowoduje spadek jego popularności. Skąd w kraju Mickiewicza i Szymborskiej taka obrażająca widza i obywatela ignorancja nie wiem. Wiem, że nasi czytelnicy bardzo różnią się zarówno od polskich celebrytów jak i polityków.

Na zdjęciu: Wydawnictwo W.A.B. podczas 13. Targów Książki w Krakowie

Łukasz Dymanus: Czyli uważa Pani, że forma płatnej reklamy nie jest skuteczna w przypadku działalności wydawniczej?

Beata Stasińska: Myślę, że dzisiaj bardzo ważne jest, by książka znajdowała się w pewnej nagłośnionej w całej Polsce  ofercie kulturalnej czy literackiej, tak jak to było chociażby w tym roku w Krakowie w trakcie festiwalu Conrada, kiedy  250, 300 osób przychodzi na spotkanie z autorami. Jeśli w takim wydarzeniu znajduje się moja książka, to dla mnie ma to znacznie większe znaczenie, niż fakt umieszczenia tego tytułu w płatnej reklamie w największym dzienniku w Polsce obok reklamy banku czy telefonii komórkowej (nie mówiąc o finansowej zasadności takiego ruchu). Efektywność promocji poprzez takie festiwale jest ograniczona do największych miast w Polsce, ale z drugiej strony jest to informacja zobiekywizowana, bardziej niż reklama. Dla promocji książek w Polsce najważniejszymi miejscami pozostają biblioteki oraz domy kultury, które zmagają się z problemami finansowymi i często brakiem wsparcia ze strony lokalnych władz. To o nie powinni bić się i pisarze, i wydawcy, o publiczne pieniądze na zakup książek i działalność kulturalną.

Mateusz Włodarczyk: Jak według Pani wyglądają inwestycje w polski rynek wydawniczy?

Beata Stasińska: Rynek książki w Polsce jest płytki. Ludzie reprezentujący świat biznesu uważają, że branża wydawnicza pod względem finansowym jest nieatrakcyjna i jako taka skupia „amatorów”, ludzi z pasją. Nawet jeśli mają rację, zapominają, że sami bez względu na pozycję na liście najbogatszych ludzi w Polsce Rotchildami raczej nie zostaną i nie przejdą do historii. Jak choćby Gaston Gallimard i wydawani przez niego autorzy. Nie można zatem liczyć na poważne inwestycje w polski rynek wydawniczy kogoś spoza branży. Raczej należy spodziewać się ruchów konsolidacyjnych.
I poważnych zmian struktury sprzedaży książek: od podręczników i tzw książki użytkowej po literacką.

Mateusz Włodarczyk: Jaki jest Pani stosunek do nowych technologii w branży wydawniczej. Chodzi mi tu głównie o digitalizację książek i sprzedawanie ich w formie cyfrowej, równolegle z klasyczną formą papierową?

Beata Stasińska: Uważam, iż należy szybko uczyć się korzystania z nowych technologii, być obecnym ze swoją ofertą. Wierzę w prognozy mówiące, że rozwój dystrybucji tekstów cyfrowych zwiększy czytelnictwo. Nie wydaje mi się prawdopodobne, żeby nowe technologie zabiły tradycyjną książkę. Być może jej rynek się nieco skurczy, ale większa dostępność tekstu czy w całości czy jego części tylko pomoże w decyzji o zakupie np. powieści czy albumu w tradycyjnej papierowej postaci. Myślę, że kluczem staje się szeroko rozumiana dostępność do kultury, nauki i  informacji. Od producentów i twórców będzie zależało czy i jak potrafią ją wykorzystać, by dotrzeć do odbiorcy. Forma staje się wtórna i nabiera pierwszorzędnego znaczenia w wybranych przypadkach np. krytycznej edycji dzieł ukochanego pisarza czy  ilustrowanej książki dla dziecka .

Łukasz Dymanus: Wydaje się, że rynek książki elektronicznej to będzie bardzo dobry biznes.

Beata Stasińska: Zgadzam się z Panem. Nadchodzi rewolucja. A takie sektory jak edukacja czy nauka najszybciej powinny z niej korzystać. Nowe technologie będą miały również olbrzymi wpływ na publikacje naukowe, które trzeba wydawać czy udostępniać, by nauka mogła istnieć, ale obecnie koszty takich publikacji są bardzo wysokie zarówno dla wydawcy, jak i czytelnika – przy bardzo niskiej sprzedaży. Nowe technologie jednak nie nauczą człowieka kontaktu z książką. To może uczynić dom, szkoła i programy promocji czytelnictwa.

Łukasz Dymanus: Czy planujecie jakieś zmiany w profilu działalności w najbliższym czasie?

Beata Stasińska: Obiecujemy kolejny edytorski eksperyment. Coś czego jeszcze na polskim rynku nie było. Tak jak kiedyś eksperymentem były „archipelagi”, seria ‘z miotłą”, seria kryminałów czy Nowy Kanon. Eksperymenty to nasza specjalność. I będziemy rozwijać sprzedaż praw do polskich książek. Podpisane 300 kontraktów z wydawcami zagranicznymi przekonuje, że warto było ryzykować taką działalność 10 lat temu. Potwierdza to też zainteresowanie, jakie budzą zagranicą edycje książek Jacka Dehnela, Joanny Bator, Wojciecha Jagielskiego czy polskich autorów kryminałów. Chcielibyśmy też bardziej zainteresować polską powieścią producentów filmowych, telewizyjnych i teatralnych. Sukces Rewersu pokazał, że nie ma dobrych filmów bez dobrego pomysłu literackiego.

Mateusz Włodarczyk: Jak największy wydawca prozy polskiej ocenia obecną koniunkturę w tym segmencie? Czy według Państwa kryzys gospodarczy miał pośredni lub bezpośredni wpływ na wielkość sprzedaży?

Beata Stasińska: Odnotowujemy wzrost sprzedaży, jedyny problem, jaki mamy, to ściągnięcie pieniędzy z rynku. Tak jakby kryzys był świetnym pretekstem, by nie płacić o czasie za to, co już zostało sprzedane. To nie jest objaw kryzysu, tylko stały proceder, który teraz przy nieumiejętności organizowania się polskich wydawców przybrał niebezpieczne rozmiary. Jeśli nie ma zagwarantowanych ustawą rozwiązań systemowych, pozostaje organizować się, by we własnym interesie cywilizować rynek. Tak jak to robią wydawcy zachodni.

Mateusz Włodarczyk: Czyli możemy się spodziewać w roku 2009 wzrostu obrotów w stosunku do roku 2008?

Beata Stasińska: Wzrost obrotów jest od przeszło 10 lat w W.A.B. stały. Poza zapaścią w 2005 roku, kiedy to Polacy z powodu śmierci Jana Pawła II kupili 3 miliony książek papieża i o papieżu. Często w charakterze durnostojek. My książek o papieżu w naszej ofercie nie mieliśmy.

Łukasz Dymanus: W roku 2008 przychody ze sprzedaży książek Wydawnictwa W.A.B. wyniosły 14,3mln zł. Odnotowaliście wzrost rzędu pól miliona złotych. Czy w tym roku wzrost będzie większy?

Beata Stasińska: Wzrost będzie podobny czyli stabilny. O około 15 % w stosunku do ubiegłego roku.

Mateusz Włodarczyk: Wydawnictwo W.A.B. jest liderem na rynku, jeśli chodzi o sprzedaż praw autorskich za granicę. Czy uważacie Państwo, że macie jedno z najlepszych know-how w tym zakresie?

Beata Stasińska: 
Przede wszystkim, co nie jest na rynku polskim częste, mamy know-how. To była inwestycja, która przyniosła planowane rezultaty. W przypadku sprzedaży i kupna praw autorskich podstawową umiejętnością jest sporządzenie odpowiednich umów i wieloletnie budowanie kontaktów. Doszliśmy do wniosku, że skoro zainwestowaliśmy olbrzymie środki w polską literaturę, to naturalnym procesem jest wyjście z naszą ofertą poza granice kraju. Już od lat 90-tych przekonywaliśmy polskich autorów do takiej polityki. Z dobrym skutkiem. W tej pracy najważniejszą rzeczą jest oprócz dobrej książki pomysł i notes z kontaktami. Wiedza, w jaki sposób można zaoferować dany tytuł i komu, co wymaga znajomości rynku w każdym kraju. .

Łukasz Dymanus: Ile praw sprzedaliście w tym roku? Jaka była wartość finansowa wszystkich transakcji?

Beata Stasińska: Rok się jeszcze nie skończył, a teraz jest czas składania ofert po Frankfurcie. W 2008 podpisaliśmy 50 kontraktów tylko zagranicę za łączną sumę 110 tys. euro , więc myślę, że w 2009 może być podobnie, może trochę gorzej z powodu  światowego kryzysu.
Najbardziej cieszę się ze sprzedaży praw do książek Joanny Bator i Andrzeja Barta, bo to autorzy na świecie jeszcze nie znani, a znaleźliśmy dla nich dobre domy wydawnicze w Niemczech, Rosji, Izraelu i na Węgrzech. Nadal podpisywane są kontrakty na książki Jacka Dehnela (Ukraina, Włochy, Hiszpania), Jagielskiego (Stany Zjednoczone, Niemcy) i polskie kryminały. Najciekawsze finansowo kontrakty w tym roku to dwa  zbiory rozmów Małgorzaty Domagalik i Janusza Wiśniewskiego do Rosji, co nie dziwi, bo każdy tytuł tego najbardziej znanego w Rosji polskiego pisarza sprzedaje się w licytacji, a więc zawsze lepiej.

Mateusz Włodarczyk: Co robicie by zatrzymać przy sobie autorów?

Beata Stasińska: Gdy autor chce odejść, nie ma takiego sposobu, by go zatrzymać. Nawet, gdy podejmuje nie do końca racjonalną decyzję. Nawet gdy za przyczynę podaje dług wdzięczności wobec wydawcy, z którym to długiem ciężko jest mu żyć (mieliśmy i taki przypadek).Można się ewentualnie ścigać w wysokości zaliczek, by zatrzymać autora, ale i  w tej nieracjonalności jest granica i wyznaczają ją możliwości finansowe wydawnictwa. Takie jest prawo rynku, nie tylko w Polsce. Duży wydawca podkupuje wypromowanego już autora, nawet przepłacając tytuł. Autor, zwłaszcza w Polsce po blisko 20 latach biedowania, odchodzi do tego wydawcy, który zapłaci więcej. Bywają autorzy, którzy nie chcą pracować w „fabrykach książek” i wolą mniejsze domy wydawnicze. Pozostają oni jednak w mniejszości. Bywają tacy, jest ich coraz więcej, którzy po kilkuletniej zależności, mając podpisanych 5-7 kontaktów, żałują tego kroku i zaczynają na wydawcę zarzekać. Być może po to, by pójść z pakietem tytułów do kolejnego wydawcy. Ich prawo.

Łukasz Dymanus: A jak współpracuje się W.A.B. z dystrybutorem? Z tego, co pamiętam jest nim Grupa A5

Beata Stasińska:
Jest i A5, i Azymut, i Matras czyli współpracujemy z większością dużych hurtowni w Polsce. I myślimy, jak przekonać innych wydawców do wspólnych działań na rzecz ucywilizowania relacji miedzy wydawcą, dystrybutorem i księgarzem. We wspólnym interesie, z pisarzem i czytelnikiem włącznie.

Mateusz Włodarczyk: Jak według Pani rysuje się najbliższa przyszłość branży wydawniczej?

Beata Stasińska: Moim zdaniem to, co stoi przed polskim rynkiem, to są zmiany systemowe, o które trzeba będzie walczyć również na drodze ustawodawczej. Mam na myśli cenę katalogową i pochodne do ustawy o niej rozporządzenia. A także dostępność książki powiązana z narodowym programem promocji czytelnictwa, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży. A tego nie da się zrobić bez woli politycznej. Albo będziemy tkwić w tych samych problemach przez kolejne dziesięć lat.

WirtualnyWydawca: Dziękujemy za rozmowę.

 

Kategorie: Rynek Polski, Wywiady

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.