Print On Demand szansa czy zagrożenie?

Trzy lata temu Firma BMR przy współpracy z Firmą Xerox Polska zorganizowała pierwszy,
dla polskich wydawców, pokaz maszyny do druku na żądanie. W tym czasie wydawcy
w Polsce niewiele wiedzieli o tej technice druku, pomimo faktu, że rokrocznie
wyjeżdżali na targi do Frankfurtu, gdzie takie pokazy organizowane są od kilku
lat.

Przez stoisko BMR przewinęło się wtedy ok. 200 przedstawicieli wydawnictw, zainteresowanych
nową technologią Xeroxa. Zaraz potem jeden z wydawców (Dom Wydawniczy ABC – Drukarnia
Sowa) zakupił jedną z maszyn DocuTech i zrewolucjonizował pracę w swojej firmie.
Niestety edukacja wydawców była niewystarczająca aby w ślad za tym wydawcą poszli
następni, zwłaszcza wydawcy akademiccy, dla których ta technika druku jest wybawieniem
z dotychczasowych kłopotów.

Dziwi fakt, że największy w Polsce wydawca książek naukowych PWN, jak do tej
pory nie zakupił ani jednej maszyny.

Dlaczego wydawcy w Polsce nie korzystają masowo z technologii druku na żądanie?
Na to pytanie nie jest łatwo znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Jednak po trzech
latach możemy pokusić się o pewne podsumowania:

  • Po pierwsze: negatywne nastawienie do własnej poligrafii. Od 1990 roku wydawcy
    w Polsce skutecznie wyleczyli się z inwestowania w poligrafię. Te wydawnictwa,
    które posiadały własną „małą poligrafię” zrozumiały, że własna poligrafia jest
    o wiele droższa od usług zlecanych na zewnątrz. Pokutuje również pogląd (zresztą
    słuszny), że wydawca powinien się zajmować wydawaniem książek, drukowanie pozostawiając
    drukarniom. Różnorodność produkcji wymagała coraz to nowszych maszyn, a żaden
    wydawca nie mógł zapewnić pełnego obłożenia produkcją własnego parku maszynowego.
    To doprowadziło do sytuacji, ze wydawcy przestali inwestować w poligrafię.
  • Po drugie: opieszałość drukarni. Drukarnie aby konkurować z drukarniami za granicą
    oraz zapewnić wysoką jakość usług, zainwestowali w bardzo drogie maszyny offsetowe,
    zwłaszcza te do druku kolorowego. Większość parku maszynowego została zakupiona
    na raty lub w leasing. Obecnie spłacając raty zadłużenia, nie mają kapitału na
    zakup nowej technologii. Wśród drukarni istnieje powszechna obawa przed drukiem
    na żądanie. Drukarze obawiają się, że druk cyfrowy wyeliminuje offset, doprowadzając
    do spadku zamówień na druk tradycyjnymi metodami, a wtedy nie będzie możliwości
    spłaty rat leasingowych za zakupione wcześniej maszyny offsetowe.
  • Po trzecie: brak wyobraźni ekonomicznej wydawców. Wydawcy nie potrafią liczyć.
    Zazwyczaj bezpośrednio porównują cenę jednostkową druku książki na offsecie z
    drukiem cyfrowym. Nie biorą pod uwagę kosztów, które nie występują przy technologii
    druku na żądanie, takich jak; koszt pieniądza w czasie, kosztów magazynowania,
    kosztów niesprzedawalnych zapasów oraz kosztów logistycznych. Tutaj edukacja następuje
    bardzo opornie, jednak można zauważyć już pewne rezultaty, zwłaszcza wśród wydawców
    komercyjnych, wydających ambitną literaturę niskonakładową. Konsultanci BMR oraz
    Redakcja „Wirtualnego Wydawcy” prowadzą na szeroką skalę edukację w tej dziedzinie.
  • Po czwarte: system dotacyjny. Należy edukować takie instytucje jak; fundacje,
    wszelkiego rodzaju ministerstwa kultury itp. Od lat istnieje w Polsce system dotowania
    książek oparty na kosztach produkcji. Wydawca korzystający z dotacji, musi rozliczyć
    się z produkcji, przedstawiając fakturę z drukarni na taki nakład książki, jaki
    został przedstawiony we wniosku o dotację. Od lat pracujemy z różnego rodzaju
    fundacjami z całego świata i próbujemy pokazać ten błąd w systemie dotowania.
    Wiele nowocześnie zarządzanych fundacji już to zauważyła i zmienia swoje nastawienie
    do technologii druku na żądanie.
  • Po piąte: układy autor – redaktor. Większość autorów wywiera nacisk na redakcję
    w wydawnictwach, aby ci nie zlecali druku w technologii POD. Autorzy obawiają
    się „nagiej prawdy” o własnych publikacjach, czyli sytuacji w której ich książka
    może być wydrukowana tylko w kilku egzemplarzach. To wstyd i upokorzenie dla większości
    autorów, zwłaszcza tych współpracujących w wydawnictwami akademickimi. Dla autorów
    lepiej aby wydawca wydrukował od razu 1000 egz., które później latami zalegają
    w magazynach. Zawsze wtedy można powiedzieć, że to nie książka była zła tylko
    wydawca nie potrafi promować i sprzedawać. Na wszystkich kursach organizowanych
    przez BMR zachęcamy redaktorów, aby nie ulegali presji autorów i drukowali w takiej
    technice, która jest dla nich najbardziej opłacalna.

Rynek książki w Polsce nie jest jeszcze w pełni przygotowany do przyjęcia, druku
na żądanie na wielką skalę. Jednak należy wierzyć w mądrość wydawców, którzy w
porównaniu do innych krajów dawnego bloku wschodniego, nieźle dają sobie radę
w konfrontacji z zachodem. Należy pamiętać, że 80% książek publikowanych w Polsce
mają nakłady poniżej 2000 egz. Ten ogromny rynek stoi otworem przed producentami
maszyn cyfrowych.

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.