Dialog z podłożem. Wywiad z Matylda Tracewską, ilustratorką książki „Klara i Luna. Śladami Orfeusza” Katarzyny Marciniak
Przegląd
- Typ: Wywiady
- Marka: Zielona Sowa
Wszystkie ilustracje do książki zostały wykonane ręcznie. Jaką techniką powstawały i w jaki sposób szukała Pani wizualnego języka dla tej pełnej emocji, mitologicznej opowieści?
Na co dzień tworzę prace na styku malarstwa i obiektu. Maluję na kamieniach pejzażowych, tynkach mineralnych, muszlach, zajmuję się także mozaiką. Pozwala mi to nawiązać dialog z podłożem, które nie jest białe, lecz zawiera już w sobie pewne informacje wizualne, na przykład żyłkowania czy przebarwienia, z których mogę wydobyć nowe światy czy historie, za pomocą delikatnych interwencji malarskich.
Przystępując do pracy nad ilustracjami, po kilku próbach zdecydowałam się porzucić moją dotychczasową praktykę na rzecz pracy na papierze. Postanowiłam przenieść na białe lub beżowe arkusze moje dotychczasowe doświadczenia artystyczne i niejako zaadaptować je na potrzeby działań i procesów, które są mi już znane, oswojone i ulubione. Zaczynając od podłoża: każda kartka została starannie wyselekcjonowana, eksperymentowałam z papierem akwarelowym o różnej ziarnistości, a także z różnymi odmianami papieru washi, który przywiozłam z podróży do Japonii kilka lat temu, lecz który do tej pory wydawał mi się zbyt piękny i drogocenny, by z niego korzystać. Drugim etapem było wykonanie tła, które przeobraziłoby pustą, anonimową kartkę, w podłoże, które „mówi”. Użyłam granulujących farb akwarelowych, kolorowych japońskich tuszów sumi oraz gwaszy. Sięgnęłam do techniki marmoryzacji papieru, zarówno tej tradycyjnej, którą znamy z opraw starych książek, jak i jej japońskiej odpowiedniczki, suminagashi. Papiery barwione przeze mnie tymi technikami znajdziecie w wielu ilustracjach w tej książce. Odtworzenie na papierze faktury kamienia, jego nieregularnych struktur i warstw, pozwoliły mi nawiązać do antyku grecko-rzymskiego – bo przecież antyk, bardziej niż jakąkolwiek inną epokę, kojarzymy z marmurami.
Prace w kolorze uzupełniłam rysunkami ołówkiem. Bardzo lubię tę technikę, która pozwala na oddanie wielu emocji za pomocą bardzo prostych środków. Ołówek jest narzędziem „cichym” i delikatnym, sprzyjającym kontemplacji i skupieniu.
Na koniec parę słów o mozaice – bardzo się cieszę, że udało się ją przemycić do książki! Dekoracyjne tło mozaikowe, umieszczone na końcu książki, w słowniczku, zostało ręcznie odrysowane z fotograficznych reprodukcji rzymskich mozaik z V wieku, znajdujących się na terenie dzisiejszej Turcji. Konserwatorska metoda, której użyłam, zwana po włosku reticolo, polega na zastosowaniu cienkiego przezroczystego papieru i skrupulatnym przekalkowywaniu, kamyczek po kamyczku, wszystkich elementów mozaiki. Reticolo oryginalnie służy do wykonywania kopii mozaik i uzupełniania jej brakujących elementów, ale przy okazji, samo w sobie, może też stać się ciekawym rysunkiem.
Kim jest pies, który stał się pierwowzorem Luny? Czy za jej wizerunkiem i relacją z Klarą kryje się prawdziwa historia albo bliski Pani psi przyjaciel?
Luna z ilustracji to…moja suczka Luna! Z tą inspiracją i wyborem pierwowzoru Luny wiąże się szczególna historia. Kiedy dokładnie w zeszłym roku Autorka powieści po raz pierwszy odezwała się do mnie z propozycją stworzenia ilustracji do jej książki, moja Luna była bardzo ciężko chora. Leżała w szpitalu od wielu dni, jej stan był ciężki. Byłam wtedy pewna, że ją stracę i próbowałam się oswoić z tą myślą, ale było mi bardzo ciężko. Każdy, kto przeżył coś podobnego, wie, jakie to uczucie… Ostatecznie moja Luna przeżyła i teraz ma się dobrze! To jednak psia seniorka, więc mam świadomość, że moment naszego rozstania nieuchronnie nadejdzie, być może nawet już całkiem niedługo. Wyobrażając sobie książkową Lunę od początku było dla mnie jasne, że zbieżność psich imion nie może być do końca przypadkowa. Decyzja o namalowaniu mojej uroczej, rezolutnej maltanki, w pewnym sensie podjęła się więc sama. Umieszczenie Luny w tej książce stało się dla mnie pretekstem do zapisu dramatycznych chwil, które przeżyłyśmy razem w zeszłym roku, a zarazem szansą na zachowanie jej obrazu na zawsze, tak, by żyła nieśmiertelna na kartach powieści, kiedy przyjdzie moment rozstania, i któregoś dnia opuści mnie i odejdzie na Pola Elizejskie.
O ILUSTRATORCE
Matylda Tracewska
Absolwentka Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zafascynowana mozaiką, kontynuowała studia na Wydziale Mozaiki Accademia di Belle Arti w Rawennie. Za wystawę dyplomową we Włoszech otrzymała nagrodę specjalną czasopisma „Solo Mosaico” w postaci rezydencji artystycznej w Sankt Petersburgu. Po jej zakończeniu wyjechała do Omanu, gdzie wykonywała wielkoformatowe realizacje z serii Drzewo Życia dla meczetu Al-Ameen w Muskacie. Od 2017 roku pracuje na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, początkowo w Pracowni Technologii i Technik Malarstwa Ściennego na Wydziale Malarstwa, obecnie w Pracowni Rysunku dla I roku. Związana ze środowiskiem artystycznym Rawenny, brała udział w wielu międzynarodowych wystawach, we Włoszech, Francji, w Japonii, Rosji, Wielkiej Brytanii, Turcji i innych krajach. Jest laureatką międzynarodowej nagrody GAEM Young Artists and Mosaics. Tworzy malarskie obiekty na podłożach mineralnych, maluje na kamieniach pejzażowych i muszlach. Prowadzi autorskie międzynarodowe warsztaty, na których uczy swojej metody twórczej. Wielbicielka kultury śródziemnomorskiej, miłośniczka zwierząt, opiekunka dwóch uroczych suczek. Jedna z nich, Luna (zbieżność imion przypadkowa, choć nie możemy być tego pewni!) była inspiracją do stworzenia ilustracji w tej książce.







