,,To ludzie tworzą dom, jego atmosferę i sprawiają, że chcemy do niego wracać albo wręcz przeciwnie, że chcemy od niego uciec.” – Mówi Beata Agopsowicz

Przegląd

12 października ukaże się nakładem Wydawnictwa Szara Godzina powieść autorki ,,Dom pełen marzeń”.

Jesienią zeszłego roku ukazała się Pani powieść ,,Dom babci”. Czy zakładała Pani wówczas, że ponownie zabierze czytelników do Rachowic?

Nie myślałam wtedy o kontynuacji. Historia „Domu babci” wydawała mi się zamknięta. To czytelnicy zaczęli dopytywać, co dalej u bohaterów, i pisać, że chętnie poznaliby ich dalsze losy. Ich zainteresowanie sprawiło, że sama zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście nie warto jeszcze raz zajrzeć do Rachowic.

Lena i Paweł z ,,Domu babci” pojawiają się na stronach ,,Domu pełnego marzeń”, ale raczej w roli epizodycznej. Główną bohaterką jest Magda…

To prawda. Dzięki temu „Dom pełen marzeń” jest samodzielną opowieścią i można go przeczytać niezależnie od „Domu babci”. Jednocześnie czytelnicy, którzy znają pierwszą książkę, znajdą tu Lenę i Pawła i dowiedzą się, co u nich słychać. Chciałam zostawić ten łącznik z Rachowicami, ale jednocześnie dać nowej historii własnych bohaterów. Tym razem główną bohaterką jest Magda.

Czy osoba Magdy to pretekst do opowieści o trujących relacjach, które mogą łączyć rodziców i dorosłe dzieci?

Tak, choć nie powiedziałabym, że tylko do tego. Historia Magdy jest pretekstem do pokazania trudnych, czasem toksycznych relacji między rodzicami a dorosłymi dziećmi. Czasem przez lata tkwimy w schematach, które znamy od dzieciństwa, i nawet nie zauważamy, że są dla nas krzywdzące. Trudno je zobaczyć, kiedy od zawsze wydawały nam się czymś normalnym. Magda musi zmierzyć się właśnie z tym i zastanowić się, czego tak naprawdę chce od życia i czy ma odwagę postawić granice.

Ktoś, kto nie był nigdy uwikłany w toksyczną relację, może powiedzieć, że to problem wymyślony. Trzeba po prostu stawiać granice…

Myślę, że trudno to zrozumieć komuś, kto nigdy nie doświadczył takiej relacji. Z boku łatwo powiedzieć: „trzeba po prostu postawić granicę” albo się odsunąć. W rzeczywistości nie zawsze jest to takie proste, szczególnie jeśli chodzi o relację z rodzicem. To często osoba, od której od dziecka uczymy się, czym jest bliskość, miłość i poczucie własnej wartości. Dlatego potrzeba czasem wielu lat, żeby w ogóle zobaczyć, że coś w tej relacji jest nie w porządku, a jeszcze więcej odwagi, żeby spróbować to zmienić.

Bohaterka książki czuje, że musi poluzować rodzinne więzi i odpowiada na ogłoszenie o sprzedaży lub wynajmie domu w Rachowicach…

Tak, Magda dochodzi do takiego momentu w życiu, kiedy czuje, że potrzebuje się zdystansować od rodziny i trochę poukładać swoje życie na nowo. Nie jest to dla niej łatwa decyzja, ale zaczyna rozumieć, że musi zrobić coś dla siebie. Odpowiada więc na ogłoszenie dotyczące domu w Rachowicach. I właśnie tak trafia w miejsce, które znają już czytelnicy „Domu babci”.

Przez długi czas nie potrafi uwolnić się od poczucia winy. Czy to właśnie ono jest najtrudniejszym przeciwnikiem osób, które próbują zawalczyć o własne życie?

Tak, poczucie winy potrafi być jednym z najtrudniejszych przeciwników. Zwłaszcza jeśli przez lata było w nas budowane, a później nadal jest podsycane przez rodziców. Wtedy nawet decyzja, że chcemy zawalczyć o własne życie, może wydawać się czymś złym albo egoistycznym. Trudno uwierzyć, że mamy prawo myśleć o sobie i własnych potrzebach, jeśli przez całe życie słyszeliśmy coś zupełnie innego.

Mimo to jest zachwycona Rachowicami. Ludzie, których spotyka po raz pierwszy w życiu wydają się jej bliscy…

Tak, myślę, że ciepła i bliskości doświadczyła również w swoim domu, ale brakowało w tym wolności. W Rachowicach odkrywa coś nowego: relacje, w których nie ma przymusu, kontroli ani poczucia, że trzeba się komuś podporządkować. Spotyka ludzi, których dopiero poznaje, a mimo to czuje się przy nich swobodnie i bezpiecznie. I chyba właśnie ta wolność w relacjach robi na niej największe wrażenie.

Mówi się, że rodziny się nie wybiera… Może jednak tak?

To nie jest dla mnie takie proste. Rodziny rzeczywiście nie wybieramy, ale jako dorośli możemy decydować, jakie relacje chcemy z nią mieć. Czasem potrzebne jest odsunięcie się, czasem ograniczenie kontaktu, a czasem nawet zerwanie więzi. Nie zawsze jest to jednak komfortowa czy łatwa decyzja. Nawet jeśli relacja z rodzicami jest trudna, pozostają emocje, wspólne wspomnienia i poczucie winy. Myślę, że ważne jest, żeby mieć prawo wybrać dla siebie taką formę kontaktu, w której czujemy się bezpiecznie. Tylko że świadomość tego, że mamy takie prawo, nie oznacza jeszcze, że potrafimy z niego skorzystać. Zwłaszcza kiedy przez lata byliśmy przyzwyczajeni do tego, że potrzeby rodziny stawiamy przed własnymi. To naprawdę nie jest łatwe.

,,Czasem po prostu trzeba przestać się bać.” – Myśli Magda. Brzmi jak życiowe motto…

Tak. Często nie boimy się samej decyzji, tylko tego, co będzie później. Szczególnie kiedy wiemy, że rodzice tej decyzji nie zaakceptują. Powiedzenie im o swoich planach czy wyborach może być bardzo trudne, zwłaszcza jeśli przez lata byliśmy przyzwyczajeni do tego, że ich zdanie jest najważniejsze. Magda też musi się z tym zmierzyć. Nie można przecież po prostu powiedzieć sobie: „Od dziś się nie boję”. Lęk nie znika na zawołanie. Czasem trzeba nauczyć się działać mimo niego i zrobić krok w stronę własnego życia.

Uderzyła mnie jeszcze jedna wypowiedź, tym razem Leny: ,,To ty podejmujesz decyzję. Zawsze. Nikt tego nie zrobi za ciebie. Ktoś może wyrażać własne zdanie. Twój tata, rodzice, Łukasz czy ja, ale odpowiedzialność leży po twojej stronie.”

Myślę, że to bardzo ważne słowa dla Magdy. Do tej pory w dużej mierze żyła według oczekiwań innych, przede wszystkim swoich rodziców. Zanim więc będzie mogła naprawdę zdecydować o swoim życiu, musi najpierw odkryć, czego sama chce. A później wziąć za te decyzje odpowiedzialność. To też jest trudne, bo łatwiej czasem pozwolić, żeby ktoś zdecydował za nas, a potem mieć do kogoś pretensje. Magda musi się nauczyć, że jej życie należy do niej.

Pani Wanda jest jedną z tych bohaterek, które od pierwszych stron budzą sympatię. Czy wierzy Pani, że czasem jedna życzliwa osoba potrafi odmienić czyjeś życie?

Myślę, że wsparcie jednej życzliwej osoby może naprawdę dużo zmienić. Zwłaszcza wtedy, kiedy sami nie mamy już siły albo odwagi, żeby zrobić jakiś krok. Czasem wystarczy, że ktoś nas wysłucha, nie oceni i pokaże, że nasze odczucia są ważne. Nie musi od razu odmieniać całego naszego życia. Czasem po prostu daje nam siłę, żebyśmy sami zaczęli je zmieniać.

Ważnym bohaterem tej powieści jest również Łukasz. Wrócił po latach do rodzinnego domu po tym, jak zawaliło mu się życie…

Tak, Łukasz wraca do domu trochę jak do bezpiecznego portu. Wie, że mama go nie skrytykuje ani nie oceni. Przyjmie go takim, jaki jest, nawet jeśli nie wszystko w jego życiu potoczyło się tak, jak sobie wyobrażał. Myślę, że czasem właśnie takiego miejsca i takiej osoby potrzebujemy najbardziej, kiedy coś nam się w życiu zawali.

Z Łukaszem związany jest jeszcze jeden wątek – więzi rodzinnych, które niszczy odległość i milczenie, prawda?

Tak. Jego ojciec wyjeżdża do pracy i Łukasz właściwie dorasta bez niego. Taka nieobecność zostawia ślad, nawet jeśli z czasem próbujemy ją sobie jakoś wytłumaczyć. Łukasz jako dorosły mężczyzna wciąż musi zmierzyć się z tym, czego zabrakło mu w dzieciństwie, i uporać się ze swoimi ranami.

Dom w powieści jest czymś więcej niż budynkiem. Dom to ludzie?

Zdecydowanie tak. To ludzie tworzą dom, jego atmosferę i sprawiają, że chcemy do niego wracać albo wręcz przeciwnie, że chcemy od niego uciec. Możemy wracać do niego z radością i poczuciem bezpieczeństwa, ale możemy też przekraczać jego próg ze ściśniętym gardłem, pełni obaw, a wychodzić z ulgą. Tak właśnie jest w przypadku Magdy i jej rodzinnego domu. Dlatego dom w tej powieści jest dla mnie przede wszystkim symbolem relacji i emocji, które ze sobą niesiemy.

Święta w „Domu pełnym marzeń” nie są wyłącznie dekoracją. Czy wierzy Pani, że Boże Narodzenie naprawdę sprzyja pojednaniu i nowym początkom?

Myślę, że święta mogą sprzyjać pojednaniu i nowym początkom, ale na pewno nie rozwiązują wszystkich problemów. W przypadku Magdy nie dochodzi do naprawienia relacji z rodzicami, bo żeby to było możliwe, oni również musieliby zobaczyć, że z ich strony coś było nie w porządku. A tego nie potrafią zrobić. Magda może natomiast zdecydować, jak chce żyć dalej i jakie relacje chce budować. Dlatego święta w tej historii są dla niej przede wszystkim krokiem w stronę własnego życia. I może właśnie na tym polega ich siła. Nie zawsze przynoszą wielkie pojednania i rozwiązują wszystkie problemy. Czasem dają nam po prostu odwagę, żeby zacząć coś od nowa i uwierzyć, że przed nami może być dobre życie. I tego właśnie życzyłabym Czytelnikom na najbliższe Święta Bożego Narodzenia.

Rozmawiała

Magda Kaczyńska

Kategorie: Wywiady