Zgrzeszyłbym, gdybym na coś narzekał – Kazimierz Leki o sobie

Życiorys:
55 lat, wykształcenie wyższe (wydział zarządzania UW).
W branży księgarskiej od 10 lat. Wcześniej urzędnik państwowy – starszy oficer Sztabu Generalnego, obecnie emerytowany pułkownik. Dwoje dorosłych dzieci, wnuczka.

 

WW: Dlaczego zrezygnował Pan z pracy w Armii?

KL: Byłem zatrudniony w Sztabie Generalnym w dziale logistyki. Pod koniec lat 80-tych zdecydowałem, że nie mam tam już nic do roboty. Zaczął się okres przypadkowych, doraźnych działań. Bez przekonania robiłem to co musiałem robić. W pewnym momencie postanowiłem z tym skończyć, mieć możliwość samemu decydować o swoim życiu. Odszedłem na własne, dwukrotne żądanie. Wystąpiłem z wojska w stopniu pułkownika.

WW: Jak to się stało, że z wojskowego stał się Pan nagle księgarzem?

KL: Przypadek sprawił, że po rozwiązaniu umowy o pracę z Ministerstwem Obrony Narodowej zająłem się prowadzeniem księgarni. Hurtownia książek poszukiwała kogoś, kto by otworzył, uruchomił i poprowadził księgarnię. Na pierwszym miejscu liczyła się znajomość spraw organizacyjnych, a na drugim znajomość branży. Mając doświadczenie w zarządzaniu, poparte studiami cywilnymi i wojskowymi, byłem odpowiednim kandydatem. Kierowałem tą księgarnią dwa lata. Poznałem wszystkich wydawców, hurtowników, rynek. Zostawiłem tam trochę życia i zdrowia, ale bardzo wciągnąłem się w tą tematykę, można powiedzieć, że skończyłem tam kolejną akademię. W pewnym momencie poczułem, że nie najlepiej się dzieje między wspólnikami. Była to okazja ku temu, aby podziękować za prace i otworzyć własną księgarnię. Od początku wiedziałem, że musi to być księgarnia wyspecjalizowana. Okoliczności mi sprzyjały, znalazłem lokal przy ul. Grójeckiej. W przeciągu dwóch lat powstała tam bardzo znana warszawska księgarnia. Potem powstawały kolejne filie. Nazywam je filiami, chociaż niektóre są prawie samodzielnymi księgarniami. I nie jest to moje ostatnie słowo. Prowadzę rozmowy w sprawie otwarcia kolejnych filii, najprawdopodobniej w tym roku otworzę dwie. Poważne rozmowy na ten temat trwają już z WSPiZ im. Leona Koźmińskiego. Byłby to sukces, bo przymierzałem się do tej szkoły wcześniej. Tam już jest jedna księgarnia, ale myślę, że jak będą dwie to konkurencja dobrze zrobi studentom, szkole i mnie.

Podsumowując ostatnie dziesięć lat to muszę powiedzieć, że miałem wielkie szczęście – księgarnia o takim profilu to strzał w dziesiątkę. Udało się, ale nie jest to zbieg okoliczności. Sukces księgarni jest poparty dużym wysiłkiem i pracą, umiejętnością dostosowania się do warunków zewnętrznych. 40% naszych odbiorców to osoby indywidualne, a 60% to firmy, instytucje, biblioteki.
WW: Jaki wpływ na powodzenie ma lokalizacja Pańskich księgarń?
KL: Najważniejsze to być jak najbliżej klienta. Nie można mu pozwolić „szwendać” się gdzieś po mieście. Weźmy takiego studenta. Wychodzi z wykładu z „gorącą głową”, temat jest trudny, może dodatkowo nie uważał na zajęciach i ma zaleconą przez profesora literaturę. Jeszcze nie zdąży pomyśleć czy mu to na pewno będzie potrzebne, a już nadziewa się na naszą księgarnię i na tzw. wszelki wypadek kupuję książkę. Większość studentów tak właśnie robi. Jeżeli chodzi o profesorów, naukowców, to przy tak wielu zajęciach na różnych uczelniach nie mają czasu na chodzenie po księgarniach. Nie wiedzą co się dzieje na rynku wydawniczym, nawet w ich „działce”. Gdy jednak mają „okienka” między zajęciami to wiedzą, że mogą odwiedzić naszą księgarnię, gdzie udostępniamy im środek sklepu tak, aby mogli sobie swobodnie „buszować” po zbiorach. Czują się tu swobodnie, są rozpoznawani przez personel. Czasami znajdują książkę, o istnieniu której nie wiedzieli i zalecają ją swoim studentom. Książka ni stąd ni zowąd, staje się podręcznikiem i zamiast sprzedawać się sporadycznie, sprzedaje się hurtem. Tego typu przyczajenie się przy bezpośrednim odbiorcy to najkrótsza droga do sukcesu. I tak mniej więcej funkcjonują wszystkie moje księgarnie. Księgarnia Zarządzania mieści się przy Wydziale Zarządzania przy ul. Sztormowej, Księgarnia Studencka mieści się w Wyższej Szkole Marketingu i Zarządzania, Księgarnia Naukowa w Wyższej Szkole Ekonomiczno-Informatycznej, Księgarnia Techniczna przy Wojskowej Akademii Technicznej. Ta ostatnia ma mocno wyspecjalizowany kierunek BHP. Nie ma w Polsce drugiej księgarni, która miałaby taki zakres literatury z BHP.
WW: Co oznacza bycie księgarzem w dzisiejszych czasach?
K.L : Bycie dobrym księgarzem to przede wszystkim bycie dobrym zarządzającym. Właściciel księgarni czasami może nie mieć pełnego rozeznania w tytułach, czy cenach książek, które mieszczą się w jego księgarniach, ale musi posiadać umiejętność dostosowania się do potrzeb rynku, do kierowania przedsięwzięciem, do natychmiastowej reakcji. Dzisiejszy księgarz nie przypomina już dawnego mola książkowego, który na temat każdego z tytułów wiedział wszystko. Dzisiaj musi patrzeć głównie na efekt ekonomiczny swoich placówek.
WW: Czy odczuwa Pan recesję na rynku?
KL: Musiałem tylko zwiększyć środki finansowe na reklamę księgarń i dokonać kilka zmian organizacyjno- dostosowawczych. Wiem jednak, że jeżeli mam nadal zwiększać z roku na rok obroty (w 2001r. o 16%,), to będzie to kosztem zwiększonego wysiłku. Ale recesji nie odczuwam. Potrafię odłożyć jeszcze środki na inwestowanie – jak już wspominałem niedługo otworzę kolejną księgarnię.
WW: Jaką dałby Pan receptę na recesję kolegom z branży?
KL: Nie chciałbym nikogo pouczać, bo po pierwsze nie zasługuję, żeby pouczać starszych, czy bardziej doświadczonych, a po drugie, jest to moja konkurencja. Rady wolałbym zostawić dla siebie. Mogę jedynie powiedzieć, że po pierwsze gruntowna, rzetelna praca (do pracy przychodzę o 7 a wychodzę o 20), a po drugie trzeba zachować dawkę optymizmu.
WW: Aż się boję zadać kolejne pytanie: na co Pan narzeka?
KL: Zgrzeszyłbym, gdybym na coś narzekał. Jestem w dobrej sytuacji, bo czuję jakbym rozwój sytuacji na rynku księgarskim przewidział. Księgarnia zaczynała tak jak wszystkie księgarnie, a teraz różni się tym, że w ogóle nie bierzemy książek na WZ, w komis. Tylko faktury. Jeżeli jest to Warszawa, ktoś bezpośrednio przywozi towar to natychmiast płacę gotówką. Jeżeli jest to dostawa spoza Warszawy, to jest to natychmiastowy przelew. Wszystkie pozycje, które się znajdują obecnie w księgarniach są zapłacone (może oprócz periodyków, bo gazety rozlicza się inaczej). I właśnie pod tym względem jestem dobry. Najwięcej jest pracy nad takim utrzymaniem księgarni, aby nikt mi nie robił łaski, że daje mi książkę do wystawienia – ja ją po prostu kupuję. Sprzedając tak książki liczę na preferencyjne warunki: szybką realizację zamówienia, w pierwszej kolejności informację o nowościach.
WW: Z czego jest Pan dumny?
KL: Zawsze byłem skromny. Nie powiem, że jestem dumny bo duma to sprawa niebezpieczna. To co daje mi satysfakcję i radość życia to księgarnia, jej funkcjonowanie, pozycja na rynku, dobre opinie na jej temat. Jestem szczęśliwy, bo mam rodzinę, udaną wnuczkę, mogę sobie pozwolić na wakacyjny wyjazd.
WW: Gdzie lubi Pan spędzać wakacje?
KL: Uwielbiam podróże do ciepłych krajów. Zwiedziłem Egipt, Turcję, Tunezję, Izrael. Teraz sytuacja w tych krajach nie jest bezpieczna, skomplikowała się i nie wiem gdzie spędzę najbliższe wakacje, może jakaś wycieczka statkiem? Od kilku lat nie mam wakacji dłuższych niż dwa tygodnie. Ale całkowicie mi to wystarcza.
WW: Co jeszcze robi Pan w wolnych chwilach?
KL: Uwielbiam jazdę samochodem. Za kółkiem odpoczywam. W sobotę popołudniu zabieram samochód i wyjeżdżam.
WW: Czy jest Pan dobrym kierowcą?
KL: W moim mniemaniu jestem sprawnym kierowcą. Jakbym był dobrym bo może bym jeździł w rajdach, czego unikam.
WW: Czy płaci Pan wysokie mandaty?
KL: Tylko raz zapłaciłem mandat. Przekroczyłem dozwoloną prędkość i policjant chciał zakończyć na pouczeniu, bo to było moje pierwsze wykroczenie drogowe. Sam poprosiłem o wymierzenie mandatu ku własnej przestrodze na przyszłość.
WW: Pana wymarzony samochód?
KL: Nie mam. Najważniejsze, żeby się nie psuł, był silny i niezawodny. Aktualnie mam Nissana Primera i nie myślę o zamianie.
 
Kategorie: Wywiady

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.