Zasada Pareto wg Kuby Frołowa

Motto 1:
Wydawca katolicki to taka firma, której oferta świadomie odwołuje się do nauk Kościoła Katolickiego, traktuje o jego najwybitniejszych przedstawicielach, słynnych miejscach kultu, jak również pełni rolę czysto „praktyczną” (śpiewniki, książeczki do nabożeństwa itp.) 
Jakub Frołow „Raport o książce katolickiej” BA 2001

Motto 2:
Wydawca katolicki to taka firma, w której przynajmniej Redaktor Naczelny jest katolikiem i regularnie uczęszcza do kościoła, dzięki czemu oferta tego wydawnictwa nigdy nie powinna być sprzeczna z nauką Kościoła Katolickiego 
Jacek Włodarczyk „Wydawnicze prawa Murphy’ego”

W porównaniu do „Raportu o książce katolickiej” Biblioteka Analiz 2001 (140 stron), Jakub Frołow w swojej najnowszej publikacji zrezygnował z opisu działalności Stowarzyszenia Wydawców Katolickich wraz z opisem targów i Statutu Stowarzyszenia. Zrezygnował też z dalszych uszczegółowień definicji co to jest „książka katolicka”, a szkoda bo rozważania na temat tej definicji należą do moich ulubionych lektur. Zmniejszając dodatkowo czcionkę (co przy technologii druku cyfrowego nie jest oszczędnością bez znaczenia) uzyskał zawrotny efekt 47 stron, z czego 20 stron zajmują analizy rynku a 27 stron zajmuje baza z nazwami, adresami i telefonami wydawców. Szkoda, że bez numerów stoisk, wtedy ks. Marek nie musiałby już wydawać katalogu targowego.

Różnica pomiędzy „Raportem o książce katolickiej” a „Wydawnictwami Katolickimi w Polsce 2003” jest, jak sam autor wskazuje, ogromna J . W pierwszym raporcie, niezgodnie z tytułem, autor skutecznie pomijał informacje o książce katolickiej. W drugim raporcie wręcz odwrotnie. Zamiast, jak sugeruje tytuł, skupić się na wydawnictwach, Kuba Frołow stara się pisać jak najwięcej o książce katolickiej, wykorzystując do analiz słynną zasadę Pareto mówiącą, że za 80% skutków odpowiada 20% przyczyn. Niestety zgodnie z tą zasadą za 80% błędnych wyników w raportach odpowiedzialnych jest 20% błędnych założeń. Błędy metodologiczne w założeniach nazywane są często „zawirusowaniem” danych („wirus” ten rozszerza się nawet na te dane, które są prawdziwe).

Pierwsze problemy pojawiają się w książce mniej więcej na 11 stronie, gdzie autor stara się oszacować wartość sprzedaży książek katolickich. „Wirus” pojawia się w momencie, gdy Kuba Frołow zdecydował, który wydawca jest wydawcą katolickim, a który nim nie jest. Samo decyzja o przyznaniu „katolickości” jakiemuś wydawcy świeckiemu nie jest jeszcze wielkim problemem. Problem pojawia się wtedy, kiedy ta arbitralna decyzja leży u podstaw dalszych obliczeń. W zestawieniu Frołowa wśród 20% wydawców katolickich generujących 80% obrotów na książkach katolickich jest Społeczny Instytut Wydawniczy Znak (24,5 mln obrotu w 2002 roku) oraz Oficyna Wydawniczo-Poligraficzna Adam (9,5 mln). Obie te szacowne oficyny niewątpliwie wydają książki o tematyce religijnej (lub jak kto woli katolickiej). Jednak publikacje te nie generują całego obrotu w tych wydawnictwach.

W ten sposób pod znakiem zapytania leży następne założenie w analizowanym opracowaniu. Np. wg Kuby Frołowa Adam jest na trzecim miejscu w rankingu wydawców katolickich pod względem wydanych tytułów w 2002 roku z 212 tytułami w ofercie. Adam zawsze mi się kojarzył raczej z wydawnictwem z sektora edukacyjnego, dlatego sprawdziłem na stronie internetowej ile ma tytułów z sektora książki religijnej. Okazało się, że tylko 33 (czyli ok. 15% całej oferty tytułowej) i raczej nie wygląda na to aby te 15% generowało znaczną część z 80% obrotów tego wydawnictwa. W Znaku te proporcje są znacznie lepsze, ale naiwnością byłoby twierdzenie, że 80% obrotów w Znaku generuje książka katolicka. Wynikające z tych założeń szacowane przez autora opracowania obroty na rynku książki katolickiej (str. 13) na 152 mln są tak samo prawdziwe jak Łukasza Gołębiewskiego, który twierdzi, że w 2001 roku obroty te wynosiły 80 mln. Kuba Frołow twierdzi, że dane Gołębiewskiego są „dalekie od rzeczywistości” o czym ma świadczyć fakt, że „rzeczone 80 mln zł osiągnęło (a nawet przekroczyło) w ubiegłym roku sześć pierwszych wydawnictw” z zestawienia Frołowa. Po pierwsze, nie znamy metodologii badań Gołębiewskiego i nie wiemy skąd wziął te 80 mln. Po drugie, nie można porównywać obrotów z 2001 roku z obrotami z 2002 roku. Może w 2002 roku wydawcy katoliccy lepiej pracowali i mieli dwukrotny wzrost obrotów J . Jednak optymistyczne stwierdzenie Kuby na stronie 14 jego opracowania, że „dwukrotnie wyższy udział w sprzedaży” (7,6% całości obrotów na rynku książki) „wygląda znacznie lepiej” niż 3,8% u Łukasza Gołębiewskiego, pokazuje, że należy popierać pozytywne myślenie.

Niestety pozytywne myślenie kończy się u Kuby przy próbie określenia przeciętnego nakładu książki katolickiej. W opracowaniu Kuby średni nakład 3940 egz. znacznie odbiega od 6560 egz. Łukasza. U podstaw obliczeń Kuby znowu leży błędne założenie, że wydawcy wydali w 2002 roku 2490 książek katolickich. Gdyby Kuba przynajmniej poszedł do księgarni i policzył wszystkie tytuły, mielibyśmy jedną pewną daną. Ale autor opracowania konsekwentnie liczy w zestawieniu wszystkie 133 tytuły Znaku i wszystkie 212 tytułów Adama. Nie liczy za to tytułów wydanych przez inne wydawnictwa których nie zaliczył do katolickich i nie wykazał w swoim zestawieniu. Zdumieniem napawa fakt, że kilka z tych tytułów pojawia się w opracowaniu Kuby w dziale bestsellery. Na 7 bestsellerowych tytułów aż 3 to tytuły wydane przez wydawców spoza listy Frołowa. Samo Wydawnictwo Literackie na dwóch wymienionych tytułach „Autobiografii Jana Pawła II” i „Ważne jak katechizm” zrobiło obroty większe niż każdy z wydawców z grupy IV, III oraz niektórzy z grupy II z listy Frołowa. A te dwa tytuły to nie jedyne tytuły w ofercie WL o tematyce religijnej. Podobna sytuacja ma miejsce w innych podsektorach książki katolickiej. Np. Wydawnictwo Podsiedlik-Raniowski i Ska sprzedaje nie mniej Biblii dla dzieci (w kilku wersjach) niż Wydawnictwo Vocatio a nie ma go w opracowaniu (pomimo tego, że jak mi wiadomo właściciele wydawnictwa są bez wątpienia wzorowymi, praktykującymi katolikami J, a wszystkie ich książki religijne posiadają kościelne imprimatur).

Niestety drogi Kubo nie ma innej drogi na oszacowanie obrotów w sektorze książki katolickiej, jak spisanie wszystkich tytułów dostępnych na rynku w analizowanym roku (zarówno nowości jak i tytułów wydanych wcześniej) i sprawdzenie, które 20% tytułów generuje 80% obrotów (na tej liście mogą się znaleźć zarówno nowe tytułu jak i „dojne krowy” z lat ubiegłych). Dopiero później przyporządkowujemy te tytuły do poszczególnych wydawców. Tylko taka metoda pozwala na oszacowanie udziału poszczególnych wydawców w obrotach danego sektora. Wtedy nie będzie „zdumiewał Cię fakt” (str. 15), że Wydawnictwo Towarzystwa Naukowego KUL, które ma obroty 1,6 mln zł i wydało aż 90 nowych tytułów w 2002 roku, będzie miało mniejszy udział w rynku książki katolickiej, niż Wydawnictwo Podsiedlik-Raniowski i Ska, który w dziesiątkach tysięcy sprzedaje książki katolickie w hipermarketach, a którego w ogóle nie ma w Twoim opracowaniu. Jeżeli nie chcesz tego zrobić to przynajmniej trzymaj się tematu książki. Albo napisz porządny raport o książce katolickiej, albo wydaj porządny katalog wydawnictw katolickich z obrotami, ilością nowych tytułów itp. ale bez jakichkolwiek prób oceny sektora. To drugie może być nawet bez WL i Podsiedlika.

Jacek Włodarczyk
Book Marketing Research

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.