RELACJA AUTOR–CZYTELNIK W DOBIE CYFROWEJ

Przegląd

SDKiPA_logoŚwiatowy Dzień Książki i Praw Autorskich jak co roku daje okazję do refleksji nad szerszymi zagadnieniami, które dotyczą sfery kultury i jej miejsca w życiu codziennym. Tym razem podczas konferencji PIK inaugurującej obchody ŚDKiPA w Polsce, postanowiliśmy porozmawiać o tym, jak nowe media i rewolucja technologiczna wpłynęły na relacje pisarzy z czytelnikami. Czy rację ma Magdalena Parys, laureatka tegorocznej Nagrody Literackiej Unii Europejskiej, twierdząc, że wspomniana relacja w obecnej dobie jest rewolucją w pełnym tego słowa znaczeniu?

Przyczynek do prowadzonej przez Sonię Dragę dyskusji z zaproszonymi pisarzami – Małgorzatą Gutowską-
-Adamczyk, Grzegorzem Kasdepke, Magdaleną Parys i Eustachym Rylskim – dały rozważania prof. Grzegorza Leszczyńskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, który w swoim wystąpieniu poruszył istotne kwestie wiążące się z przejściem relacji autor-czytelnik z ery analogowej w cyfrową. Zapytaliśmy naszych gości, jakie są ich refleksje na ten temat. Małgorzata Gutowska-Adamczyk wspomina: „Kiedy wiele lat temu marzyłam o pracy pisarza, nie mogłam nawet podejrzewać, że oprócz tego, co za tę pracę jest zwykle uważane, będę też miała niemal drugie tyle obowiązków związanych z utrzymywaniem kontaktów z czytelnikami, bo dystans między autorem a czytelnikiem bardzo się skróci”.

Nowe media wymuszają od pisarzy stałej i aktywnej obecności w Sieci. Ta możliwość kontaktu z ulubionym pisarzem poprzez „jedno kliknięcie” nie wyparła jednak tradycyjnych spotkań autorskich, co potwierdza Grzegorz Kasdepke: „O dziwo, łatwość komunikowania się poprzez elektroniczne media wcale nie wpłynęła na spadek zainteresowania klasycznymi spotkaniami autorskimi. Przeciwnie, oswoiwszy się dzięki internetowi z pisarzem, już nie tylko bibliotekarze nawiązują z nim kontakt – robią to także nauczyciele, rodzice, dziadkowie… Czytelnika dzieli od pisarza jedynie enter. Dystans się skraca, apetyt rośnie”.
Za prof. Grzegorzem Leszczyńskim pytamy, czy w związku ze zmniejszeniem tego dystansu, nie pojawia się jednak ryzyko strącenia pisarza i jego dzieła z piedestału? Grzegorz Kasdepke przewrotnie zdaje się to potwierdzać: „Dzięki facebook’owi autorzy odzyskali twarze – a niektórzy nawet ciała! Wiemy, co jedzą, gdzie spędzają wakacje i jak im się układa z najbliższymi. Czasami, jako zwykli ludzie, zyskują sympatię – choć tracą aurę tajemniczości. Coś za coś. Twórcy piszący dla najmłodszych bywają zaczepiani, zapraszani do gier, włączani do różnych grup dyskusyjnych (na przykład o słodkich szczeniaczkach). Czytelnicy piszą maile typu: “Cześć, lubię twoje bajki. Napisz coś o mnie!“. Zdarzają się kwiatki i tego rodzaju: “Dostałem z ciebie pałę na polskim!””. Portale społecznościowe prowokują spontaniczność – niekiedy w wydźwięku zabawną, innym razem wprawiającą w zdumienie.

Łatwość wysłania prośby, uwagi, a nawet skargi, generuje oczekiwanie otrzymania szybkiej odpowiedzi. Wie o tym doskonale Magdalena Parys: „W dobie cyfrowej do pisarzy nikt nie pisze tradycyjnych listów, nie wysyła faksów. Dziennikarze i czytelnicy przerzucają się na whatsapp’y i messenger’y. Uzyskać odpowiedź, kontaktując autora przez portale społecznościowe, to znaczy uzyskać ją zaraz – nawet jeśli nie odpisze to
z pewnością przeczyta. Jesteś pierwszy masz szczęście, jesteś drugi, masz pecha. Czas to pieniądz i wszystkim ucieka. Pisarz promujący swoją nową książkę nie czeka tygodniami na pierwszą recenzję, uzyska już jej przedsmak na blogu krytyka zaglądając w zakładkę „co czuję po pierwszych zdaniach?”.

Sugerowane przez prof. Grzegorza Leszczyńskiego ryzyko detronizacji pisarza zdaje się być wyjątkowo dotkliwe w zetknięciu z realiami i tempem zmian, które dalej komentuje Magdalena Parys: „Dynamika tego procesu jednych cieszy, innych paraliżuje. Nagle okazuje się, że książka pisana przez kilka lat w pocie łez żyje na rynku zaledwie trzy tygodnie, podczas gdy znany aktor napisał swoją całkiem zgrabnie przez miesiąc. Nasz wydawca i przyjaciel przechodzi do pracy do rywalizującego z nim jeszcze wczoraj wydawnictwa, a redaktor z tłumaczem otwierają nową księgarnię. Zanikają granice, przesuwa się oś, wszędzie niekończące się rotacje – pisarz staje się głównym bohaterem skandalu i tańczy w you can dance, aktor organizuje manifę, piosenkarz filozofuje w talk show. W Biedronce są książki, w księgarni warzywa i kanapki. Czyli jak zawsze tylko straszniej”.

Chciałoby się powiedzieć, że świat stanął na głowie. A jak wygląda sytuacja po stronie czytelników? Zauważalnym skutkiem przyśpieszenia rewolucji cyfrowej jest według prof. Grzegorza Leszczyńskiego zanik nawyku i wzorów powolnego czytania. Jak mówi: „Chyba bezpowrotnie odeszło w przeszłość czytanie polegające na głębokim, niespiesznym wnikaniu w materię utworu literackiego”.

Konsumpcja treści – tak widoczna w obecnych czasach – wyparła spokojną, powolną lekturę. Wpływ mają na to migające na nas ze wszystkich stron komunikaty – w komputerze, telewizorze, na tablecie, smartfonie. Czy po nabraniu w ciągu dnia takiego rozpędu potrafimy delektować się niczym nie zakłócaną kilkudziesięciominutową lekturą książki? Na dodatek papierowej? Eustachy Rylski komentuje: „Rzecz jest, jak mi się wydaje, przesądzona. Literatura powoli lecz nieuchronnie przenosić się będzie w przestrzeń cyfrową na nośniki elektroniczne już obecne na rynku i te wprowadzane w przyszłości, a książki papierowe, nawiasem mówiąc, coraz piękniej wydawane, staną się delikatesami. Elementarne pytanie brzmi czy to odbędzie się z korzyścią dla literatury. Zależy jakiej. Sensacyjna z wszelkimi jej odmianami, czasami mistrzowsko skrojona, nie powinna na tym stracić. Literatura piękna, to znaczy celebrująca samą siebie, nie zyska”.
Grzegorz Kasdepke, odnosząc się do swoich doświadczeń z młodymi czytelnikami, twierdzi natomiast, że mózg, który uzależniony jest od klikania, ma coraz większe wymagania względem wrażeń, jakie podsuwa internet. Dodaje: „Jeszcze całkiem niedawno psychologowie wyrażali nadzieję, że dzisiejsze dzieci będą miały doskonale podzielną uwagą, i że napływające zewsząd informacje nie wpłyną na pogorszenie wydajności ich nauki oraz pracy. Guzik prawda! Współczesny autor książek dla dzieci musi walczyć o uwagę czytelnika bardziej niż kiedykolwiek”.

Wracając na chwilę do szansy – bądź ryzyka, jak kto woli – jakie daje skrócenie dystansu między pisarzem i jego czytelnikami, nasuwa się pytanie, czy ta łatwość kontaktu, a co za tym idzie – spontanicznej krytyki, może wpływać na dalszą twórczość pisarską, np. na stosowaną narrację, stylistykę? Małgorzata Gutowska-Adamczyk podchodzi do tego raczej sceptycznie: „Nie sądzę […], aby autorzy byli skłonni modyfikować swój sposób pisania pod wpływem opinii czytelników. Nie wykluczam jednak takiego przypadku. W końcu nasza praca jest weryfikowana przez rynek”. I dodaje: „Autor musi się zmierzyć z publicznym osądem swojej pracy, bo recenzować go mogą dziś wszyscy, nie tylko osoby w tej kwestii biegłe”.

Furtka pozostaje zatem otwarta – nawet jeśli autor nie posłucha „dobrych rad” od swoich czytelników, to mogą oni skorzystać z innej możliwości, jakie dają nowe technologie. Dzięki self-publishingowi czytelnik z dnia na dzień może zostać pisarzem. Zwłaszcza że wizja sukcesu nęci, a w gorących głowach majaczą sława i honoraria sięgające sześciu zer po przecinku… to wszystko jest możliwe. Sukces może mieć wiele odcieni szarości. Pamiętajmy jednak o jednym – na byle pagórek wejść może niemal każdy. Szczyty osiągają nieliczni.
Opracowanie: Polska Izba Książki

Kategorie: Instytucje, Wydarzenia

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.