Jestem rad jak mój zespół się rozwija – Robert Kuc o sobie

Jestem rad jak mój zespół się rozwija – Robert Kuc o sobie

Przegląd

Mateusz Włodarczyk: W branży wydawniczej znany jest Pan jako osoba zarządzająca wydawnictwem LektorKlett z siedzibą w Poznaniu. Z tego co wiem związany jest Pan z grupą Klett od wielu lat. Jak rozpoczął Pan swoją karierę zawodową? Czy od początku był Pan związany wyłącznie z branżą wydawniczą?
Robert Kuc: Jak większość osób pracujących w wydawnictwach językowych flirtowałem z dydaktyką, w moim wypadku uniwersytecką. Były to jednak czasy obowiązkowej służby wojskowej, więc zmuszony byłem przerwać pracę, a  po kilkumiesięcznym pobycie w jednostce, mówiąc górnolotnie, włączyłem się w budowę branży wydawniczej (był koniec roku 1990 i pokomunistyczny ugór zaczynał się zielenić), a mówiąc bardziej konkretnie przeczytałem interesujący anons prasowy, który sprawił, że za katedrę już nie wróciłem.
Mateusz Włodarczyk: W wydawnictwie LektorKlett pełni Pan funkcję dyrektora wydawniczego. Jest Pan odpowiedzialny zarówno za tytuły dostępne na Polskim rynku jak i za zarządzanie firmą. Co sprawia Panu największą radość i satysfakcję w pracy? W jakiej roli odnajduje się Pan najbardziej?Robert Kuc: Lubię dwie skrajności: z jednej strony samotną pracę nad założeniami lub prototypową wersją nowej serii wydawniczej. Z drugiej strony – pracę z dość dużym zespołem inteligentnych i twórczych pasjonatów. Obu tych przyjemności mam w Wydawnictwie LK pod dostatkiem.

Mateusz Włodarczyk: Czy pracuje Pan w branży trudnej dla wydawców?
Robert Kuc: Nie wiem, czy istnieje jakaś obiektywna skala trudności odnosząca się do branży wydawniczej i gdzie w tej skali mieści się sektor edukacyjny. Pewnie jednoznacznych kryteriów nie ma, a ocen jest tyle, ilu oceniających. Sektor edukacyjny robi się trudny, czy może wręcz przykry, gdy meandry polityki zbyt blisko podchodzą pod nasze drzwi i utrudniają pracę merytoryczną. Wtedy może być nawet 10 w skali Beuforta.
Mateusz Włodarczyk: Co uznałby Pan za swój największy sukces zawodowy?
Robert Kuc: Cieszę się z jednej rzeczy, która mi się udała i z jednej, która mi się nie powiodła. Zdołałem zgromadzić wokół siebie znakomity, fachowy zespół i podsunąć mu kilka pomysłów. Cieszę się jednak i z tego, że tworząc ramy organizacyjne nie zdołałem ograniczyć u moich koleżanek i kolegów umiejętności twórczej pracy i gotowości do brania odpowiedzialności za to, co robią. Korporacje rządzą się żelaznymi zasadami, ale w mniejszych firmach trzeba zostawiać ludziom przestrzeń do wykazania się zaangażowaniem i odpowiedzialnością. Skoro z powodu rozmiaru personelu nie ma specjalisty od każdej szczegółowo określonej czynności, dobrze jest, gdy ludzie widzą co się wokół nich dzieje i używają głów do myślenia, również w kategoriach przekraczających perspektywę „własnego biurka”. Jeden z guru zarządzania wyjaśnił kiedyś, jaka jest różnica między rozwojem, a wzrostem: rozwija się człowiek, a rośnie sterta śmieci. Jestem rad, że zespół LektorKletta się przede wszystkim rozwija.
Mateusz Włodarczyk: Jak według Pana będzie wyglądało branża edukacyjna za 5-10 lat w Polsce i na świecie? Czy możemy szykować się na jakąś rewolucję?
Robert Kuc: Nie będę oryginalny mówiąc, że materiały edukacyjne ulegną stopniowej dygitalizacji. Platformy edukacyjne częściowo zastąpią tradycyjne drukowane podręczniki z ćwiczeniówkami. Ale tylko częściowo, bo cyberprzestrzeń jest według mnie nie zawsze przyjazna edukacji młodego człowieka. Jak duża będzie ta część, którą zagarną media elektroniczne? W moim przekonaniu wszystko zależy od następcy kartki papieru. Wszelkiego rodzaju ekranom jakie znamy dziś, nawet tym najbardziej zaawansowanym technicznie, nie wróżę oszałamiającej kariery. Natomiast z wyczekiwaniem spoglądam w stronę wynalazków, które dziś nazwalibyśmy e-papierem. Już teraz wyobrażalny jest czytnik, który w dotyku oraz pod względem przyjazności dla wzroku przypominałby papier, a po użyciu można by go po prostu zrolować lub złożyć w kostkę i schować do kieszeni. Tego typu rozwiązania są najbardziej przyszłościowe, one przeniosą nas w nową rzeczywistość.
Mateusz Włodarczyk: A czy mógłby Pan przedstawić nam swoją osobę pod kątem życia prywatnego? Miałem przyjemność poznać Pana rodzinę, i wiem że  poza karierą zawodową stara się Pan znaleźć choć trochę wolnego czasu dla najbliższych.
 
Robert Kuc: Jeżeli chodzi o małżeństwo, to jestem gorącym zwolennikiem parytetu płci 50/50. To dla mnie takie oczywiste, że nie rozumiem dlaczego tyle mądrych głów próbuje wymyślić coś doskonalszego. Aby obraz mojej rodziny był kompletny, powiem jeszcze, że syn jest studentem Uniwersytetu Ekonomicznego, a obie córki gimnazjalistki zafascynowane są sportem – od pływania po jeździectwo. Podejrzewam, że nasz spaniel marzy o karierze tropiciela, natomiast papugi są całkiem nieodgadnione.
Mateusz Włodarczyk: Można śmiało stwierdzić, iż jako menedżer działa Pan nie tylko na rynku krajowym, ale również na arenie międzynarodowej. Czy wyobraża Pan sobie stałą pracę poza Poznaniem, a może nawet i krajem?
Robert Kuc: Myślę, że z natury słabo przywiązuję się do miejsc, czy może raczej dość łatwo adaptuję się do zmiany otoczenia. Co innego ludzie – w tej dziedzinie nie zmieniam pochopnie ani opinii, ani upodobań, a obustronna lojalność jest dla mnie ważna. Dlatego zmiana miejsca zamieszkania, czy też miejsca pracy nie byłaby żadnym problemem o ile nie wystawiłaby na szwank relacji rodzinnych i towarzyskich, a w pracy dawałaby szansę na budowę dobrze rozumiejącego się zespołu.
Mateusz Włodarczyk: Jak spędza Pan wolny czas? Czy ma Pan jakieś hobby?

Robert Kuc: Lubię się ruszać w wodzie i na lądzie. Od ziemi się nie odrywam, a przynajmniej nie o własnych siłach. Chętnie podróżuję. Jeżeli w przestrzeni, to po Polsce i Europie. Jeżeli w czasie – to do Bizancjum.
Mateusz Włodarczyk: Z tego co wiem, spędził Pan niezwykle aktywnie minione wakacje? Jak udał się urlop?
Robert Kuc: Urlop był znakomity, sporo czasu spędziłem w siodełku. Rower to genialna maszyna. Tak niewiele energii trzeba włożyć, a tak daleko można zajechać.
Mateusz Włodarczyk: Czy w wolnym czasie czyta Pan dużo książek? Jaka jest Pana ulubiona muzyka?
Robert Kuc: Muzyki słucham zwłaszcza klasycznej barokowej, ale również etnicznej. Przede wszystkim jednak czytam, i to bardzo różne rzeczy, jednak nie bezkrytycznie. Lubię Iwaszkiewicza, Kapuścińskiego i Singera, ale Osho – nie. Czytuję Grassa, Raspaila i Stasiuka, ale Coelho – nie. Pasjonują mnie losy kultur, cywilizacji i narodów, które przychodzą po sobie jak pokolenia ludzi. Nieświadomie, a czasem wbrew własnej woli przejmują i kontynuują dzieło poprzedników: po Kreteńczykach Grecy, po Grekach Turcy, po Persach Arabowie. A wszystko to w otoczeniu i pod wpływem Rzymian, Normanów, Żydów, Słowian oraz tylu, tylu innych. I są też pechowcy zaginieni prawie bez śladu, chociażby Jaćwingowie.
Mateusz Włodarczyk: Czy ma Pan jakieś marzenie? Niekoniecznie związane z karierą zawodową?
Robert Kuc: Wybiorę się kiedyś w podróż śladami Bizancjum. Od Rawenny po Stambuł i od Aleksandrii po Jerozolimę. Aż żal będzie wracać.
Mateusz Włodarczyk: Dziękuje za rozmowę i życzę powodzenia!
Kategorie: Wywiady

O autorze

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.