Chcę ukraść Twoje życie!

Chcę ukraść Twoje życie!
Chcę ukraść Twoje życie!

 

http://www.zielonasowa.pl/ksiazki/ksiazki_dla_dzieci_starszych_i_mlodziezy/beletrystyka/Jad/

Jad to trzymający w napięciu thriller psychologiczny o nastoletniej Katy, jej wchodzeniu w dorosłość, pierwszych miłosnych uniesieniach oraz zazdrości. W tle przewijają się mroczne sekrety, które kryje przeszłość, a Katy ma przeświadczenie o obecności w jej życiu sił nieczystych.
Problemy zaczynają się, gdy w miasteczku pojawia się olśniewająca Genevieve. Dziewczyna jest w tym samym wieku co Katy i jest do niej niewiarygodnie podobna. Ma taki sam gust, jeśli chodzi o modę, podobny kolor włosów, rysy twarzy i figurę. Ona także interesuje się sztuką i posiada wielki talent. Po krótkim czasie pobytu w nowej szkole Genevieve zaskarbia sobie przyjaźń koleżanek Katy i wkrótce za cel obiera sobie rozkochanie w sobie chłopaka Katy, Merlina. W ten sposób w Katy rodzą się nienawiść i zazdrość, budzące w niej agresję, która z kolei rzutuje na jej relacje z przyjaciółkami i nowym chłopakiem. Jednocześnie dziewczyna przekonuje się, że jej rywalka działa z pełną premedytacją i wyrachowaniem. Podczas rozmowy twarzą w twarz Genevieve informuje Katy, że pojawiła się w jej życiu tylko po to, aby je zniszczyć. Dziewczyna postanawia zawalczyć o swoje szczęście i na własną rękę rozpoczyna śledztwo prowadzące do ustalenia bolesnej prawdy.

Fragment:
Prolog

Kiedy to się stało, jechałam autobusem linii 57, a wydarzenie to na zawsze zmieniło całe moje życie. Dzień zaczął się całkiem zwyczajnie – była połowa września, poźne popołudnie, słońce chyliło się ku zachodowi, a w powietrzu unosił się zapach spalin. Włosy na mojej głowie jeden po drugim stanęły dęba, kiedy poczułam na sobie czyjś wzrok. Nie widziałam, kto to był, ale czułam czyjąś obecność. Instynktownie odwróciłam się. Powoli obróciłam głowę w lewo i dostrzegłam drugi autobus, który zrównał się z naszym. Siedziała w nim dziewczyna
z nosem przyciśniętym do szyby. Miała twarz w kształcie serca, pełne usta i proste kasztanowe włosy, ale uwagę przykuwały przede wszystkim jej oczy. Były wielkie, lśniące
i zielone, niczym u kota szykującego się do ataku. Przyłożyłam dłoń do szyby, a ona zrobiła to samo w taki sposób, że nasze palce niemal się złączyły.
Nie wiadomo dlaczego przypomniał mi się powtarzający się od dzieciństwa sen. Oto wchodzę sama do wielkiego, strasznego domu. Idę przed siebie, przechodząc przez ogromne drzwi wejściowe z odpadającą farbą i z kolorowymi szybami, przez werandę wypełnioną gryzącym zapachem wilgotnych liści, i trafiam do przedpokoju, w którym podłoga wyłożona jest niebieskimi płytkami. W końcu staję u podnóża krętych dębowych schodów. Wiem, że będę musiała pokonać te schody, i nie dam rady się obudzić, mimo że będę próbować. Wszystkie moje zmysły pracują na najwyższych obrotach. Słyszę każde skrzypnięcie, czuję każdy sęk
i wyżłobienie drewnianej poręczy oraz zapach gnijącej ziemi.
Gdy jestem już na górze, drzwi przede mną są otwarte, ale nagle korytarz wydłuża się dwukrotnie. Zaczynam przyspieszać, wydaje mi się, że biegnę po ruchomych schodach, ale w złym kierunku. Zanim dobiegam do drzwi, mijają całe wieki, ale w końcu jestem u celu i dyszę ze zmęczenia, nie mogąc opanować ciekawości.
Przy toaletce siedzi dziewczyna i przegląda się w trzech bogato zdobionych lustrach. Siedzi tyłem do mnie, a ja bardzo chcę zobaczyć jej twarz, która nie odbija się
w zwierciadłach. Wszystkie trzy lustra ukazują tylko pusty pokój, jakby dziewczyny w ogóle tam nie było. Podchodzę bliżej, prawie na wyciągnięcie ręki. Kładę jej dłoń na ramieniu
i chcę, by się odwróciła, ale ona tego nie robi. Chwytam ją za drugie ramię. Dziewczyna nie pozwala się odwrócić, lecz w końcu, centymetr po centymetrze, udaje mi się ją poruszyć. Moim oczom ukazuje się twarz, moja twarz, która śmieje się i szydzi ze mnie… Wtedy się budzę.
Do rzeczywistości przywrócił mnie wstrząs, ponieważ autobus wjechał w jakąś dziurę w jezdni. Próbowałam zapomnieć o osobie, którą ujrzałam przez szybę. Często zastanawiam
się: czy wszystko potoczyłoby się inaczej, gdybym tego dnia nie obejrzała się za siebie.
RO
ZDZIAL
Rozdział 1

– Katy? Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha. Poczułam, że na moim ciele pojawia się gęsia skórka.
– To nic takiego, Nat. Zobaczyłam kogoś… zupełnie nieznaną osobę… ale ona patrzyła na mnie tak, jakbyśmy się znały.
– Może spotkałyście się w poprzednim wcieleniu? – zażartowała Nat.
– Albo masz telepatyczne zdolności – prychnęła Hannah.
– Każdy człowiek je ma – odparłam poważnym tonem.
– Tylko że już zapomnieliśmy, jak z nich korzystać.
Nat uniosła ręce nad głowę i udawała, że jest duchem, ale kiepsko jej to wychodziło.
– Katy odbiera sygnały z zaświatów – docinała mi.
– Wcale nie.
Koleżanka szturchnęła mnie łokciem w bok.
– Tak? A pamiętasz nową nauczycielkę religii, panią Murphy? Byłaś przekonana, że ma niedobrą aurę, i później okazała się głupią krową!
– Po prostu miałam rację – uśmiechnęłam się.
– To znaczy? Masz jakiś dar?
– Nie, to po prostu intuicja.
Hannah i ja siedziałyśmy obok siebie. Nagle przysunęła się bliżej i szepnęła:
– To może intuicja powie ci też, kiedy Merlin zrobi ten pierwszy krok?
Poczułam ucisk w żołądku, jak na kolejce górskiej tuż przed stromym zjazdem w dół.
– Myślałam już, że nic z tego nie będzie, ale dzisiaj… To dziwne, ale… coś się zmieniło.
– Co? – odpowiedziały mi chorem dwa głosy.
Objęłam się własnymi ramionami, jakbym próbowała wtulić się w tę myśl niczym w ciepły koc.
– Popatrzył na mnie w taki niesamowity sposób. Jak gdybym była jedyną osobą na świecie.
Hannah z wrażenia aż klasnęła w dłonie.
– Myślisz, że między wami do czegoś dojdzie?
– Chyba tak – odparłam nieśmiało.
– Wkrótce?
– Mhm. Jest tak, jakby podczas burzy piorun uderzał coraz bliżej błyskawicy, wtedy w powietrzu czuć taką… elektryczność.
– Znowu te twoje paranormalne zdolności?
Byłam przyzwyczajona do takich przytyków, więc tylko pokazałam jej język.
– Przy Merlinie ich nie potrzebuję.
– A jak u niego z aurą? – spytała Nat.
– Niesamowicie czysta, silna i nieskazitelna.
Hannah popatrzyła na mnie badawczym wzrokiem i zmarszczyła nos.
– Powinnaś więc skakać z radości, Katy, a wyglądasz na przygnębioną.
Chwyciłam za metalową poręcz, ponieważ autobus gwałtownie zahamował.
– A co jeśli ci powiem, że to wszystko jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe? – koleżanka próbowała położyć mi dłoń na czole, ale ją odepchnęłam. – Wiem, że to zabrzmi żałośnie, ale ja po prostu nie jestem typem dziewczyny, której udaje się zdobyć takiego faceta jak Merlin… Nie jestem laską z pierwszej ligi.
– A jaki to niby typ? – spytała pobłażliwie Nat.
– Pięknie opalone, z pasemkami we włosach, z ciałami jak z wybiegu i wydepilowane… wszędzie.
Nat i Hannah parsknęły śmiechem. Potrzebowałam ich wsparcia. Były nierozłącznymi przyjaciółkami, jakich nigdy nie udało mi się zdobyć, ale to, że im towarzyszyłam, chyba wychodziło na dobre całej naszej trojce.
– Ale mogłabyś być w pierwszej lidze – rzekła przyjaźnie Hannah.
– Nie z tymi moimi sztywnymi włosami, takimi biodrami, i na pewno nie z taką postrzeloną mamą – mowiłam szczerze.
Moja uroda odbiegała raczej od kanonów piękna, a tę uwagę o mamie robiłam zawsze pierwsza, na wypadek gdyby ktoś inny miał mnie ubiec.
– A niby dlaczego ktoś taki jak Merlin nie miałby się tobą zainteresować? – wtrąciła nagle Nat.
Spojrzałam daleko przed siebie i odparłam:
– Marzyłyście czasem o tym, by rzucić czar i przywołać do siebie najprzystojniejszego z mężczyzn? No więc… ja spróbowałam i tym sposobem zdobyłam Merlina.
– Życie może być jednak magiczne – westchnęła Nat.
– Ze wszystkich ludzi ty najlepiej powinnaś o tym wiedzieć.
Popatrzyłam na nią z sympatią i zmierzwiłam jej niesforne różowe włosy.
– Ale to wszystko dzieje się tak szybko. Stoję u progu czegoś nowego, niesamowitego i jestem zupełnie przerażona.
Hannah wyciągnęła puderniczkę i poprawiła swój i tak już idealny makijaż.
– To nowy początek dla nas wszystkich – zapowiedziała.
– Koniec szkolnych mundurków, koniec tej okropnej pani Owens z jej wąsami i naelektryzowanymi bluzkami z poliestru, koniec tych wszystkich żałosnych grupek.
– Masz rację – zgodziłam się. – College jest świetny.
Mamy więcej wolności i wszyscy są bardziej przyjaźnie nastawieni.
Przymknęłam na moment oczy i w myślach wypowiedziałam swoje najskrytsze życzenie:
„W tym roku stanę na nogi i dokonam czegoś wielkiego. Tuż za rogiem czeka na mnie wspaniałe życie. Jestem tego pewna”.
Wstałam i nacisnęłam przycisk „STOP”, gdyż zbliżałyśmy się do mojego przystanku.
– Wpadnij do mnie później – przypomniała mi Hannah.
– Będziemy szukać w necie jakiegoś miejsca na wakacje.
– Mama zawsze narzeka, kiedy nie wracam na noc do domu – jęknęłam. – Nie ma szans, żeby mnie puściła.
– Kiedyś musi, Katy. Przecież masz własne życie. Pokręciłam głową i zmarszczyłam brwi.
– Ona jest ode mnie uzależniona. Pewnie za jakiś czas będziemy nosić takie same ciuchy i kończyć po sobie zdania.
– Oglądałaś kiedyś Psychozę?! – zawołała za mną Nat.
Potykając się, wyszłam zamyślona z autobusu i nagle, ogarnęła mnie fala nadziei. Hannah miała rację – powinnam skakać z radości. Czekało mnie wszystko co najlepsze – college, nowe przyjaźnie, Merlin. Miałam nawet nadzieję, że i mamie się poprawi. Chwyciłam stojącą obok latarnię i zaczęłam wokół niej biegać, aż zakręciło mi się w głowie, a Nat i Hannah pukały w szybę i machały do mnie jak opętane. Musiałam zamknąć oczy, zanim świat przestał wirować mi przed oczami. Niedawno padało, chodnik parował, przez co wszystko było jakby za mgłą. Podniosłam wzrok. Na rogu ulicy stała dziewczyna o zielonych oczach.
Zamrugałam kilkakrotnie. Była tam, lecz podobnie jak dym, który możemy dostrzec, a który po chwili ulatuje.
Stanowiła tylko skrawek mojego wspomnienia, ale przez nią znów poczułam niepewność. Chyba to oczy płatały mi figle.
Nie miałam innego wyjścia, jak tylko szybko zejść z powrotem na ziemię. Posmutniałam, gdy tylko otworzyłam drzwi wejściowe. Zasłony w salonie były zaciągnięte, mimo że był środek dnia.
– Cześć, Katy – mama zawsze wypowiadała moje imię przepraszającym tonem. Pokój pachniał stęchlizną. Mama miała na sobie koszulę nocną i w półmroku usiłowała skupić
na mnie swój wzrok.
– Boli cię głowa? – spytałam.
Skrzywiła się z bólu i przytakując, opadła z powrotem na poduszkę. Rzuciłam torbę na dywan z myślą, że wspaniale byłoby zaszyć się na piętrze i popracować nad nowym projektem. To było jak narkotyk. Tylko wtedy potrafiłam zapomnieć o bożym świecie, ale przecież mama siedziała cały dzień sama i teraz potrzebowała towarzystwa. Starałam się jakoś ją pocieszyć.
– Co mogę dla ciebie zrobić? – zapytałam.
Zakasłała.
– Nic nie jadłam, a w lodowce nie ma zbyt wiele.
– Poszukam czegoś w szafkach – odparłam. – Coś wykombinuję.
Kuchnia była w opłakanym stanie. Na podłodze leżało brudne pranie, zlew był pełen naczyń do umycia, a moje stopy lepiły się do ceramicznych płytek. Mama zawsze była nieporadna, ale z biegiem lat było z nią coraz gorzej.
Wszystko posprzątałam, próbując powstrzymać narastającą we mnie złość, a później przyrządziłam dla niej w mikrofalówce mrożoną zapiekankę wiejską. Ponieważ jestem
wegetarianką, zapach ciepłego mięsa przyprawił mnie o mdłości. Odgrzałam sobie zupę pomidorową z puszki i maczałam w niej skórkę suchego chleba.
– Gardło mam jak ze szkła, a przez ten ból głowy chyba oślepnę – narzekała mama.
„Ludzie w chorobie bywają tacy egoistyczni. Gdzie to wyczytałam?”.
– Byłoby miło, gdybyś wcześniej wracała do domu. Wiem, że podoba ci się w college’u, ale dni tak mi się dłużą…
„Mogłabyś spróbować sama sobie pomoc i dołączyć do jakiejś grupy wsparcia albo chociaż porozmawiać z kimkolwiek o swoich problemach…”.
– Nie masz chyba zamiaru wyjeżdżać latem, Katy? – dodała. – Wiesz, że sama sobie nie poradzę.
„Zaczynam czuć się w domu jak w więzieniu, tyle że tu nie przysługuje warunkowe zwolnienie za dobre sprawowanie. Przecież nawet nie pozwoliłaś mi wyrobić sobie paszportu, więc jak miałabym wyjechać za granicę?”.
– A gdybyś tak zrobiła sobie rok przerwy od szkoły… dopóki mi się nie polepszy?
Powiedziałam, że mam mnóstwo rzeczy do zrobienia na jutro, i pobiegłam do swojego pokoju, gdyż potrzebowałam trochę przestrzeni. Siedziałam tam do czasu, aż
wieczorem mama zawołała mnie na dół. W jej głosie rozbrzmiewała niespotykana radość, a gdy zeszłam niżej, zauważyłam, że jej twarz ożywiła się i zarumieniła z emocji.
– Zeszłaś za późno, Katy. Miałam gościa – młodą dziewczynę sprzedającą biżuterię. Zobacz, co ci kupiłam – mówiąc to, mama wyciągnęła rękę i pomachała mi przed oczami czymś srebrno-zielonym, jakby chciała mnie zahipnotyzować.
Wyciągnęłam dłoń, a ona położyła na niej coś w rodzaju talizmanu. Znów przeszły mnie ciarki, ale tym razem tak intensywnie, iż zdawało mi się, że pod skórą chodzi mi stado mrówek. Wisiorek był wykonany ze szmaragdowego szkła i miał dokładnie taki sam kolor jak oczy, które tego dnia wpatrywały się we mnie tak intensywnie.
Mama nawet nie musiała opisywać gościa. Intuicja powiedziała mi, kto to był.


Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/wirtua/domains/wirtualnywydawca.pl/public_html/wp-content/themes/waszww-theme/includes/single/post-tags.php on line 4

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.