W odpowiedzi na list otwarty od księgarń kameralnych

Przegląd

Katowice, dn. 05.10.2017 r.

W odpowiedzi na list otwarty od księgarń kameralnych

Niejako ze zdumieniem, ale i rozżaleniem przyjmuję formułę zmasowanego ataku ze strony księgarń niezależnych na nasze działania mające na celu jak najlepszą promocję książki „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”. W liście pada sporo zarzutów pod adresem naszego wydawnictwa, ustosunkuję się do nich jak poniżej.

O książce informowaliśmy od lipca tego roku – poprzez komunikaty w mediach, na naszej stronie www, profilu facebookowym czy w mailingach do szerokiej grupy odbiorców. Pod koniec sierpnia został wydrukowany folder informujący zarówno o samej książce, jak i naszych planowanych działaniach
marketingowych. Z całej rzeszy odbiorców tychże komunikatów tylko Empik od razu zareagował zainteresowaniem współpracą przy promocji i dystrybucji tego tytułu.

Nie podejmę się teraz dyskusji, czy to jest sieć ciesząca się fatalną opinią, czy też duży, posiadający prawie 300 punktów sprzedaży odbiorca, wywiązujący się rzetelnie ze swoich zobowiązań płatniczych wobec dostawców – na takie argumenty powinien odpowiadać już sam zainteresowany. Z punktu widzenia wydawnictwa Debit jest to niemały kontrahent, który ze sporym wyprzedzeniem potrafił docenić potencjał sprzedażowy książki wprowadzanej przez nas na rynek, angażując się aktywnie w działania marketingowe związane z promocją tytułu. Co więcej, jest to odbiorca, który w swoich punktach sprzedaży (w tym sklepie internetowym) gwarantuje całą ofertę naszego wydawnictwa.

Która z podpisanych pod listem księgarń kupuje regularnie książki z oferty Debitu? Która mogłaby pochwalić się dostępnością przynajmniej kilkunastu różnych tytułów? Która dostrzega potencjał naszych książek, rozwieszając plakaty innych propozycji, poza tytułem będącym spornym zagadnieniem? Przykro stwierdzić, ale większość podpisanych księgarń nie sprzedaje w ogóle książek wydawnictwa Debit albo czyni to w sposób bardzo selektywny. Tym bardziej przykro, że dopiero książka, która stała się pewnego rodzaju światowym fenomenem, staje się obiektem pożądania, ale i kłótni dla wielu. Śmiem nadmienić, iż tyle samo wysiłków i zabiegów przykładamy do innych tytułów z naszej oferty, które są przez wielu, szczycących się mianem „niezależnych”, kompletnie ignorowane i pomijane.

Pragnę podkreślić, że do momentu, gdy przyszło nam podjąć decyzję dotyczącą strategii sprzedaży tytułu, niezależne księgarnie nie wyraziły żadnego zainteresowania książką. Gdzie byli ci wszyscyoburzeni księgarze, gdy szukaliśmy możliwości współpracy i odpowiedniego promowania tej pozycji?
Nieprawdą jest, jakoby wydawnictwo nie poinformowało swoich odbiorców o dwóch datach dostępności – w mailu z dn. 21.08.17 wysyłanym do wszystkich naszych klientów, a przedstawiającym nowości wrześniowe, załączona była odpowiednia informacja przy tytule „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”.

Nie mogę się również zgodzić z zarzutem, że praktyka ograniczonej dystrybucji przez niecałe 14 dni miałaby obniżyć czytelnictwo – czytelnik w małej miejscowości ma wciąż możliwość zaopatrzenia się w pożądany przez niego tytuł w ulubionej księgarni, tyle ż trochę później. Ponadto wszyscy Klienci,
również ci z małych miejscowości, gdzie nie ma żadnej księgarni, mogą także zamówić książkę na stronie wydawnictwa z dostawą do domu – nie muszą czekać 14 dni dłużej od Klientów mieszkających w dużych miastach, gdzie zlokalizowane są salony Empiku. W żadnym wypadku nie powinno to zniechęcić do przeczytania książki.
W liście padły ostre słowa pod adresem i naszym, i innych wydawnictw. Pozwolę sobie również zadać pytanie: a co księgarze robią dla nas, wydawców, by współpraca przebiegała prawidłowo? W jaki sposób traktują przedstawicieli handlowych chcących przedstawić naszą ofertę i nawiązać dobre relacje? Czy naprawdę żadna z podpisanych pod listem księgarń nie ma sobie nic do zarzucenia i może stwierdzić z całym przekonaniem, że współpracuje z naszym wydawnictwem, rozmawia z przedstawicielami handlowymi, czyta korespondencję wysyłaną przez zespół handlowy i marketingowy, śledzi nasze nowości i jest zainteresowana sprzedawaniem większej liczby tytułów wydawnictwa Debit, a nie jest tylko ukierunkowana na tę jedną, sporną książkę? Nie muszę chyba
tłumaczyć, że wydawnictwo, aby się utrzymać, musi sprzedawać szerszą gamę pozycji wydawniczych.
Podpisane pod listem podmioty próbują wywołać atmosferę „skandalu” wokół książki. Pod każdym pozytywnym postem, jaki pojawia się na portalach społecznościowych, w niespełna kilka minut lub godzin umieszczane są powtarzane po wielokroć wciąż te same ataki, przysłaniające pozytywne reakcje
czytelników, portali książkowych i dziennikarzy, którzy mieli już sposobność zapoznać się z polskojęzyczną wersją publikacji. Stoi to w zupełnej sprzeczności z przesłaniem płynącym z wystosowanego listu otwartego i prawdziwą troską o dostęp do tej wartościowej książki i treści w niej zawartych.

Z poważaniem,

Prezes
Wydawnictwo Debit Sp. z o.o.

Kategorie: Rynek Polski

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.