Nie zgadzamy się, żeby propozycję ustawy o jednolitej cenie książki złożoną przez PIK nazywać ustawą popieraną przez wydawców

Nie zgadzamy się, żeby propozycję ustawy o jednolitej cenie książki złożoną przez PIK nazywać ustawą popieraną przez wydawców

Przegląd

Szanowni Państwo,

Nie zgadzamy się, żeby propozycję ustawy o jednolitej cenie książki złożoną przez Polską Izbę Książki nazywać ustawą popieraną przez wydawców. Tylko część wydawnictw zrzeszona jest w PIK. Wiele małych i średnich wydawnictw jest przeciwko tym rozwiązaniom, wiedząc że nie tylko nic się nie zmieni, ale dodatkowo utrwali patologiczną sytuację związaną z sytuacją wykorzystywaną przez wielkich dystrybutorów.

Zapraszamy do zapoznania się z naszym stanowiskiem.

I. W ubiegłym tygodniu wysłany został list do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego:

Szanowny Panie Ministrze,
W nawiązaniu do prośby o przekazanie do resortu przez przedstawicieli środowisk związanych z polskim rynkiem książki i czytelnictwem uwag w sprawie ustawy o jednolitej cenie książki, my, właściciele niewielkich wydawnictw, przedstawiamy swoje stanowisko.
Wyrażamy swój sprzeciw ustawie o jednolitej cenie książki, gdyż uważamy, że ustawa ta pogorszy wyjątkowo trudną sytuację małych wydawców literatury niszowej, specjalistycznej i popularnonaukowej, spowoduje spadek czytelnictwa, a być może także spowoduje wzrost cen książek.

Podstawowym argumentem jest brak zapisów w ustawie dotyczących poszczególnych ogniw dystrybucji. To sprawi, że dysproporcje pomiędzy ceną zakupu przez hurtownie/sieci a ceną okładkową pozostaną bez zmian. Na takiej sytuacji zyskają dystrybutorzy książek – przeważnie wielkie sieci, w tym ta oparta o zagraniczny kapitał. Wydawcy oraz polscy księgarze stracą na wprowadzeniu stałej ceny książki. Docelowo stracą więc także czytelnicy: ograniczona zostanie oferta małych i średnich wydawców, wiele tytułów nigdy nie zostanie wydanych, a czytelnicy stracą możliwość zakupu w promocyjnych cenach stosunkowo drogich książek niszowych, specjalistycznych lub popularyzujących wiedzę i wspierających proces długotrwałego uczenia się, a także twórczego rozwoju. Jeszcze bardziej widoczna i dostępna stanie się oferta „książkopodobna” – czytadeł i poradników kodowanych na podstawowym poziomie kompetencji językowej, a czasem nawet pisanych wbrew zasadom poprawnej polszczyzny i wydawanych z pominięciem prawideł sztuki edycyjnej.

Aby zobrazować powyższy argument posłużmy się przykładem: książka w cenie okładkowej 40,00 zł jest dostarczana do hurtowni w cenie 20,00 zł. W tych 20,00 zł zawiera się koszt praw autorskich, tłumaczeń, druku, redakcji, korekty, grafiki i niewielki zysk wydawcy (ok. 4 zł). Obniżenie ceny okładkowej o 20% (z 40,00 do 32,00 zł) spowoduje, że hurtownia będzie kupować tę książkę za 16,00 zł, a więc zysk wydawnictwa wyniesie 0,00 zł. Żaden zapis ustawy nie ogranicza marż dystrybutorów, więc nie będzie żadnego powodu do obniżenia ceny okładkowej. Zaznaczamy, że dystrybutorzy/sieci/ hurtownie (bazujące na rabatach 50%-60%, które ze względu na ustawę wcale nie ulegną zmianie) generują dla wydawcy większą część zysku ze sprzedaży tytułu. Zysk płynący ze sprzedaży w niewielkich księgarniach stacjonarnych jest w porównaniu do sprzedaży przez sieci marginalny. Odnosimy wrażenie, że zwolennicy ustawy nie zdają sobie sprawy z tego, że między czytelnikiem a wydawcą stoi dystrybutor, który i tak zachowa swoje 50%-60% rabatu od wydawcy.

Dodatkowo, trudno oprzeć się wrażeniu, że autorzy ustawy próbują za wszelką cenę uregulować zjawiska związane ze zmianą paradygmatu komunikacji społecznej będące następstwem rewolucji technologicznej. Wiara w to, że ustawa o stałej cenie książki „przeniesie” klientów sklepów internetowych do księgarń stacjonarnych jest wyjątkowo naiwna. . Rynek e-commerce i m-commerce rozwija się niezwykle intensywnie na całym świecie, także w Europie. W naszym kraju rośnie o kilkanaście procent rocznie. W samym 2016 roku osiągnął wartość ponad 36 mld zł. Klienci kupują w internecie nie tylko ze względu na rabaty, ale też z wielu innych przyczyn, których nie zmieni ani ustawa o cenie minimalnej książki, ani inne. Co więcej, księgarnie internetowe są dobrodziejami małych i średnich wydawców – dzięki elastyczności i sprawności w docieraniu do grup docelowych, szybko przyciągają klientów, a pieniądze z tytułu sprzedanych książek błyskawicznie odprowadzają do wydawców. To niebagatelny argument za wspieraniem rozwoju księgarni internetowych. Podczas gdy dystrybutorzy książkowi pracują z wydawcami w oparciu o terminy płatności 140-180 dni i średnio spóźniają się z płatnością o dodatkowych 30-60 dni, mali księgarze internetowi rozliczają się z wydawcami w terminach do 30 dni. Dziś to oni głównie zapewniają małym oficynom płynność finansową. Wielkie sieci dystrybutorskie prowadzą natomiast groźne działania księgowe mające charakter żonglowania należnościami – dokonują u wydawców dużych zamówień (unikanie opodatkowania), by następnie, kilka miesięcy później, dokonywać znacznych zwrotów (unikanie rozliczenia z wydawcą).

Jesteśmy przekonani, że ustawa będzie skutkować znacznym spadkiem sprzedaży nowości wydawniczych i ograniczy liczbę premier, zwłaszcza tytułów wartościowych, wymagających dużych nakładów pracy i nakładów finansowych. Czytelnicy, zniechęceni wysoką ceną, nie będą w chętnie sięgać po nowości, po roku od premiery natomiast nie będą już o nich pamiętać. Ponieważ w mediach promuje się właściwie tylko nowości (tytuł przestaje funkcjonować jako „nowość” po około sześciu miesiącach od daty wydania), promocja danej książki, której nikt ze względu na wysoką (w domyśle: pozbawioną rabatu) cenę nikt nie kupi od razu, traci sens.

Ograniczenie możliwości sprzedaży nowości spowoduje konieczność zmniejszenia nakładów poszczególnych tytułów, co oznacza wzrost kosztów produkcji książki i – w konsekwencji – wzrost jej ceny okładkowej.

Zapisy w ustawie ograniczające rabat dla bibliotek spowodują, że biblioteki, dysponując takimi samymi środkami jak dotąd, kupią znacznie mniej książek, co przełoży się na spadek czytelnictwa. Obecnie biblioteki kupują książki w przetargach, a rabaty dla nich sięgają 40%.Wprowadzenie ustawy spowoduje, że biblioteki zrezygnują z zakupu dzieł ambitnych czy niszowych na rzecz popularnej literatury publikowanej przez wydawniczych gigantów, co w konsekwencji znacznie uszczupli i zuboży ofertę wydawniczą w Polsce w ogóle.
Niebagatelne znaczenie mają również w projektowanej ustawie zapisy ograniczające rabaty podczas targów i imprez: spowoduje to zmniejszenie zainteresowania takimi imprezami ze strony odwiedzających, co jednoznacznie przełoży się na spadek czytelnictwa. Obecnie takie imprezy są świętami książek i należy je wspierać a nie tworzyć przepisy, które w nie uderzają.

Pragniemy jeszcze raz podkreślić, że zapisy ustawy uderzą przede wszystkim w małych wydawców, dla których sprzedaż nowości jest niezwykle istotna z biznesowego punktu widzenia. Warto przypomnieć, że to niewielkie wydawnictwa wprowadzają na rynek niszowe książki, które wzbogacają ofertę wydawniczą. To głównie dzięki małym wydawcom w Polsce dostępna jest literatura czeska, słowacka, rumuńska, grecka. Ustawa wpłynie także negatywnie na wydawanie polskiej literatury – nie należy zapominać, że gros wydawców specjalizuje się w rodzimej twórczości: w tej sytuacji spadnie liczba debiutów prozatorskich, a i tak fatalna sytuacja, w jakiej znajduje się polska poezja, nie tylko nie ulegnie poprawie, ale dotrze do katastrofalnego poziomu. Ucierpi nie tylko twórczość młodych stażem literatów, pogorszeniu ulegnie sytuacja nawet autorów o ustabilizowanej pozycji na rynku – czytelnik nie wyda więcej na zakup nowości wydawniczych, więc liczba zakupionych pozycji ulegnie zmniejszeniu. Bardzo dolegliwe z punktu widzenia rozwoju polskiej gospodarki może okazać się ograniczenie działalności wydawców funkcjonujących w obszarze literatury faktu, w tym literatury popularnonaukowej. Książki popularyzujące największe odkrycia naukowców czy dokonania zespołów badawczych w dziedzinach takich jak: ekonomia, energetyka, astronomia, medycyna i inne – już dziś stanowią wyjątki na polskim rynku książki. Warto zwrócić uwagę, że literatura ekonomiczno-biznesowa to w Polsce przede wszystkim mało wartościowe poradniki typu „jak osiągnąć sukces”. W Polsce nie tłumaczy się albo tłumaczy bardzo mało, książek laureatów ekonomicznej Nagrody Nobla, laureatów Medalu im. Johna Batesa Clarka, nie sprzedaje się monografii polskich naukowców itd. Wydawanie książek, które dostarczają wiedzę, wymaga wiedzy i zasobów finansowych, a także stabilnego, sprzyjającego takim przedsięwzięciom otoczenia rynkowego, którego w Polsce od zawsze brakowało.

Z podanych wyżej powodów uważamy, że aby uzdrowić polski rynek książki, należy przede wszystkim przemyśleć uregulowanie maksymalnych pułapów marż dystrybutorskich. Można ewentualnie można także przemyśleć wyłączenie spod ustawy o jednolitej cenie książki wydawców o niewielkim obrocie (na przykład poniżej 3 mln zł rocznie).
Dobrym przykładem na to, jak podobna ustawa bardziej szkodzi niż pomaga rynkowi czytelniczemu i wydawniczemu jest Izrael – tam po roku obowiązywania ustawy o stałej cenie książki (ustawa, która tak jak przygotowywany polski projekt miała w założeniu chronić autorów, wydawców i księgarzy) sprzedaż nowych tytułów spadła o 35 procent, zaś ogólna sprzedaż o 15 procent. Powodem był fakt, że klienci wybierali starsze tytuły, których ustawa nie obejmowała. Ustawa w Izraelu została zniesiona po 2 latach obowiązywania, wbrew obowiązującemu w tym kraju zwyczajowi niezmieniania prawa przez 4 lata od uchwalenia. Stało się tak, ponieważ dewastacja rynku książki była tak duża, że niezbędna była natychmiastowa reakcja. Warto więc pochylić się nad tym przykładem i uczyć się na doświadczeniach innych, a nie niszczyć.

Analiza sytuacji udowodniła, że ustawa najmocniej dotknęła młodych i mniej popularnych autorów, ponieważ wydawcy w takiej sytuacji nie chcieli ryzykować wydania książek w ogóle. W tym miejscu warto także zwrócić uwagę, że powoływanie się przez zwolenników ustawy o jednolitej cenie książki na przykłady innych krajów, takich jak Francja, jest kontrproduktywne. Legislacje te wprowadzone zostały przed wieloma laty, jeszcze zanim upowszechnił się internet i zaczął rozwijać – także książkowy – rynek e-commerce oraz rynek książek elektronicznych.

Jeżeli Panu Ministrowi leży na sercu stan polskiego czytelnictwa, kondycja polskiego rynku książki, a także przyszłość intelektualna i potencjał twórczy Polaków, proponujemy by rozpocząć działania na następujących polach:

Po pierwsze – ustalenie maksymalnego pułapu marży, jakie od wydawcy może pobierać dystrybutor. Dziś poziomy te wahają się między 50 a 60 proc. (czasem więcej). Jeszcze w latach 90. było to 9 proc. Nic dziwnego, że kondycja czytelnictwa była lepsza.

Po drugie – uleczenie patologicznej sytuacji, jaką są 140-180 dniowe terminy płatności. W księgarniach stacjonarnych a także internetowych klient musi zapłacić za książkę natychmiast (gotówką, kartą, w internecie – przedpłata). Od lat mali wydawcy próbują zrozumieć, co dzieje się przez ponad 180 dni z kwotą, którą czytelni uiszcza za ich książkę w sklepie. Smutna rynkowa prawda jest taka, że mali wydawcy od lat udzielają olbrzymich, wielomiesięcznych (często większych niż roczne), nieoprocentowanych kredytów kupieckich wielkim sieciom dystrybutorskim.

Po trzecie – wprowadzenie zasad antymonopolowych na rynku, na którym głównymi ruchami są konsolidacje pionowe. Zakazanie skupiania w ramach jednej grupy kapitałowej firm dystrybutorskich, wydawnictw i drukarń. Sytuacja, z którą dziś mamy do czynienia, powoduje, że wielkie grupy kapitałowe finansują wydawanie swoich książek z pieniędzy, które w ich sklepach/ sieciach/ hurtowniach zostawiają klienci lub mali księgarze, płacąc za towar małych wydawców.

Po czwarte – obniżenie stawki VAT dla e-booków do maksymalnie 5 procent.

Kamila Buchalska i Tomasz Zaród, Książkowe Klimaty
Julia Różewicz, Wydawnictwo Afera
Mirosław Śmigielski, Wydawnictwo Stara Szkoła
Szymon Holcman, Kultura Gniewu
Paweł Timofiejuk, Timof i Cisi Wspólnicy
Hanna Mirska-Grudzińska, Marginesy
Grzegorz Zalewski, Wydawnictwo Linia
Katarzyna Kozłowska, Kurhaus Publishing
Katarzyna Kamieniarz, OMG! Wytwórnia Słowobrazu
Iwona Pietrasik, Taurus Media
Jakub Syty, Wydawnictwo Kubusse
Anna Zdrojewska-Żywiecka, Wydawnictwo Mamania, Grupa Wydawnicza Relacja
Igor Zalewski, wydawnictwo The Facto
Daniel Jaworowicz, wydawnictwo i księgarnia Maklerska.pl
Marta Lipczyńska-Gil, Wydawnictwo Hokus-Pokus

 

***

II. Staramy się pokazać luki i manipulacje w argumentacji PIK:

Pytania i wątpliwości do argumentów Polskiej Izby Książki (cz. 1)

Pytania i wątpliwości do 10 argumentów za ustawą o jednolitej cenie książki autorstwa Polskiej Izby Książki (źródło).

1. Dzięki proponowanej regulacji wydawca ma suwerenne, niezależne i autonomiczne prawo do ustalenia cen detalicznych książek przez określony czas. Regulacja taka funkcjonuje w wielu krajach Europy, a także poza nią (np. w Japonii, Korei Południowej czy Meksyku). Warto dodać, że kraje, jak Niemcy, Francja czy Włochy, które posiadają największe rynki wydawniczo-księgarskie i wysoki rozwój narodowego piśmiennictwa stosują podobne rozwiązania ustawowe od dawna. Wielka Brytania, która zrezygnowała z Net Book Agreement w 1995r. na skutek silnego lobby ze strony dominujących sieci księgarni, ma obecnie rynek zdominowany przez globalnego gracza – firmę AMAZON, posiadającą ponad 60% udział w rynku (85% w rynku książek elektronicznych), zaś księgarnie niezależne zostały znacząco osłabione (zmniejszenie liczby o 40%) i w dużym stopniu wyeliminowane z rynku.

Co oznacza zwrot, że dzięki ustawie wydawca ma prawo do ustalania cen detalicznych książek? Bez takiej ustawy wydawca też ma takie prawo. Tym właśnie charakteryzuje się wolny rynek. Nie jest to ustawa o maksymalnej ani minimalnej cenie, ale o jednolitej (nie mniej niż 95% ceny okładkowej i nie więcej niż 100 procent).

Zwrot „regulacja taka funkcjonuje w wielu krajach Europy” powinien brzmieć „regulacja występuje w niektórych krajach europejskich”.

Zgodnie z Global Fixed Price Book Report (z maja 2014 r.) opublikowanym przez International Publishers Association rozwiązania prawne tego typu występują w: Austrii, Francji, Niemczech, Grecji, Włoszech, Holandii, Norwegii, Portugalii, Słowenii oraz Hiszpanii. To 10 krajów spośród 46 państw europejskich. Co więcej, w krajach o podobnej kulturze i uwarunkowaniu geopolitycznym ustawa czasem występuje, a czasem nie (np. w Norwegii, ale w Szwecji i Finlandii nie; w Holandii, ale w Belgii nie). Przy czym w Norwegii zastosowano model mieszany.

Ponadto, na co nie zwraca się uwagi w tej argumentacji, w wymienionych krajach ustawa o jednolitej cenie jest tylko częścią rozwiązań regulujących rynek książki i wspierających czytelnictwo.

Pytania dotyczące udziału Amazon w rynku:

  • Jaki jest udział Amazon w krajach, gdzie obowiązuje jednolita cena?
  • Czy udział ten liczony jest jako przychody Amazon.com, czy uwzględnia również obroty Amazon Marketplace (czyli platformy sprzedażowej dla firm)?
  • Jak wygląda w ogóle udział sprzedaży papierowej książki online w krajach europejskich?

Źródła: Knut Løyland, Vidar Ringstad, Fixed or free book prices: is a hybrid system superior? w: International Journal of Cultural Policy Volume 18, 2012 – Issue 2

2. Ustawa znana jako Prawo Langa, została wprowadzona we Francji z powodzeniem w roku 1981. W Niemczech regulacja ma ponad 150 letnią tradycję, a jako ustawa funkcjonuje od 2002 r. Wszyscy przedstawiciele rynku w tych krajach – począwszy od autorów, niezależnych księgarni i małych wydawnictw, a skończywszy na dużych podmiotach na rynku – są za utrzymaniem regulacji jednolitej ceny książki. Co więcej, wraz ze zmianą rynku książki ustawa podlega dostosowaniu np. tak się stało w wypadku pojawienia się publikacji elektronicznych. Warte podkreślenia jest też to, że Prawo Langa we Francji, jak też i ustawy o książce w większości pozostałych państw uchwalane były przez parlamenty w sposób jednomyślny, ponad podziałami partyjnymi.

 

Zarówno we Francji, jak i Niemczech ustawa o jednolitej cenie jest tylko częścią rozwiązań mających na celu wspieranie czytelnictwa oraz rynku księgarsko wydawniczego. Wiele rozwiązań prawnych w obu krajach związane jest z zupełnie odmienną tradycją.

Autorzy nie piszą, że na Węgrzech podobne rozwiązania zostały zniesione w 2007 r. po ponad 100-letnim okresie obowiązywania. W Wielkiej Brytanii podobne rozwiązania obowiązywały od 1900 r. i zostały zawieszone w 1995 r. Szwecja po dekadach obowiązywania stałej ceny odeszła od tego rozwiązania w 1970 r. (podobnie jak Finlandia i Austria, w których później przywrócono te rozwiązania).

Jak widać dyskusja na ten temat toczy się od wielu lat i jest przedmiotem ciągłych zmian i modyfikacji. Warto jednak zwrócić uwagę, że rozwiązania te zazwyczaj były wprowadzane w odmiennej rzeczywistości rynkowej. Przede wszystkim przy braku rynku e-commerce.

Najświeższym przykładem jest Izrael. Ustawę wprowadzono w 2013 r. na czas określony (do 2017 r.). Eksperyment przerwano przed czasem ze względu na załamanie sprzedaży (sprzedaż ogólna spadła o 20%, zaś nowych tytułów – o 60%).

Źródła:

Global Fixed Price Book Report (may 2014) (International Publishers Association)

http://booklips.pl/newsy/izrael-rezygnuje-ze-stalej-ceny-ksiazki/

 

3. Ustawa o jednolitej cenie książki to nie tylko regulacja w sprawie czasowego obowiązywania jednolitej ceny książki niezależnie od miejsca jej sprzedaży. Zawiera ona także postanowienia w sprawie ulg przy zakupach dla określonych podmiotów, w tym bibliotek a także zobowiązanie księgarzy do bezpłatnego dostarczania czytelnikowi publikacji, których czasowo nie mają w swoich zasobach. To bardzo ważne korzyści dla czytelników.

Do tej pory biblioteki mogły nabywać książki na wolnym rynku – często bezpośrednio od wydawnictw po cenach hurtowych. W projekcie ustawy biblioteki są biblioteki są wyłączone (art. 9) z obowiązku zakupu książek po jednolitej cenie, ale nie wiadomo jak można rozumieć określenie „pod warunkiem zakupu książki na własny użytek”.

Swoją drogą zapis o bibliotekach pojawił się dopiero w jednej z kolejnych wersji projektu (15-06-2016). Pokazuje to, jak „kompleksowo” inicjatorzy patrzą na rynek książki i czytelnictwo, skoro zapomnieli o jednym z najważniejszych elementów infrastruktury czytelniczej.

Nie bardzo wiadomo, w jaki sposób sprzedawcy będą mogli dostarczać książki, których nie posiadają, jeśli nie będzie ich dostępnych na rynku.

Nie jest prawdą, że księgarze będą zobowiązani do bezpłatnego dostarczenia książek nieposiadanych. Zgodnie z art. 10 pkt 1. projektu ustawy: „sprzedawca końcowy jest uprawniony do obciążenia nabywcy końcowego wyłącznie kosztami związanymi z dostarczeniem książki”. W jaki sposób zostaną ustalone te koszty – nie jest określone. Może więc być to zarówno 1 zł, jak i 20 zł.

4. Proponowane rozwiązanie nie wiąże się z jakimikolwiek obciążeniami dla budżetu państwa. Nie ma podmiotów pokrzywdzonych tą ustawą. Są przede wszystkim beneficjenci – autorzy, wydawcy, księgarze, dystrybutorzy i nade wszystko czytelnicy, ponieważ dostaną większy wybór książek i więcej miejsc, gdzie będą one dostępne. Utrzymanie ceny detalicznej w okresie ochronnym pozwoli na wydawanie książek, które mają wąski krąg odbiorców, a w związku z tym mniejsze szanse rynkowe, zaś stanowią o rozwoju wartościowego i jakościowego piśmiennictwa. Jest też szansa na niższą cenę, gdyż efektywniejszy system sprzedaży zmniejsza koszty wydawców.

Jeśli reakcja rynku na ustawę będzie podobna jak w Izraelu – spadek sprzedaży cen książek – budżet państwa otrzyma mniej w podatkach. Przychody księgarń, wydawnictw, autorów i dystrybutorów spadną. Mniejsze podmioty prawdopodobnie będą zmuszone zamknąć działalność.

Jeśli podobnie jak w Izraelu załamie się rynek nowości, stracą czytelnicy. Wydawnictwa nie będą podejmowały ryzyka promowania nowych nieznanych autorów z obawy o klęskę biznesową. Rynek zdominują bestsellery, czytadła i książki znanych i sprawdzonych autorów.

Nie rozumiemy, w jaki sposób mają się zmniejszyć koszty wydawnictw, skoro ustawa nigdzie nie wspomina o rozwiązaniach dotyczących kwestii układu wydawca-dystrybutor. Wielkie sieci dystrybucyjne należące do Polskiej Izby Książki (często posiadające własne wydawnictwa oraz sieci księgarni) nie zadeklarowały na żadnym etapie rozmów, że obniżą swoje wymagania wobec wydawnictw. W tej chwili cena hurtowa żądana przez dystrybutorów sięga 60%, przy terminach płatności przekraczających 150 dni.

Dodatkowym obciążeniem dla budżetu mogą być instytucje powołane do prowadzenia rejestru książek oraz organy kontrolujące przestrzeganie prawa.

Nie wiadomo, dlaczego jest szansa na niższą cenę. Według badań przeprowadzonych przez M. Canoy, J. Ours, F. Van Der Ploeg jednolita cena książki może „zaowocować wyższymi cenami i niższymi przychodami wydawnictw”.

Źródło: M. Canoy, J. Ours, F. Van Der Ploeg, The Economics of Books, CESIFO Working Paper, no. 1414, February, 2005

5. Brak ustawy skutkuje wojnami cenowymi na rynku książki, które mają fatalne skutki dla wszystkich. Walka ceną może sugerować konsumentom, że książki są albo niepełnowartościowe, albo ich ceny sztucznie zawyżone. Natychmiastowe przeceny nowości wydawniczych (o 20%-30% ceny wyjściowej) to obniżanie należnego honorarium autora i wpływów wydawcy czy księgarza. Wydawca ma obecnie do wyboru: albo ulec presji wojny cenowej i udzielić dodatkowego rabatu, podnosząc odpowiednio cenę detaliczną książki, zaprzestać współpracy z daną siecią, albo też przestać wydawać bardziej jakościowe i ambitne, a tym samym kosztowniejsze książki. Wszystkie te czynniki szkodzą czytelnikowi, który nie zdaje sobie sprawy, ile doskonałych książek nigdy nie ukaże się w Polsce z powodu braku skutecznych uregulowań na rynku. 

W gospodarce wolnorynkowej konkurencja różnych podmiotów sprzedających produkty jest naturalnym zjawiskiem – korzystnym dla klienta. Według ocen i analiz dla 68% klientów cena jest najważniejszym kryterium zakupów  w sieci. (ICAN Research dla Płatności Online BM, 2014).

Klienci są przyzwyczajeni do konkurencji cenowej – jest ona dla nich naturalna – i nie traktują towarów kupionych po obniżonej cenie jako produktów niepełnowartościowych.

Ceny na rynku książki są faktycznie sztucznie zawyżane, co jest tajemnicą poliszynela. Wydawnictwa starają się zrekompensować horrendalnie wysokie rabaty dla hurtowni i dystrybutorów (do 60%) oraz premię za ryzyko długich płatności. Standardem w branży stało się płacenie przez duże sieci dystrybucji, zwłaszcza małym i średnim wydawcom za książki po 150-180 dniach.

W krajach europejskich (zarówno tych, w których obowiązuje ustawa o jednolitej cenie, jak i tych, w których jej nie ma) terminy płatności wynoszą 30-90 dni. To tu jest największy problem polskiego rynku książki. Co ciekawe jest to jawne naruszenie postanowień ustawy o terminach zapłaty w transakcjach  handlowych z dnia 10 maja 2016 r. (Dz.U. 2016 poz. 684).

art. 8 pkt 3.

Strony transakcji handlowej mogą ustalić termin zapłaty dłuższy niż 30 dni, pod warunkiem że ustalenie to jest obiektywnie uzasadnione właściwością lub szczególnymi elementami umowy, a termin ten nie przekracza 60 dni.

Jeśli dystrybutorzy (skupieni w Polskiej Izbie Książki) nie zmienią swojej dotychczasowej polityki, to wprowadzenie ustawy zakonserwuje istniejący układ. Wydawnictwa nie będą miały powodów, by obniżać ceny, zaś dystrybutorzy nie będą musieli ze sobą konkurować. Przy dotychczasowych warunkach (cena hurtowa stanowiąca 55-60% ceny detalicznej), jednolita cena bez możliwości obniżek zapewnia pewny zysk dla każdego podmiotu zajmującego się dystrybucją. W rezultacie może to doprowadzić do konsolidacji w tej branży i powstania wielkiego gracza, który dopiero będzie zagrożeniem dla rynku.

Źródła:

https://lifestyle.newseria.pl/newsy/srednio-na-zakupy-w,p1281485748

 

Opracowanie:

Grzegorz Zalewski,

prezes Wydawnictwa Linia,

ekspert Domu Maklerskiego BOŚ SA.

Z poważaniem

Grzegorz Zalewski

Wydawnictwo Linia

 

 

Kategorie: Rynek Polski

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.