Sprostowanie artykułu "Recenzja plus VAT" z GW

Sprostowanie artykułu "Recenzja plus VAT" z GW
W GW z 1.07.2005 ukazał się artykuł „Recenzja plus VAT” (na stronach www  „Misja TVP za pieniądze wydawców książek”).
„Aby umieścić książkę w programach „Lubię czytać” i „Książka na wakacje”, wydawca musi dołożyć się do produkcji. „Złożyliśmy propozycje kilkunastu tytułów, z których wybrano na razie trzy. Nie mamy wpływu, jakie książki zostaną zaprezentowane. Będziemy płacić, bo nie mamy wyjścia. Telewizja poświęca tak mało miejsca książkom, że trzeba wykorzystać każdą szansę” – mówi Artur Mrozowski ze Znaku
 
„Książka na wakacje” to nowy ośmiominutowy program nadawany przez całe wakacje raz w tygodniu w „Dwójce”. Pierwszy odcinek wyemitowano w miniony wtorek. Dorota Koman prezentuje w nim literaturę popularną, którą warto przeczytać na urlopie.
Od innych programów tego typu „Książka na wakacje” różni się jednym, za to ważnym szczegółem: warunkiem uczestnictwa jest zapłacenie 100 zł plus VAT od zaprezentowanej książki. Mówi o tym list, który rozesłało do wszystkich wydawnictw w Polsce przedsiębiorstwo Ars Polona SA przygotowujące program wspólnie z TVP. W zamian Ars Polona gwarantuje dwuminutowe omówienie oraz pokazanie książki na półce „przez cały program”.
 
Na ofertę odpowiedziało ok. 30 wydawców, m.in. Znak, PIW, Noir sur Blanc, a także wiele wydawnictw dla dzieci.
Artur Mrozowski ze Znaku: – Złożyliśmy propozycje kilkunastu tytułów, z których wybrano na razie trzy. Nie mamy wpływu, jakie książki zostaną zaprezentowane. Będziemy płacić, bo nie mamy wyjścia. Telewizja poświęca tak mało miejsca książkom, że trzeba wykorzystać każdą szansę.
 
Zadzwoniliśmy do Ars Polony z pytaniem, na jakiej podstawie firma żąda opłat za recenzowanie książek w telewizji publicznej. Telefon podany w liście do wydawców odebrała Teresa Wieczorek z Biura Targów. Była zaskoczona pytaniem: – A państwo nie pobieracie opłat w „Gazecie”? (dla wyjaśnienia – nie pobieramy).
Bardziej rozmowny okazał się wiceprezes Grzegorz Guzowski: – To nie opłata za recenzję, ale za organizację, czyli transport, korespondencję, obsługę.
 
Jak mówi Guzowski, to TVP zaproponowała współpracę, ona też pokrywa koszty produkcji telewizyjnej. – Powiedzieli tak: chcemy robić program o książkach, ale nie mamy pieniędzy. Jako firma promująca książkę w kraju i za granicą zdecydowaliśmy się w to wejść, ale musieliśmy się podzielić częścią kosztów z wydawcami. Mimo to do każdego programu dokładamy 300-400 zł.
Prowadząca program Dorota Koman podkreśla, że opłaty nie mają wpływu na dobór książek. Wybiera sama z propozycji wydawców, kierując się własnym gustem. W programie są jednak tylko pozytywne omówienia. – Książek złych nie krytykuję, bo nie ma na to czasu. Pokazuję tylko książki dobre – mówi Koman.
„Książka na wakacje” to niejedyny program w TVP, w którym wydawcy muszą płacić. Opłaty pobiera również firma produkująca dla „Dwójki” program „Lubię czytać” z udziałem Beaty Tyszkiewicz i zaproszonych gości, tu jednak cena za prezentację tytułu jest znacznie wyższa: od 6 do 8 tys. zł.
 
Mówi producent programu Joanna Damięcka: – To był pomysł kilku wydawców. Telewizja daje montaż i oprawę techniczną, resztę, w tym honoraria i wynajęcie księgarni, gdzie powstają zdjęcia, pokrywamy my. Wydawało nam się, że odciążymy w ten sposób budżet TVP.
 
Podczas każdego programu omawiane są dwa tytuły. Bezpłatnie można pokazać okładki na końcu programu, lektor czyta wtedy tylko nazwisko autora i tytuł. Ale Beata Tyszkiewicz już o nich nie opowie.
Monika Sznajderman z wydawnictwa Czarne jest oburzona opłatami za prezentację książek w TVP. – To kuriozalne. Kiedy opowiadamy o takich praktykach wydawcom na Zachodzie, łapią się za głowy. To tym bardziej niedopuszczalne, że chodzi o programy telewizji publicznej, która utrzymuje się z naszego abonamentu. Podważa się w ten sposób wiarygodność programów: telewidz przecież nie wie, że wydawca zapłacił za prezentację książki.
 
W programie „Lubię czytać” prezentowano kilka książek wydawnictwa WAB. Beata Stasińska, redaktor naczelna: – Wolałabym, żeby telewizja nie sięgała do kieszeni wydawców, ale z promocją kultury jest tak źle, że trzeba korzystać z każdej możliwości.
Po naszej interwencji dyrektor „Dwójki” Nina Terentiew poprosiła wczoraj wiceprezesa Ars Polony, aby wycofał się z pobierania opłat od wydawców. Ars Polona rozesłała wieczorem informację do członków Polskiej Izby Książki, że nie będzie już pobierała pieniędzy za „Książkę na wakacje”.”
 
Ponieważ wbrew telefonicznemu stwierdzeniu szefa działu kultura, że „wszystkie wypowiedzi były autoryzowane”, powyższy artykuł to w znacznym stopniu zbiór nieprawd, przeinaczeń i przemilczeń.”
 
Sprostowanie Ars Polona:
 
Autor stawia zarzut, że wydawcy nie mają wpływu na to, jakie książki zostaną zaprezentowane w programach telewizyjnych „Lubię czytać” i „Książka na wakacje”. Oczywiście według Autora to wydawca, a nie niezależny ekspert, powinien decydować, jaką książkę polecić czytelnikom.
Autor „próbując dotrzeć do kompetentnego źródła informacji”, zamiast zadzwonić do osoby prowadzącej temat, „przez przypadek” wybrał rozmówcę na zasadzie „chybił trafił” i udało się – pracownica innego działu „powiedziała co wiedziała”, czyli nic na ten temat.
 
Przez cały dzień próbowałem dodzwonić się do Autora. Niestety ciągle był zajęty. Szczęśliwie następnego dnia sam zadzwonił, ale z mojej kilkuminutowej wypowiedzi na ten  temat, ukazała się cząstka i to w specyficzny sposób zmieniona.
 
Autor „zapomniał” napisać, że podstawą złożonej przez TVP2 Ars Polonie propozycji współpracy przy produkcji programu o książkach było znalezienie partnera, który gwarantowałby bezstronność, z racji dotychczasowej postawy na rynku książki oraz faktu, iż sam nie jest wydawnictwem.
 
Autor „zapomniał” napisać, że Ars Polona jako jedna z nielicznych komercyjnych firm corocznie dofinansowuje działania różnych instytucji służących promocji czytelnictwa.
 
Autor „zapomniał” napisać, że wspieranie finansowe promocji polskich książek tak w kraju, jak i za granicą nie jest niczym wyjątkowym. Podobnie jak TVP2, tak i inne instytucje, w tym powołane kierunkowo do promocji kultury i czytelnictwa, swoją misję realizują przy wsparciu finansowym wydawców i firm, które jak Ars Polona zechcą wspierać ten szczytny cel.
Autor do stwierdzenia, że GW nie pobiera opłat, „zapomniał” dodać jakich. Czy chodzi tu o opłaty za bardzo szeroką pozytywną „promocję” wszystkich książek wydawnictwa, w którym ma zwyczaj wydawać swoje książki szef działu kultury GW?
 
Autor ma „problemy z pamięcią”, bo być może jako recenzent teatralny (i od czasu do czasu polityczny) przyzwyczaił się pisać felietony oparte na własnych emocjach lub interesach politycznych, a nie faktach.
Autor, w którego bibliografii internetowej na 141 artykułów brak choćby jednego artykułu o książce, jej promocji czy rynku wydawniczym, może przez niektórych być uważany za bezstronnego, przez innych za niekompetentnego.
Nie wiem, czemu służy ten artykuł. Na pewno nie wspieraniu czytelnictwa czy wypracowywaniu najlepszych form promocji książki.
 
Gdyby miał pozytywne intencje, nie zawierałby tylu „błędów”.
 
Kategorie: Prawo gospodarcze

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.