Wierzę, że każda moja powieść to suma moich własnych przeżyć, doświadczeń i emocji
Przegląd
- Typ: Wywiady
- Marka: Szara Godzina
Moc kobiecego wsparcia jest niezastąpiona, ale do powieści wzięłam tylko ten element z mojego życia – mówi Alicja Filipowska, autorka książki, ,,Drobne przysługi”, która ukaże się pod szyldem Szarej Godziny 21 lipca.
Pierwsza Pani książka pod szyldem Szarej Godziny „Drobne przysługi” ukaże się 21 lipca. Akcja powieści rozgrywa się w małej miejscowości, gdzie każdy zna każdego, a plotki krążą szybciej niż listy… Czy konstruując tę historię inspirowała się Pani jakimś konkretnym miejscem, wydarzeniem, osobą?
Akcja powieści rozgrywa się w miejscowości Kamionka nieopodal miejsca, w którym mieszkam. Jej nazwa kojarzy mi się z domem rodzinnym, gdzie w latach 70. i 80. moja mama kolekcjonowała kamionkowe bibeloty. Słowa kamionka przywołuje ciepłe wspomnienia o domu, stąd wybór tego miejsca na akcję książki. Jest to już trzecia moja książka, której akcja dzieje się w tej miejscowości. Zaczynając pisać, wpadłam na pomysł, że pójdę w ślady jednej z moich ulubionych autorek Elizabeth Strout i będę pisała o tych samach bohaterach w różnych momentach ich życia. Główna bohaterka książki „Drobne przysługi” Halina pojawiła się po raz pierwszy w powieści „Ani słowa o rodzinie”.
Główną bohaterką książki jest Halina. Pozornie niepozorna😊 urzędniczka na poczcie. Samotna. Introwertyczka. Jaka jest w rzeczywistości?
Halina to z jednej strony szara myszka, posłuszna zasadom wpojonym przez babkę i siostrę, a z drugiej łaknąca zmian i ciekawa świata kobieta, której zabrakło odwagi. Bardzo by chciała, ale się boi. Nie zmienia przyzwyczajeń, bo nawet nie wie, że tak wolno. Nie chce sprawić przykrości nikomu dookoła, więc po prostu wycofuje się do swojej skorupy.
Czytając książkę, miałam wrażenie, że tka Pani wielobarwny gobelin z różnych postaci kobiecych. I czuły, i szorstki… Jest Ewa – ciepła i głęboko zraniona, Iwona – plotkara o gołębim sercu, roztrzepana Regina, temperamentna Urszula… Inspirowała się Pani konkretnymi osobami?
Mam to szczęście że otaczają mnie wspaniałe kobiety i tworzymy podobna „paczkę” jak wspomniane przez Panią postacie w mojej książce. Moc kobiecego wsparcia jest niezastąpiona, ale do powieści wzięłam tylko ten element z mojego życia. Tworząc bohaterów, bardzo staram się nie wzorować ich na znanych mi osobach, ale dopuszczam do głosy fikcyjnych bohaterów, żeby sami odpowiedzieli mi o sobie, odsłonili się, a ja pełnię rolę kronikarki ich życia.
I siostra Haliny Bożena. Sroga nauczycielka życia, która wie, jak wszyscy powinni żyć… I druga siostra – Basia. Jaka łączy je relacja?
Z uwagą przysłuchuję się znajomym, które opowiadają o relacjach ze swoimi siostrami. I w każdym układzie jest pewna hierarchia, wyznaczone role, ustalone, nienazwane zasady, które pozwalają funkcjonować w rodzinie. Trzy siostry w mojej powieści też stworzyły wewnętrzy system, który pozwalał im funkcjonować w dzieciństwie i przeniósł się w dorosłe życie. Łączy je trudne dzieciństwo i okropna babcia, a one trzymają się razem i wspierają dopóki…..
Są jak lustro. Halina widzi w nich siebie z przed lat i wszystkie stracone szanse, prawda?
Tak, Halina jest tylko niemym świadkiem życiowych rozterek sióstr. Jest w tym trochę zazdrości i żalu.
Ważną postacią w książce jest Stefan. Nowy listonosz z twarzą, której nikt nie zapamiętuje, i nazwiskiem, które brzmi niezręcznie… Dlaczego początkowo irytuje Halinę?
Nikt nigdy nie okazywał jej zainteresowania, dla nikogo nie była ważna, dlatego kiedy Stefan okazuje jej sympatię, ona się stroszy i nie wierzy w jego słowa. To zawsze ona była ta miłą dla wszystkich, gotową na pomoc każdemu, a tymczasem pojawia się Stefan i wszyscy są nim zachwyceni. Zazdrość? Strach przed utrata swojej pozycji w wiosce? Pewnie tak. Staram się tworzyć bohaterów wielowymiarowych. Nikt nie jest tak do końca zupełnie dobry ani zupełnie zły. Ale Halina nie wie też, że pod tą irytacją Stefanem kryje się cos jeszcze, coś nieznanego , pragnienie bliskości.
Czy któraś z postaci mówi Pani głosem? Z którą czuje się Pani najmocniej związana?
To dla mnie jest bardzo ważne, żeby trzymać na uboczu powieści, nie wchodzić do ich świata, nie przemawiać ich ustami. Nie ma mnie w tej książce, ale wierzę, że każda moja powieść to suma moich własnych przeżyć, doświadczeń i emocji. Pisząc odkryłam, że w każdej kolejnej powieści jestem najmocniej związana z najbardziej wykluczonym, odrzucanym, najsłabszym bohaterem. To on przemawia do mnie z największa mocą i prosi o swoją własną historię. W tej powieści była to Ewa i duch jej młodzieńczej miłości do Zenki Bryndy.
Jakie tematy były dla Pani najważniejsze w tej historii? Kobieca przyjaźń? Przekonanie, że życie bywa nieprzewidywalne?
Tak, ta książka to hołd dla kobiecej przyjaźni, to laurka dla kobiet, które przyjęły mnie do swoje serca i życia. Ale też historia o tym, że niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu po coś. Dla Haliny był to Stefan, który tchnął w nią odwagę. Ale jest to też opowieść o tym, że nie każda relacja damsko-męska musi prowadzić do wielkich uczuć, romansu, miłości, czasami jest to po prostu bliska znajomość.
Czy ta książka Panią zmieniła?
Raczej nie. A przynajmniej ja tego nie poczułam. Ale była to książka ogromnie mi potrzebna. Moja poprzednia powieść „Czarne łabędzie” była w pisaniu ogromnie wyczerpująca emocjonalnie, trudna, bolesna. Dlatego „Drobne przysługi” to moja osobista „comfort book”, czyli książka, która pozwoliła mi nabrać oddechu, poprawiła mi nastrój. Potrzebowałam takiej lekkiej historii i pisałam ją z uśmiechem na twarzy, zachwycając się ciętym jęzorem Halinki i ciastami Stefana. Chciałam poczuć się tak, jak poczułam, czytając „Lekcje chemii”. I to mi się udało.
Czy były sceny, które szczególnie trudno było napisać? A może takie, które napisały się same?
Pisanie przychodzi mi z łatwością. Nie ma w tej książce scen, które byłyby dla mnie szczególnie trudne, ale pisząc scenę z sarnami we mgle skupiłam się szczególnie, żeby nie dać za dużo opisów przyrody, a jednak oddać nastrój tej sceny.
Pracuje Pani w ciszy czy chaosie? Regularnie czy w rytmie twórczej weny?
Pracuję w ciszy. Ale ta książka, która powstawała latem 2024 pisana była na przykład na plaży na Krecie, gdzie spędzałam wakacje, w moim ogródku działkowym gdzie wylegiwałam się na leżaku i pisałam ją na kolanie. Nie wierzę w istnienie weny, wierzę w determinację i regularną pracę. Pisze dwie książki rocznie. Jedną zimą – od października do marca w weekendy. Drugą latem – od maja do września, wówczas zwykle rano ponieważ z racji bycia nauczycielką mam wtedy wakacje.
Pisze Pani kolejną książkę?
Tak właśnie skończyłam prace na powieścią „Kobieta z zielonego domu”. Główną bohaterką jest wspomniana w „Drobnych przysługach” ciocia Władzia, silna, niezależna kobieta, którą los przypadkowo i na chwilkę rzucił do Kamionki jesienią 1968 roku, a potem postawił na jej drodze nastolatka uciekającego z przemoczonego domu.
Dziękuję za rozmowę
Magda Kaczyńska






