Z pisaniem książek to chyba trochę tak jest jak z rzeczami, które uzależniają

Z pisaniem książek to chyba trochę tak jest jak z rzeczami, które uzależniają

Przegląd

Rozmawiam z Bożeną Stasiak, dziennikarką od lat zajmującą się tekstami poświęconymi zdrowiu oraz autorką książek o szeroko pojętej tematyce medycznej. Pretekstem do naszej rozmowy jest premiera książki jej autorstwa „Pandemia. Dzieje zarazy” , która ukazała się nakładem Wydawnictwa Harde.

Czy do napisania książki „Pandemia. Dzieje zarazy” skłonił Panią chaos informacyjny dotyczący wirusa SARS-CoV-2 odpowiedzialnego za pandemię, która od kilku miesięcy determinuje nasze życie?

Pomysł na książkę o pandemiach przyszedł mi do głowy od razu, kiedy w świat poszła informacja o tajemniczym wirusie w Chinach. Jeszcze go nie zidentyfikowano, ale już można było odczuć, że naukowcy czują przed nim respekt, przez co wydawał się bardziej groźny. Mniej więcej w tym czasie brałam udział w konferencji, jaka odbywała się w ambasadzie chińskiej w Warszawie. Tam zaprezentowano nam film z Wuhan, który, choć wydźwięk zapewne z założenia twórców miał mieć krzepiący, na mnie zrobił całkiem przeciwne wrażenie. A wkrótce potem już było jasne, że mamy do czynienia nie z lokalnym ogniskiem zakażeń, ale z rozprzestrzeniającą się pandemią. Towarzyszyła jej pandemia strachu i pandemia…dezinformacji. Uznałam, że to wszystko jest wspaniałym tematem na książkę.

Tytuł „Pandemia. Dzieje zarazy” wywołuje skojarzenie z obecną pandemią, ale potraktowała Pani temat chorób zakaźnych kompleksowo, od strony historycznej i medycznej. Dlaczego?

Pandemia. Dzieje zarazy” nie jest jednak książką poruszającą jedynie obecną pandemię Covid-10, choć oczywiście takie skojarzenia, już przez samą okładkę, budzi. Opisałam w niej epidemie – te największe, ale i mniejsze też, chorób zakaźnych dziesiątkujących ludzkość od starożytności. Chciałam pokazać, że towarzyszyły one człowiekowi od bardzo dawna, towarzyszą nam nadal i tak już będzie, dopóki człowiek będzie istniał, a razem z nim istnieć będą rozmaite patogeny.

W jednym z rozdziałów tłumaczy Pani, czym są, skąd się wzięły i jak działają wirusy i bakterie. Pisze Pani jednak, że nie zawsze są one naszymi wrogami, Czy rzeczywiście mogą być stosowane w terapiach przeciwnowotworowych lub wleczeniu schorzeń neurodegeneracyjnych?

Najwięcej uwagi poświęciłam wirusom i bakteriom, tym najpowszechniej występującym czynnikom chorobotwórczym. Ale jednocześnie podaję przykłady, że nie zawsze są one naszymi wrogami, czasami bywają przyjaciółmi. Dzięki osiągnięciom biologii molekularnej i inżynierii genetycznej pewne wirusy można tak przeprogramować, żeby, zamiast zabijać, mogły leczyć. Wstrzyknięte do guzów nowotworowych potrafią zniszczyć komórki rakowe, inne można tak zmodyfikować, żeby wzmacniać układ odpornościowy. Ostatnio sporo mówi się o tzw. bakteriofagach – wirusach pożerających zabójcze bakterie. To właśnie dlatego kąpiel w rzece Ganges ma właściwości uzdrawiające, chociaż pływa w niej ogromna ilość zanieczyszczeń.

Dżuma, trąd, ospa, cholera, polio, AIDS, ebola czy „hiszpanka”… Zarazy i plagi przez tysiąclecia dziesiątkowały ludzkość. Miały wpływ na bieg historii, politykę, życie społeczne i religijne… Pisze Pani też, że sprzyjały pogromom grup społecznych i nacji, którym przypisywano winę za wybuch zarazy…

Pisząc o plagach dziesiątkujących od tysięcy lat ludzkość nie sposób nie wspomnieć o tym, jak wielki miały one wpływ na życie społeczne, ekonomiczne, religijne, jak zmieniały bieg historii. I ten aspekt, poza czysto medycznym, również znalazł wyraz w mojej książce. To ospa stała się przyczyną upadku Rzymu za czasów Marka Antoninusa Aureliusza, nazwana później „zarazą Antoninów”, to dżuma w XIV w. wieku pozbawiła świetności Wenecję. To przez ospę, przywleczoną w XVI w. przez Hiszpanów, Aztekowie stracili nie tylko 80 proc. populacji, ale także wiarę. Zaś słynna grypa „hiszpanka” spowodowała załamanie armii pod Paryżem. W mojej książce opisuję wiele takich zdarzeń pokazujących, jak pandemie mogą zmieniać świat.

Opisuje Pani w książce stosowane niegdyś metody leczenia, odwołując się do źródeł historycznych i opracowań naukowych. Mogłaby Pani uchylić rąbka tajemnicy?

Niektóre zamieszczane przeze mnie opisy mogą budzić niedowierzanie. Mam tu na myśli stosowane niegdyś sposoby leczenia „zaraz”. Np. maści czy zastrzyki na syfilis, krew dziewic lub dzieci jako dość powszechny „lek” w czasach starożytnych, whisky na grypę… Ale niektóre z tych metod dały początek współczesnym środkom ochronnym, np. kwarantannę stosowano już w XIV w. we Włoszech.

Jeden z rozdziałów poświęciła Pani koronawirusom, w tym wirusowi SARS-CoV-2 odpowiedzialnemu za obecną pandemię, ale też SARS – CoV, MERS-CoV, COVID 19A. Jak współczesna medycyna radzi sobie z wirusami i ich mutacjami?

Współczesna medycyna oczywiście radzi sobie z chorobotwórczymi patogenami zupełnie inaczej. Mamy szczepionki, innowacyjne leki, terapie celowane, immunoterapie… A mimo to co i raz pojawia się jakiś wirus czy bakteria, z którymi nauka nie może sobie poradzić. Przykładem jest wirus SARS – CoV czy obecny nowy koronawirus SARS -CoV-2. Historia zarazy pokazuje, że pewne choroby zakaźne, dzięki wynalezieniu nowej szczepionki czy leku, udaje się wytępić, jak np. ospę prawdziwą, inne tylko wyhamować, a jeszcze inne wciąż czekają na odkrycie sposobu, który pomógłby je zwalczyć. Ponieważ jednak natura nie znosi próżni, może być i tak, że jakiś drobnoustrój zniknie, ale w jego miejsce pojawi się kolejny, może jeszcze groźniejszy…

Od czasu do czasu w mediach pojawiają się sugestie, że SARS-CoV-2 wymknął się z laboratorium. Czy to możliwe?

Pandemiom często towarzyszą różne teorie spiskowe. Nie inaczej jest i z Covid-19. W tym przypadku dość często przewija się ta, że nowy koronawirus wymknął się z laboratorium Wuhan. Nie mnie oceniać, czy jest w tym jakaś prawda, ale teorię, jako jedną z wielu, przedstawiam. Niewykluczone, że w momencie, kiedy książka już się ukaże, któraś z tych licznych teorii spiskowych okaże się czymś więcej niż tylko teorią.

Czy na przełomie 2020/21 roku możemy oczekiwać drugiej, jeszcze silniejszej pandemii?

Nie mnie również oceniać, przewidywać, czy na przełomie roku możemy się spodziewać drugiej fali obecnej pandemii bądź może jeszcze innej, innego rodzaju pandemii. Opinie naukowców są tu podzielone. Ale większość uważa, że z pewnością możemy się spodziewać epidemii grypy, na którą może nałożyć się obecny koronawirus, ale już w łagodniejszej postaci. Natomiast – i to lekarze podkreślają już zgodnie – w powodzi działań związanych z Covid-19 zapominamy o innych chorobach, które też można by nazwać plagami, gnębiącymi społeczeństwa. To choroby cywilizacyjne – nowotwory, schorzenia kardiologiczne, neurodegeneracyjne, cukrzyca… One też zabijają!

Nowotworom poświęciła Pani swoją kolejną książkę, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Harde już w lipcu – „Taniec z rakiem. Terapie i antyterapie”. Słowo „rak” wywołuje przerażenie. Czy współczesna medycyna jest bezradna?

Spośród tych innych plag największy strach wywołują nowotwory. Słowo „rak” niezmiennie od lat budzi lęk, kojarzy się z wyrokiem śmierci, choć dziś wiele nowotworów daje się wyleczyć lub przynajmniej na tyle zaleczyć, że z rakiem można żyć jak z chorobą przewlekłą. Niestety, wielu chorych o tym nie wie albo, nawet wiedząc, szuka pomocy w medycynie niekonwencjonalnej, nie ufając tej akademickiej, opartej na solidnych podstawach. I wielu trafia w ręce szarlatanów, tracąc i szanse na wyleczenie, i pieniądze.

Czy nowoczesne metody diagnostyczne i leki, jak chirurgia onkologiczna, chemioterapia, hormonoterapia czy radioterapia, immunoterapia czy leczenie celowane molekularnie, są dostępne w Polsce?

Brak wiary w skuteczność medycyny akademickiej wynika także stąd, że wiele z nowoczesnych metod niestety nie jest w Polsce dostępna. W takich sytuacjach „tonący brzytwy się chwyta”, tylko że ta brzytwa niesie ze sobą ogromne zagrożenia. To nie jest tak, o czym w książce również piszę, że każda metoda tzw. niekonwencjonalne jest zła. Są bowiem wśród nich i takie, które mogą okazać się pomocne, komplementarne w terapii zaleconej przez lekarza, wówczas należy je traktować jako uzupełniające, pod warunkiem, że ich zastosowanie zostanie wcześniej uzgodnione z lekarzem prowadzącym – onkologiem, chirurgiem itp. Do takich właśnie metod, które mogą okazać się pomocne w leczeniu raka, należy np. joga, akupunktura, medytacja. Każdą należy dobrać indywidualnie, tak, żeby jak najbardziej pasowała i dawała komfort.

Jakie paramedyczne metody stosowane są w onkologii? Jakie niebezpieczeństwo wiąże się z sięganiem po terapie niekonwencjonalne?

Jak już wspomniałam, metod niekonwencjonalnych jest mnóstwo. I tych, mogących mieć status uzupełniających, i tych, które nie pomogą, ale i nie zaszkodzą, ale jest też całe mnóstwo takich, które ewidentnie mogą przyspieszyć progresję nowotworu.

Jak więc uniknąć szarlatanów?

Jeśli już chory jest zdecydowany szukać pomocy w medycynie niekonwencjonalnej, to, po pierwsze, powinien o tym poinformować swojego lekarza, po drugie, trzecie i kolejne – upewnić się, że osoba zajmująca się taką działalnością, ma odpowiednie umiejętności, potwierdzone certyfikatem. W swojej książce wymieniam wiele czynników, które należy brać pod uwagę.

Co mogłaby Pani opowiedzieć o diecie antyrakowej?

Powstało wiele publikacji na temat diety antyrakowej, zarówno tej profilaktycznej, jak i tej do stosowania już w czasie choroby. W książce, w ogólnych zarysach, przedstawiłam tylko te, które uznałam za najciekawsze. Od tych najbardziej absurdalnych po te, które faktycznie mogą mieć wpływ na eliminację raka.

Chciałabym jeszcze wspomnieć o jeszcze innej książce Pani autorstwa – Zwierzenia Polaków. Listy intymne”. Inspiracją do jej napisania było ponad 200 listów od Czytelników rubryki „Intymności” w „Super Expressie”, którą prowadzi Pani od kilkunastu lat. Seks… ważny temat?

We wszystkich swoich trzech książkach, a pierwszą były „Zwierzenia Polaków. Listy intymne”, poruszam problemy zdrowia, bo przecież seks to też zdrowie! A zdrowie, pojęte bardzo szeroko, jako dziennikarce specjalizującej się od wielu lat w tej tematyce, jest mi bardzo bliskie. Ta pierwsza książka, powstała na podstawie setek listów, jakie przez wiele lat napływały do prowadzonej przeze mnie na łamach „Super Expressu” kolumny „Intymności”, choć nie jest sensu stricte poradnikiem, bo takich na rynku pełno, na pewno okaże się ciekawa i pomocna i dla tych, którzy mają z seksem problemy, i dla tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej, jak i dla wszystkich, którzy pragną cieszyć się życiem. Bez przesadnej skromności powiem, że gdybym to nie ja byłam jej autorką, z pewnością z przyjemnością bym po nią sięgnęła.

Czy pracuje Pani nad kolejną książką?

Z pisaniem książek to chyba trochę tak jest jak z rzeczami, które uzależniają. Jak już napisze się pierwszą, to zaraz pojawia się myśl o drugiej, a jak i ta druga zostanie napisana, to myśli się o trzeciej, a potem o kolejnej… Tak więc owszem, mam już nawet pomysł na następną, również ze zdrowiem i medycyną w tle, ale to tło zostanie tylko leciutko zaznaczone. I to tyle, co na razie mogę powiedzieć.

Dziękuję za rozmowę
Magda Kaczyńska

Kategorie: Wywiady