"Zdumienie i niepokój budzi przede wszystkim sposób przeprowadzania reformy podręczników"

"Zdumienie i niepokój budzi przede wszystkim sposób przeprowadzania reformy podręczników"
Komentarz Przewodniczącego Sekcji Wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki w związku z przegłosowaniem w Sejmie nowelizacji ustawy oświatowej – tzw. ustawy podręcznikowej.Środowisko wydawców edukacyjnych od wielu lat zwracało uwagę, że Polska pozostaje jednym z nielicznych, rozwiniętych krajów Europy, w którym rodzice muszą ponosić koszty zakupu podręczników i pomocy szkolnych. Dlatego pozytywnie odnieśliśmy się do zaproponowanej przez rząd idei zagwarantowania polskim uczniom darmowego dostępu do podręczników. Niestety w przygotowanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej nowelizacji ustawy oświatowej – przegłosowanej przez Sejm – realizacja słusznej koncepcji zapewnienia uczniom darmowych narzędzi edukacyjnych odbędzie się poprzez wprowadzenie rozwiązań, które ograniczą wybór narzędzi i metod nauczania. Stoi to w sprzeczności z osiągnięciami współczesnej pedagogiki. Chodzi tu przede wszystkim o narzucenie nauczycielom i uczniom najmłodszych klas tworzonego przez MEN w pośpiechu elementarza. Stało się tak pomimo, że w trakcie konsultacji społecznych ustawy nie tylko wydawnictwa, ale także wiele innych środowisk związanych z edukacją wskazywało na zagrożenia dla jakości nauczania wynikające z wprowadzania państwowego monopolu na podręczniki dla najmłodszych.

Pozytywny wpływ na jakość edukacji wynikający z różnorodności, możliwości wyboru podręczników oraz metod nauczania nie jest wymysłem wydawców. Wiele autorytetów pedagogicznych – także sama Maria Lorek, autorka rządowego podręcznika – przyznaje w publicznych wypowiedziach, że nie ma jednej metody nauczania, która byłaby dobra dla wszystkich dzieci. A przecież podręcznik, także ten rządowy, jest przede wszystkim narzędziem realizacji określonej metody nauczania.

Resort edukacji zignorował te głosy i zdecydował się przeprowadzić we wrześniu 2014 eksperyment na półmilionowej grupie uczniów. Nawiązując do listu otwartego, który Andrzej Nowakowski, autorytet świata wydawniczego, wystosował do Rafała Grupińskiego, Przewodniczącego Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej w Sejmie  –  MEN pokazał „gest Kozakiewicza” nie tylko wydawcom, ale wszystkim środowiskom, które uważają, że edukacja nie powinna obszarem przeprowadzanych w pośpiechu eksperymentów.

Zdumienie i niepokój budzi przede wszystkim sposób przeprowadzania reformy podręczników. Nie chodzi tutaj tylko o postawienie wydawnictw w roli czarnego charakteru polskiej edukacji czy ignorowanie zasad dobrej legislacji w trakcie tworzenia ustawy.  Prace nad ustawą pokazały  bowiem, że jakość narzędzi edukacyjnych oraz możliwość ich wyboru – kluczowa kwestia w utrzymaniu wysokiego poziomu edukacji – stały się problemami drugorzędnymi, traktowanymi czysto instrumentalnie.  Świadczy o tym m.in. fakt, że jeszcze w ubiegłym roku przedstawiciele kierownictwa ministerstwa edukacji, którzy dziś chwalą pomysł rządowego podręcznika publicznie twierdzili, że nie popierają idei jednego podręcznika na rynku oraz przekonywali, że możliwość wyboru narzędzi edukacyjnych jest osiągnięciem polskiej edukacji. W 2008 roku proponując zniesienie obowiązujących wcześniej ograniczeń w liczbie podręczników w szkołach posłowie PO przekonywali, że  „swoboda doboru narzędzi edukacyjnych do potrzeb i możliwości dziecka jest wyrazem realizowania przez państwo nowoczesnej pedagogiki, rozwijającej indywidualizm każdego dziecka”. Pogląd ten poparł wtedy rząd Donalda Tuska. Od kilku miesięcy słyszymy diametralnie odmienne stanowisko w tej sprawie, co rodzi pytanie, czy jakość edukacji i zasady pedagogiki mają jakiekolwiek znaczenie w tworzeniu polityki edukacyjnej państwa.

Jarosław Matuszewski
Przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki
Kategorie: Instytucje

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.