Proza północy w Czułym Barbarzyńcy

Proza północy w Czułym Barbarzyńcy
PROZA PÓŁNOCY W CZUŁYM BARBARZYŃCY
Zapraszamy na spotkanie z Danielem Odiją i Filipem Onichimowskim
 
25 października 2005 r., godz. 20.00
 prowadzenie Leszek Bugajski
 
Bo u nas w miasteczku ludzie teraz szybciej się starzeją. Najpierw się rodzą, potem są dziećmi, a potem chwila jeszcze i starcy z nich się robią. Marszczą się, tracą zęby, garbią – ku ziemi ich ciągnie. W miasteczku śmierć nie przeraża i nie wzrusza, bo wszyscy są tak starzy, że prawie martwi. Niewielu jest naprawdę żywych, a ci którzy są – nie uciekną. Nie uciekną, bo z miasteczka nie można uciec.
Ono jest wszędzie, gdziekolwiek byśmy się nie ruszyli, i dlatego w nim musimy umrzeć. Inny świat nie istnieje.
 
„Zalani” to debiut Filipa Onichimowskiego. Nie on pierwszy napisał o odrażających ludziach i o brudach życia. Ale zrobił coś więcej – napisał, że tylko w apokalipsie wybawienie.
Dariusz Nowacki, Gazeta Wyborcza
 
Filip Onichimowski ma 27 lat, bystre oko i sprawne pióro. Mieszka w Olsztynie, sporo publikował w prasie literackiej, był jednym z założycieli i redaktorów pisma „Undergrunt”, tłumaczono go na niemiecki. „Zalani” to jego pierwsza książka. O pewnym miasteczku, a może pewnym kraju.
Krzysztof Masłoń, Rzeczpospolita
 
W tych opowiadaniach czuć ciężar pracy fizycznej, która albo człowieka ściera w pył, albo wzmacnia tak, że nie skruszy go żadna siła. To gawędy o rodzinie, umieraniu i narodzinach. Frazy poetyckie pragną oddać zachwyt życiem. Wulgarność i chłód bijące czasami z tych opowieści być może potwierdzają tezę o postępującej dehumanizacji kultury i sztuki, degradacji rzeczywistości. Najważniejsza jednak jest przygoda, nawet jeśli wysuszy ją agonia. Bo co by nie mówić, to jednak cud, że się staliśmy, jesteśmy i wspólnie powoli przestajemy być… I piękna jest nadzieja, że może nigdy się nie skończymy? Tak jak gawędy o życiu i umieraniu.
 
Daniel Odija potwierdza swoją pisarską klasę. Książka jest w pewnej mierze kontynuacją „Tartaku”. Znakomitym opowiadaniem „Twarze”, ale i tytułową „Szklaną hutą” autor powraca do obsesji, której dał wyraz w poprzedniej powieści.
Chodzi o obnażenie prawdziwego oblicza człowieka. Takiego oblicza, którego wolelibyśmy nie znać. Odarcie z maski następuje niespodziewanie, ale wspomnienia i skutków tej chwili nie sposób już zatrzeć.
Bartosz Marzec, Rzeczpospolita
  
Kategorie: Inne

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.