Książka dziecięca na "cenzurowanym" ?

Książka dziecięca na "cenzurowanym" ?

Trwają Targi Książki Dziecięcej w Bolonii. Jest to chyba jeden z niewielu momentów, kiedy mówi się o książce dziecięcej. Polscy wydawcy nie poświęcają zbyt wielu środków na promocje tego typu literatury, szczególnie rodzimego pochodzenia. 
Pracownik pewnej firmy sprzedającej środki pielęgnacyjne dla dzieci powiedział, że "Matka-Polka" kupi każdy produkt dla swojej pociechy, jeżeli tylko wmówi się jej, że wpłynie on korzystnie na zdrowie dziecka, że będzie się dzięki niemu lepiej rozwijało. Dlaczego w takim razie nikt nie reklamuje książek dla dzieci jako produktu, który sprzyja poprawnemu emocjonalnemu rozwojowi dziecka?

Na temat problemów dotykających rynek książki dziecięcej, a szczególnie jej twórców, wypowiedziała się Pani Krystyna Lipka-Sztarbałło, przewodnicząca Sekcji Ilustratorów przy Okręgu Warszawskim Związku Polskich Artystów Plastyków.

WaszWW: Książki o Harry’m Potterze to hit ostatniego roku. Co Pani sądzi o popularności tych książek, czy Harry Potter przysłużył się polskiej literaturze dziecięcej, czy też skupił na sobie całą uwagę?

KS: Można mówić o pozytywnym wpływie Harry’ego Pottera na polską literaturę dziecięcą. Przypomniał on młodym czytelnikom, że książka to nie tylko lektura szkolna, a wydawcom, że rynek książki dziecięcej istnieje pod warunkiem, że traktuje się go profesjonalnie, również w kategoriach marketingowych.

WaszWW: Dlaczego tak mało uwagi poświęca się promocji książki dziecięcej?

KS: Niechęć do inwestowania w promocję książki dziecięcej wywodzi się z czasów , kiedy książka taka była sprawą polityczną. Dobór lektur, tudzież nazwisk czerpiących z tego tytułu zyski, wynikał z decyzji zapadających na najwyższych szczeblach. Książka ukazywała się w nakładzie podstawowym 100 000 egz. (teraz 3 000 egz.), a zakup do licznych bibliotek był refundowany. Na ladzie księgarskiej książka dla dzieci nie miała konkurencji i każda nowość witana była z radością. W takich warunkach nie było potrzeby oceniania jej wartości artystycznych i edukacyjnych z perspektywy innej niż polityczna. Perspektywa ta usprawiedliwiała wszystko, w tym ogromne nadużycia wobec psychiki dziecka, jakimi były np. włączenie do lektur obowiązkowych dla 9-10 latka "Antka" i "Janka Muzykanta". Powyższe przykłady ujawniają, że rola książki w rozwoju emocjonalnym dziecka nie była przedmiotem szczególnej troski. Uniemożliwiło to rozwój profesjonalnej krytyki.

WaszWW: Kto w takim razie powinien podjąć się recenzowania książek dziecięcych?

KS: Recenzent książki dziecięcej powinien być fachowcem najwyższej klasy – łączącym kompetencje wysoko wykwalifikowanego polonisty z profesjonalizmem psychologa, metodyka i krytyka sztuki. Tylko wtedy może on ocenić wartość książki przemawiającej słowem i obrazem do dziecka, które ma określony wiek, płeć i wynikające z tego potrzeby. To prawdy dawno zdefiniowane – ale warto je przypomnieć w czasie, gdy książka dziecięca stała się u nas poletkiem doświadczalnym dla amatorów gotowych przysiąc, że na każdym poziomie rozwoju dziecka "Disney" jest najwłaściwszą propozycją. Dodam, że "molestowane" o nowy rodzaj recenzji, dodatki o książkach do prasy codziennej (a więc tej o największym zasięgu), tłumaczą się brakiem odpowiednio wykwalifikowanych współpracowników.

WaszWW: Pojawia się wiele głosów, że książki dziecięce w Polsce są tworzone na modę Disneyowską. Czy w takim razie polscy ilustratorzy i ZPAP nie mają żadnych własnych pomysłów, czy też jest im trudno przekonać wydawców do swoich ilustracji?

KS: 90 % oferty księgarskiej, również w witrynie, stanowi książka o stylistyce disneyowskiej. Większość z nich to przedruki. Polskich ilustratorów tak tworzących nie jest zbyt wielu, choć z drugiej strony, z takimi wydawcy najchętniej nawiązują współpracę. Co roku około 40 młodych ilustratorów opuszcza uczelnie artystyczne z nadzieją, że ich dyplom, często nagradzany przez gremium rektorskie, zostanie także doceniony przez pracodawców. Jednak tych artystów wydawcy nie lubią najbardziej. Przedstawiając swoją teczkę w redakcji wydawnictwa słyszą komentarze typu: "to się nie sprzeda", "to zbyt artystyczne". Ostatecznie podejmują pracę w reklamie, nieliczni szczęściarze podejmują współpracę z gazetami. Tam, w dobie komputerów, indywidualność twórcy i "odręczność" jego warsztatu zyskała na wartości. Dzięki prasie można było poznać młodsze pokolenie ilustratorów, których twórczość stanowi potwierdzenie (również na forum międzynarodowym) znakomitej kondycji środowiska, np. Z. Kołaczka, M. Stawarskiego, H. Pyrzyńskiej, W. Kołyszki, Z. Januszewskiego, P. Sochy, M. Grynia, D. Orwata, i in. Również dzięki prasie mamy możliwość kontaktu z twórczością klasyków: J. Stannego, W. Rosochy, Stasysa i innych, których książki były kiedyś ozdobą polskich prezentacji. Wydawców nie korcą ani nowe, ani stare propozycje polskich ilustratorów. (więcej…)

Ta strona jest dostępna tylko dla zalogowanych osób. Jeżeli masz konto, to się zaloguj, a w innym przypadku zarejestruj się.

Logowanie użytkownika
 Zapamiętaj mnie  
Rejestracja nowego użytkownika
*Pole wymagane
Kategorie: Inne

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Wpisz hasło by zobaczyć komentarze.