„Basta. Moje życie, moja prawda” – autobiografia Marco van Bastena już dostępna
Przegląd
- Typ: Literatura faktu, Sport
- Marka: SQN, Wydawnictwo Sine Qua Non
„Może to oznaka dojrzałości albo też spokoju, ponieważ skończyła się moja kariera piłkarska. Nie mam pojęcia. Czuję jednak, że to doskonały moment, by opowiedzieć o sobie. (…) Nie oszczędzę nikogo. A już na pewno nie siebie samego. Przyszedł czas” – pisze w autobiografii jeden z najlepszych piłkarzy wszech czasów, Marco van Basten. Książka Holendra, którego kariera została brutalnie przerwana przez kontuzję, właśnie ukazała się w Polsce nakładem Wydawnictwa SQN.

Van Basten to bohater pokolenia zakochanego w futbolu totalnym. Mistrz Europy z 1988 roku, gwiazda Ajaxu i Milanu, trzykrotny zdobywca Złotej Piłki. Zapewne osiągnąłby znacznie więcej, gdyby nie uraz kostki, który zmusił go do powiedzenia sobie „stop”. Koniec. Basta. Dla kibiców Holender przez lata pozostawał wielką tajemnicą. Inteligentnym, elokwentnym, ale też niewzruszonym i pozbawionym emocji człowiekiem. Kimś, kto najwyraźniej nie miał ochoty obnażać się publicznie. Aż do teraz.
Basta to szczera i bezkompromisowa autobiografia holenderskiego piłkarza. Książka o jego młodości, tragicznej śmierci przyjaciela i skomplikowanych relacjach z ojcem. O szalonej karierze we Włoszech i kulisach gry w reprezentacji. O bolesnym zakończeniu kariery i odnajdywaniu się w nowej rzeczywistości.
Więcej na: Basta. Moje życie, moja prawda
Fragment książki „Basta. Moje życie, moja prawda”:
Opadam na lewy bok, żeby chwilę poleżeć. Przeczekać, aż minie najgorsze. Nabieram głęboko powietrza i próbuję je bardzo wolno wypuścić. Jeszcze raz. I jeszcze. Staram się oderwać jakoś myśli od pulsującego bólu w kostce. Czasami pomaga mi, kiedy myślę o Bogu. Jestem też na niego zły. Wściekły. O co tu w ogóle chodzi? Dlaczego muszę przez to wszystko przechodzić? Czyżby to miała być lekcja pokory? Może stałem się zbyt arogancki?
Z powodu bólu zupełnie zapomniałem o wypełnionym pęcherzu. Muszę się teraz pośpieszyć, bo inaczej jeszcze coś pójdzie nie tak. Fajnie by to potem wyglądało, jak dzieciaki weszłyby rano do łazienki myć zęby. I tak mają przechlapane z takim ponurym ojcem, który przez cały boży dzień nic tylko siedzi na kanapie.
Zbieram się z podłogi, pokonuję ostatnie półtora metra na kolanach podpierając się rękami i podnoszę się opierając się o muszlę. Opróżnienie pęcherza przynosi mi ulgę. Nie spuszczam wody, bo nie chcę nikogo budzić i ruszam w drogę powrotną do łóżka.
Jestem też wściekły na siebie. Przecież człowiek wierzy takiemu lekarzowi na słowo, kiedy ten mówi, że co jak co, ale gorzej na pewno nie będzie. Że może i nie pomoże, ale na pewno nie zaszkodzi. Tymczasem szkodzi i to bardzo. I to już od cholernych ośmiu miesięcy. Pytanie tylko: jak długo jeszcze? AC Milan wciąż mnie zaprasza, żebym się pojawił na stadionie i oglądał mecze, ale ja pieprzę taki interes, żeby pojawić się o kulach. Kulawy dupek. Wolę się już ukryć we własnym domu. Niczym ranny zwierz. Wolę sobie posiedzieć po ciemku.
Byłem już wszędzie: u lekarzy, fizjoterapeutów, akupunkturzystów i magnetyzerów i nie wiadomo u kogo jeszcze. Żaden z nich jednak nie potrafił uśmierzyć bólu. Każdy z nich chciał mi pomóc. Każdy miał dobre chęci. Poza dwoma chirurgami, którzy trochę za wysoko siebie oceniali. Którzy chcieli odgrywać Pana Boga.
Ale wszystko to na darmo. Wszystko to nic a nic nie pomogło. Jest tylko o wiele gorzej niż było.
Jeszcze dwa lata temu byłem zawodowym piłkarzem. Więcej nawet, najlepszym na świecie piłkarzem. A teraz czołgam się po kafelkach konając z bólu, a żołądek nawala mi od leków.Prawie dotarłem. Z powrotem do łóżka. Kiedy już się na nie wciągnąłem, mam tylko nadzieję, że uda mi się jeszcze trochę pospać. Jak dobrze pójdzie. Ale może to jeszcze trochę potrwać, bo najczęściej długo nie mogę zasnąć. Ale co za różnica? W końcu jutro nie mam nic specjalnego do roboty, poza siedzeniem przez cały dzień na kanapie. Ze spieprzoną kostką.






