Kto się wstydzi bestsellerów – list do Jerzego Illga

Kto się wstydzi bestsellerów – list do Jerzego Illga

Jest to komentarz do tekstu Najważniejsze to nie projektować własnych fascynacji. – Jerzy Illg,  redaktor naczelny SIW Znak 

Drogi Jurku, 

warto przytaczając przykłady bestsellerów, które idą przez świat i odnoszą sukces również w Polsce, pamiętać, w jakim wydawnictwie ukazał się oryginał i czy wydawnictwo to choć przez chwilę miało taki problem, jak ty, Drogi Jurku. Że o dorobku tego wydawnictwa nie wspomnę. 

W Polsce nader często to, co w istocie jest przyzwoitym czytadłem winduje w górę nazwisko autora ( nie zawsze za tym idzie dobra sprzedaż), a to, czego źródłem nie jest kilka kanap literackich, nawet miana czytadła nie dostąpi. Bywa też i tak, że książka przez chwilę krytykom się spodoba, byle nie poszła za tym wysoka sprzedaż. Wtedy miejsce na krajowej liście bestsellerów jest jak znak złej jakości. Z tej reguły wyjęci są autorzy od lat uznani. Nikt im już nie zarzuci, że napisali złą książkę. Odwagi starcza recenzentom na autorów z małym dorobkiem. 

I jak tu szukać bestsellerów? Jak je promować? Wstyd to czy oznaka profesjonalizmu? Bestseller a literatura wysoka to dylemat tak często w Polsce zafałszowany że z braku jasnych kryteriów, pozostańmy przy tych, które od lat funkcjonują na świecie. Czy polska Arunhdati Rody byłaby grafomanką? Czy polski Coetzee zostałby okrzyknięty marnym pisarzem z tego powodu, że wykorzystuje modny temat, jakim jest molestowanie seksualne i gwałt? Myślę, że znamy odpowiedzi na te pytania. 

Ja jednak czekam i na polską Arundhati Roy, i na polskiego Coetzee. I cała moja nadzieja w czytelnikach. Bo gdybym tak brała poważnie na przykład Martę krytyków o "Manueli Gretkowskiej, która już dawno temu się skończyła", a nie wyniki sprzedaży i listy czytelników do autorki i wydawnictwa… 

Beata Stasińska, Wydawnictwo W.A.B.

Kategorie: Rynek w liczbach

Skomentuj

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować.